Kontroler snów

Marek Nocny
Kontroler snów
  • Nisza
    Warszawa 2007
    123x92
    301 stron
    oprawa twarda
    ISBN 978-83-922819-86

Kontroler snów to przewrotna powieść przygodowo-sensacyjna. Jej autor ukrył się pod pseudonimem, ale znać tu rękę mistrza: atrakcyjnie napisana, adresowana głównie do nastoletnich czytelników książka Marka Nocnego jest opowieścią o miłości i przemocy. Nawiązuje do mitu o Orfeuszu i Eurydyce opowiedzianego w dobie cyberkultury: to trochę polski Matrix z wątkami alterglobalistycznymi. Bohater, student fizyki o przezwisku Rastaman, buntownik, ale i mitoman, superman i słabeusz, schodzi do Hadesu po Agnieszkę, swoją Eurydykę − tyle, że Hadesem jest dzisiaj nowoczesna galeria handlowa, świątynia naszej współczesności, miejsce pokus i egzekwowania symbolicznej przemocy. To w niej zainstalowała się sekretnie korporacja "True Life Ltd", której celem jest zawładnąć ludzkimi umysłami, sprzedawać nam rzekomo nasze własne marzenia. Korporacja działa bezwzględnie. To z jej mocodawcami walczy na śmierć i życie bohater. Kontroler snów to także gra literacka. Jest tu przywoływany Calderon de la Barca z jego Życie jest snem: bohaterowie Marka Nocnego eksperymentują ze snami, w istocie są manipulowani przez korporację, choć znajdują sposoby, by odnaleźć swoją wolność. Bowiem sny w tej powieści to także ocean nieświadomości, który − niczym morze w Solaris Lema − wywołuje myśli i pragnienia.
Kontroler snów oferuje nie tylko przyjemność lektury. Daje się czytać w różnych porządkach i stanowi świetny przykład literatury postmodernistycznej. Rzeczywistość i fikcja okazują się nie do odróżnienia, nieustannie mamy do czynienia z karuzelą tożsamości głównego bohatera. Eksperymenty ze snami, pogonie, ucieczki, detektywistyczne dociekania, aluzje literackie, miłosne rozterki i perypetie bohatera, humor, głębsze znaczenie −  wszystko to czyni z Kontrolera snów książkę nie tylko zabawną ale i zajmującą .

- Marek Zaleski

Marek Nocny urodził się w drugiej połowie XX wieku. Zawodowo zajmuje się pisaniem. Pisze jednak o czym innym i jest znany pod innym nazwiskiem. Mieszka na stałe w Polsce. Ma psa.

