Tyberiusz Cezar

Jacek Bocheński
Tyberiusz Cezar
  • Świat Książki
    Warszawa 2009
    132 x 210
    320 strony
    ISBN 978-83-247-1556-5

Powieść o Tyberiuszu kończy trylogię rzymską Jacka Bocheńskiego. Część pierwsza, Boski Juliusz (1961) i druga, Nazo Poeta (1967), czytane były jako przykłady literatury "ezopowej", która ucieka się do języka aluzji, metafory kostiumu historycznego, po to, by przemycić prawdy niecenzuralne. W postaci Juliusza Cezara dopatrywano się figury Józefa Stalina, powieść o Owidiuszu zdawała się opowiadać o losach skazanego na zsyłkę Josifa Brodskiego. Tyberiusz Cezar każe na tamte powieści spojrzeć na nowo. Bocheński opowiadając historię wielkiego władcy, człowieka, który chciał zmienić świat i pechowca, który miał przeciwko sobie dziejopisów, opowiada o odwiecznych ludzkich namiętnościach, lękach i tęsknotach, o strachu i o odwadze, o naturze władzy, o roli konieczności i przypadku w naszym życiu, rozważa czym jest prawda historyczna, czym jest okrucieństwo i czym erotyzm, zadaje pytanie: "co to znaczy być sobą?". Ta powieść (a i wcześniejsze ) zawierają lekcję: natura ludzka jest niezmienna. Ale takie przesłanie sprawia, że powieść o Tyberiuszu zaczęta w roku 1970 i porzucona na długie lata (ówczesne opisy dekadencji Rzymu były nawet przez przyjaciół autora uznane za zbyt drastyczne i śmiałe obyczajowo) jest opowieścią i o naszej współczesności. Narratorem swej powieści czyni pisarz pilota wycieczki turystycznej (w Boskim Juliuszu był nim antykwariusz, a w Nazo poeta konferansjer i śledczy). Mieszają się czasy, mieszają się głosy antycznych kronikarzy i powieściowych postaci, wreszcie głosy uczestników turystycznej wycieczki. Narrator Bocheńskiego prowadzi polemikę z dawnymi i nowymi włoskimi marksistami, którzy skończyli jako duchowi nauczyciele Czerwonych Brygad (Bocheński jest też autorem Krwawych specjałów włoskich, świetnej książki o terroryzmie). Wyprawa do starożytnego Rzymu i do jego prowincji, jest podróżą w głąb duszy człowieka dziś żyjącego, spadkobiercy Tyberiusza i jego rówieśnika.

- Marek Zaleski

Fragment

Tempo, tempo! Przyśpieszony rytm świata. Nowa komedia życia. Ależ oczywiście, oklaski są niezbędne. Już teraz, od początku. A państwo są proszeni na posiedzenie senatu w Rzymie. Szmer wśród publiczności 2000 ileś tam, którą są państwo. Miejsce obrad: kuria, historyczny budynek na Forum, restaurowany ostatnio przez Juliusza Cezara, starannie wykończony przez Augusta. Wprowadzam państwa do wnętrza, wysokie ściany, prostokątna, długa nawa, proszę środkiem, po obu stronach równoległe rzędy krzeseł. Proszę zająć miejsca. Świetna akustyka. Porządek dzienny przewiduje tylko jeden punkt, no dobrze, dwa punkty: exposé pierwszego obywatela i dyskusję. Jakiego pierwszego obywatela? Kto go powołał? Jakim prawem? Szmer wśród opozycji. Mistyfikacja! Manipulacja! Prowokacja! Kto powołał Tyberiusza na pierwszego obywatela? Jeszcze w Noli, zaraz po śmierci Augusta, ogłoszono, że władzę objął Tyberiusz. Oklaski. Może powołała go Liwia? Szmer, oklaski. Jest jej synem, i tyle. Ale to nie uprawnia, żeby ogłaszała Tyberiusza pierwszym. Dobrze, ja, pilot wycieczki... Podstawa prawna, podstawa prawna! Oklaski. Kto  klaszcze? Większość klaszcze. W jakiej sprawie? Większość już na zapas klaszcze Tyberiuszowi. Dobrze, ja, pilot wycieczki... oklaski... proszę o uwagę. Jestem upoważniony do oświadczenia... Upoważniony przez kogo? Przez Tacyta, Roczniki, księga pierwsza, ustęp siódmy. Gwizdy, oklaski. Jestem upoważniony do oświadczenia, że w obecnej chwili Tyberiusz nie pełni jeszcze funkcji pierwszego obywatela. Gwizdy. Jeszcze? Nie zwołał tego posiedzenia jako pierwszy obywatel. Nielegalnie! Nielegalnie! Zgiełk opozycji. Zwołał to posiedzenie legalnie na mocy przysługujących mu uprawnień trybunackich i tylko... Cezar! Cezar! Owacja... i tylko... Cezar! Cezar! Moje słowa giną w zgiełku. Nagle pojedynczy głos: Kto zabił Agryppę Postumusa? Proszę nie zakłócać... Postumus! Postumus! Postumus! Agryppa Postumus! Gdzie jest Agryppa Postumus? Nie ma takiej sprawy na porządku dziennym. Kto go zabił? Proszę o ciszę. Porządek dzienny przewiduje exposé syna w sprawie uczczenia zmarłego ojca. I dyskusję. I dyskusję.
Jeszcze raz usilnie proszę o ciszę. Zostaną odczytane komunikaty. Konsulowie bieżącej kadencji złożyli przysięgę na wierność pierwszemu. Jakiemu pierwszemu? Pierwszy zmarł. Dobrze, synowi zmarłego. Zmarły nigdy nie chciał tego syna. Uzurpacja! Głos: Ale usynowił. Głos: Bo musiał. Będzie odczytany drugi komunikat. Oklaski. Zaprzysiężeni konsulowie odebrali już sami następne przysięgi... Tacyt Jakby dawny ustrój republikański wciąż istniał. Odebrali przysięgę od Sejusza Strabona, prefekta gwardii pretoriańskiej (informacja dla wtajemniczonych: Sejusz to ojciec Sejana, przyszłego prefekta gwardii, o którego końcowych losach doniosą kiedyś na Kapreje sygnały świetlne). Bezpieczeństwo publiczne... oklaski... jest zapewnione. Oklaski. Odebrali przysięgę od szefa programu aprowizacji... Oklaski. Zaopatrzenie ludności... Głos: Kto zabił Agryppę?
Proszę państwa, jestem upoważniony do oświadczenia, że więzień Agryppa Postumus, zaburzony umysłowo, skazany uchwałą senatu na pobyt w miejscu odosobnienia, został istotnie w tych dniach stracony. Przez kogo? Przez centuriona, który, być może, nadużył... Z czyjego rozkazu? Proszę państwa, jestem upoważniony do oświadczenia, że pierwszy, przepraszam, syn zmarłego Cezara Augusta, Tyberiusz Cezar, nie wydał tego rozkazu i nie będzie go komentował. Szmer wśród państwa. Tacyt: Simulabat iussa patris. Pozorował rozkaz ojca. Kamienne słowa Tacyta.
Ale tej sprawy nie ma na porządku dziennym. W kuluarach mówi się, że miała być i decyzją Tyberiusza centurion, który zabił, miał zeznawać przed senatem, jednak sprawa została z porządku dziennego zdjęta, gdy u Liwii interweniował Sallustiusz Kryspus. Kto to jest Salustiusz Kryspus? Szef gabinetu politycznego. Czego? Gabinetu? Nie słyszeliśmy o niczym takim. A cóż to za gabinet? Tajny. Oczywiście, ale czyj? Gabinet pierwszego. To znaczy, którego? Nowego czy starego? Ciągle ten sam gabinet. Aha, aha. I ten szef, jak mu tam... Sallustiusz Kryspus, interweniował u Liwii, nie u Tyberiusza? Mówi się, że to jej człowiek. Interweniował, żeby Tyberiusz nie przedstawiał do rozpatrzenia senatowi wszystkich spraw, jak, zdaje się, chce. Są pewne sprawy, tajemnice stanu, przyjacielskie sugestie doradców, operacje służb, które muszą podlegać kontroli jednoosobowej, to jest warunek odpowiedzialnego rządzenia. Tak się wyraził Sallustiusz Kryspus. Tacyt: Ze strachu, że sam będzie odpowiadał.
Proszę jednak państwa na salę. Za moment wejdzie pierwszy, czyli syn Boskiego Augusta, aby przemówić do zgromadzenia ojców-senatorów. Bardzo proszę uszanować powagę chwili. Przed kurią słychać już owację. Przybywa syn w eskorcie wojskowej i w towarzystwie własnego syna Druzusa. Jest bardzo zbolały i przybity, w żałobie po Boskim, którego zwłok nie odstępował przez ostatnie dni, jak to ujął w swoim edykcie zwołującym senat. Powtarza te słowa.
- Pozwoliłem sobie, senatorowie, zwołać was w jednym celu, abyśmy się naradzili nad sposobem uczczenia mego ojca. Zamierzam wyprawić mu uroczysty pogrzeb i oddać stosowne honory. O tyle tylko roszczę sobie prawo do publicznego działania, poza tym do niczego nie pretenduję.
Ma napisany tekst mowy, pochwałę zmarłego, zaczyna czytać, ale głos mu się łamie. Nie może opanować zdenerwowania, nadmiernego wzruszenia, bólu, nikt nie wie dobrze, jakich uczuć. Nikt nie rozumie, co znaczy oznajmienie, że do niczego nie pretenduje. Tak strasznie rozpacza z powodu śmierci ojca? Komediant? Hipokryta?
- Straciłem głos - mówi. - Wolałbym stracić życie niż głos w tej chwili.
Prosi Druzusa, żeby doczytał jego mowę do końca. Syn Druzus czyta w imieniu ojca pochwałę swojego dziadka, Boskiego Augusta. Tyberiusz wciąż nie może przyjść do siebie.
Dziękuję, że mimo kolosalnej różnicy epok i kultur zechcieli państwo dostosować się do nastroju. Senat milczy w żałobnym skupieniu. Proszę zachować jeszcze przez chwilę tę powagę. Na salę wejdą święte dziewice.
Westalki wnoszą testament zmarłego. Będzie odczytany. Tyberiusz każe to zrobić swojemu sekretarzowi, wyzwoleńcowi, osobie anonimowej, pełniącej rolę czysto techniczną, jak u państwa w domu odtwarzacze płyt mniej więcej. Proszę nie zwracać uwagi na wyzwoleńca, lecz na testament. Brak nagłośnienia, kamer, mikrofonów i ekranów. Nie ma, bo nie było. Ale testament jest.