Fragment

– Znam kilka rzeczy, których nie dostaniesz za pieniądze. Nazywają się wiara, nadzieja, miłość.
– Mam renons we wszystkich trzech kolorach – uciął cierpko Rastaman.
– Niefajny rozkład, co? Chyba że do brydża. I jeszcze do czegoś, o czym pewnie nie słyszałeś. M6wić dalej?
Rastaman kiwnął głową.
– Nie wybierałeś sobie kart. Masz je z rozdania i nie możesz wymienić Więc przyjrzyj się im, pomyśl, do jakiej gry pasują.
– Zaglądałeś mi w karty?
Młody wzruszył ramionami.
– Mocna karta jest dobra, ale tylko w realu. Ze słabą można coś ugrać po stronie snów. Tam zostałbyś może grubą szycha. Spróbuj, warto.
Grubą szychą po stronie snów...
– Byłbym nawet zainteresowany – roześmiał się Rastaman. – Tylko że mnie się od dawna nic nie śni.
Od jak dawna – nie pamiętał. Od tygodni. Tak naprawdę to bardzo by chciał, żeby mu się czasem przyśniła Agnieszka. Teraz, kiedy nie spodziewa się już niczego, ładny sen by go całkowicie zadowolił. Ładny sen z nieodpartym złudzeniem jej obecności. Najlepiej — co noc. Zamiast spotkania w realu. Które nie jest możliwe.
- Nic się nie śni? Taka rzecz w przyrodzie nie występuje. Masz po kilka snów każdej nocy, a może i kilkanaście. Powiedz raczej, że straciłeś kontakt ze snami. Ale możesz go odzyskać To tylko kwestia odpowiedniej techniki. Z ciekawości Rastaman aż się wychylił do przodu i guzik jego sztruksowej koszuli zaczepił o krawędź stolika.
— Kwestia techniki... Spróbuj tę myśl rozwinąć. Używasz jakiegoś sprytnego urządzenia?
Teraz Młody uśmiechnął się od ucha do ucha, aż coś mu błysnęło w ustach. Zęby miał zdrutowane, nosił aparat ortodontyczny. Tę przyjemność musiał zafundować mu  Bomber. Przysyłał kasę na wszystkie większe wydatki. Na kurs angielskiego, na remont łazienki i na zimowe palto dla starego. Odkąd wyjechał, stał się niezawodnym synem i bratem. Budującym przykładem dla Młodego, czy się to podobało im obu, czy nie.
-Nie potrzeba żadnego dodatkowego sprzętu. Wystarczy ten, który masz w standardzie. Zapadasz się w sny bez świadomości, z rana budzisz się skołowany i nic nie pamiętasz. Jakbyś balował na zerwanym filmie.
- Nie znam lepszego sposobu balowania.
- Mówimy o lepszym sposobie śnienia.
Proszę, jak ambitnie: o lepszym sposobie śnienia, ni mniej, ni więcej.
- To robi się coraz ciekawsze — powiedział Rastaman z zachęcającym gestem: nawijał na dłoń niewidoczny sznurek.
Młody śledził wzrokiem tę dłoń, z miną trochę głupią, bo nie wiedział, czy to na serio, czy wprost przeciwnie.
-W snach możesz mieć to, czego brakuje ci w życiu – powiedział wreszcie z lekką urazą w głosie, i wyglądało, że teraz każe się długo prosić. Łyknął ze szklanki, rozejrzał się i pomachał komuś ręką. Chłopakom w skejtach. Oni odpowiedzieli tym samym. Na koniec pomachały dziewczyny, które z nimi szły. I już ich nie ma, wszyscy zniknęli z oczu, zasłoniły ich plecy innych przechodniów. Młody na chwilę się zagapił. Lecz temat snów, jego ulubiony, wciągnął go z powrotem.
– Nie myśl, że to przyjdzie łatwo. Trzeba nabrać trochę wprawy. Umieć to i owo. Na początek rzeczy najprostsze. Przede wszystkim naucz się posługiwać sprawdzianami rzeczywistości. Bo po czym możesz poznać, że nie śnisz na przykład w tej chwili? Skąd to pewność, że naprawdę jesteś w galerii handlowej, a nie we własnym łóżku?
— Żartujesz — podsunął Rastaman, przyglądając mu się niepewnie. Trudno już było się połapać, czyim kosztem kto się tutaj bawi. Galeria handlowa tętniła życiem. Życiem. Nie snami. Nie było nad czym się zastanawiać.
Młody podniósł wzrok znad szklanki.
– A nigdy nie przyśnił ci się taki sen, że nabrałeś się na niego w stu procentach? We śnie ludzie są łatwowierni. W realu nieuważni. Większość nie potrafi odróżnić jednego od drugiego. Śnią na jawie, a we śnie na odwrót, stają się dziwnie konkretni. Na twoim miejscu nie byłbym niczego taki pewny. Te dwa pudle w galerii handlowej? I tolerancyjni ochroniarze? A widziałeś, żeby ktoś przyszedł z niemowlęciem w wózku? Lepiej przelicz palce u reki. Mówię poważnie, przelicz.
Rastaman zdziwił się, ale przeliczył. Paznokcie były obgryzione. Wzrok zatrzymał się na chwilę w zagłębieniu dłoni. Tam parę godzin wcześniej zapisał sobie coś długopisem, nie znajdując w kieszeniach żadnej kartki. Sweet Dreams. To tabletki nasenne. Nazwa tak głupia jak dziewczyna, która mu je podała. Znajomość z podstawówki. Nosiła przezwisko Daisy, spotkał ją przypadkiem w metrze. Lekki środek, sprzedawany bez recepty, stuprocentowo skuteczny. Ona też źle spala, ale teraz bierze Sweet Dreams... i to długie, wymowne spojrzenie spod rzęs, scena jak z telewizyjnych reklam. Przypomniał sobie Daisy z dawnych czasów, siedzącą w pierwszej ławce. Już wtedy wyglądała jak wyjęta z reklamy. Na lekcjach bez przerwy dwa palce w górze, wiedziała wszystko. W życiu także. Miała gotowy patent na każdy kłopot. Skuteczne porady dla wszystkich, zawsze z nutą wyższości. Bomber musiał pamiętać tę dziewczynę. Ale Młody raczej jej nie znał.
- I co?
- A czego się spodziewałeś? Pięć palców.
- To właśnie jest podstawa. – powiedział Młody, ukradkiem przeliczywszy własne. – Trzeba wiedzieć, że we śnie rachunek raczej się nie zgadza. Palce widzisz trochę zamglone, niewyraźne. Zwłaszcza środkowe. Jeśli uprzesz się przy liczeniu, wyjdzie ci w końcu sześć albo siedem. A wtedy  już wiesz, na czym stoisz. To delikatny moment, łatwo się obudzić Trzeba użyć specjalnych sztuczek, żeby sen ci się nie wykoleił.
Jeśli to ci się uda, jesteś panem sytuacji. Trzymasz pod impasem cały świat, blotkami przebijasz asy. Bierzesz wszystko. Na przykład chcą cię skroić na odludnym przystanku, oddawaj, mówią, portfel i komórę.  Żaden problem, sięgasz do kieszeni, wyciągasz nabity pistolet i kolesie robią w portki ze strachu. Albo zamarzysz o czymś wspaniałym, na co nie zarobiłbyś do końca życia. Spróbuj zapłacić kartą. To się może udać, bo we śnie konta bankowe podlegają innym zasadom. Albo zależy ci na tym, żeby spotkać jakąś osobę. Otwórz pierwsze z brzegu drzwi: ona tam będzie. W szczególnych okolicznościach można nawet przechodzić przez ściany, chociaż to nie jest prosta rzecz, raczej dla zaawansowanych graczy. I jeszcze jedno. W snach twój czas nie biegnie do przodu, tylko różnie: w bok, a nawet do tylu. Żyjesz i żyjesz do woli, poza czasem. Nieraz się uda przez kwadrans zaliczyć parę ładnych tygodni.
-Parę tygodni, naprawdę nieźle. Tylko po co? Rastaman z trudem dociągał od rana do wieczora.
-A seks? – spytał, na pozór obojętnie.
-Przy pewnej wprawie w śnieniu możesz mieć seks, jaki tylko chcesz, z kim tylko chcesz – wypalił Młody. Krótki błysk w jego oku pozwolił odgadnąć, że innego seksu jeszcze nie miewał.
– No dobrze. Można mieć, co się chce, ale nie naprawdę – podsumował Rastaman. – Nie wiem, czy mnie to zadowoli. Za cienkie takie przyjemności. Przekreślają się same.
-- Naprawdę to nie ma nic – powiedział Młody śmiejąc się. – Zmień sposób myślenia. Naprawdę, na niby, jaka to różnica? Akurat tym nie zawracałbym sobie głowy.