Twarz Tuwima

Piotr Matywiecki
Twarz Tuwima
  • W.A.B.
    Warszawa 2007
    142x202
    774 stron
    ISBN: 978-83-7414-041-6

„Pisząc tę książkę, zasłuchiwałem się w słowa poety. I zapatrzony byłem w cień Tuwima, w poetyckość. Mam jednak nadzieję, że dostrzegłem jego twarz” – tymi słowami zakończył Piotr Matywiecki posłowie do swojej monumentalnej książki „Twarz Tuwima”. Mimo sporej objętości (wraz z przypisami tekst zajmuje przeszło 750 stron) tom czyta się znakomicie: jest napisany jednocześnie naukowo i lekko, z zaangażowaniem bliskim fascynacji Tuwimem – co nie wyklucza badawczej obiektywności.
Matywiecki nie miał łatwego zadania – musiał zapoznać się nie tylko z bogatą spuścizną literacką Tuwima, z jego prozą wspomnieniową i listami, ale również ze wszystkim, co do tej pory na temat poety zostało powiedziane i napisane. Przeprowadzał rzetelne badania, a ich efekt uwiecznił w „Twarzy Tuwima”. Połączył w tej książce dociekliwość i celność spostrzeżeń z dostosowaniem się do wymogów rynku; dbając o odpowiednie zdynaminowanie relacji skrócił rozdziały, zadbał o to, by ta publikacja była atrakcyjna dla czytelników.
Czym jest „Twarz Tuwima”? Na pewno nie biografią – elementy życiorysu twórcy zajmują pewną, ważną część książki, nie dominują w niej jednak. Nie jest też monografią twórczości – bo mimo swej objętości nie reguluje wszystkich poruszanych przez Tuwima zagadnień, raczej je sygnalizuje i przedstawia tylko wyimek literackiej działalności bohatera tomu (chociaż Matywiecki założył sobie, że będzie prezentować wyłącznie Tuwima-liryka, rezygnując z utworów dla dzieci i przeznaczonych na estradę, udało mu się opracować jedynie część charakterystycznych dla poezji Tuwima motywów i rozwiązań). Wydaje się, że najtrafniejszym określeniem na tę publikację jest rozbudowany esej, naukowe świadectwo fascynacji lekturowej i jednocześnie mały przewodnik po stanie badań nad Tuwimem (rozproszony w całym tekście). Wprawdzie Matywiecki nie odnotowuje każdej inspiracji – ogranicza się tylko do dokumentowania cytatów – ale już samo odwoływanie się do dotąd stworzonych prac pozwala uzyskać orientację na temat pozycji wydawniczych dotyczących życia i twórczości Juliana Tuwima.
Matywiecki zrezygnował z „tradycyjnego”, chronologicznego ujęcia tematu – rozprasza wątki biografii i interpretacji po całej książce. To może przeszkadzać, jeśli ktoś czekał na dzieło uporządkowane, klarowne i monotonne, przypominające masę podobnych. Odważne rozwiązania układu tematów pozwalają autorowi oświetlić sylwetkę Tuwima z innej niż dotychczas perspektywy i wypracować nowy sposób mówienia o poecie. Przyjęta przez Matywieckiego strategia pisarska pomaga w wykazywaniu przeplatania się elementów życia i twórczości, roli biografii, a także rozmaitych sposobów odczytań. Co więcej – wyklucza stereotypowe ujęcie tematu oraz powielanie go – perspektywa chronologiczno-biograficzna była dotychczas w ujmowaniu zagadnień związanych z Tuwimem dominująca: to jej podporządkowywało się ewentualne wskazówki czy uwagi o działalności literackiej. U Matywieckiego kluczem eseistycznym wydaje się być interpretacja – to rytm lektury wyznacza rozwój „narracji”, rytm lektury wierszy, wspomnień i listów Tuwima jest tu substytutem „znajomości”. Matywiecki wychowywał się bowiem w swoistym kulcie Tuwima – wspomina w pierwszych zdaniach zapatrzenie w poetę matki – Żydówki i ojczyma – Żyda, ustawiając się tym samym na pozycji bliskiej straconej: po takiej deklaracji trudno będzie zyskać zaufanie do autora. Wobec braku osobistych kontaktów i niepełnej przecież możliwości „poznania” Tuwima przez śledzenie jego twórczości, sięga Matywiecki po słowa najbliższych poety, czerpiąc je choćby ze świetnego tomu „Wspomnień o Julianie Tuwimie”, książek Ireny Tuwim (siostry poety), z monografii, życiorysów, wywiadów, recenzji i relacji. Matywiecki próbuje jednocześnie obok charakterystyki pisarstwa Tuwima zaprezentować literacki kontekst. I w tym się lekko gubi – stara się pokazać przemiany zachodzące w polskiej poezji, pomijając czy tracąc z oczu to, co musiało siłą rzeczy być dla Tuwima najważniejsze. Zajmuje się Tuwimem jako lirykiem – i to trochę tłumaczy „kontekstowe” rozwiązania.
Matywiecki nie zachowuje proporcji między cytatami i własnymi spostrzeżeniami. Rozdziały interpretacyjne, proszące się czasem o trochę literackich ilustracji, są przeważnie „suche”, pozbawione cytatów. Fragmenty dotyczące biografii Tuwima zamieniają się niekiedy w zestaw cytatów niekomentowanych, wypranych z wniosków. Te dysproporcje da się jednak wytłumaczyć: czytelnicy, którzy zetknęli się z opracowaniami dotyczącymi Tuwima wiedzą, że pewne tematy zostały już opisane i powtarzane do znudzenia. Nie było potrzeby formułowania własnymi słowami tego, co i tak wszyscy mogli już wcześniej przeczytać w wielu źródłach.
W „Twarzy Tuwima” badacz rozplata sieci gęste od znaczeń, przywołuje tematy, na które do tej pory w poezji Tuwima niewielu zwracało uwagę – zagadnienie twarzy, ciała, losu, tożsamości (może irytować uporczywe, sprzeczne z intencjami samego Tuwima powracanie do „problemu” żydostwa, w różnych etapach książki), Tuwim w oczach Lechonia, zagadnienie melancholii i witalizmu, motywy roślin, liczb, matematyki, kukieł i religii, świata materii. Matywiecki często odwołuje się do filozofii, często też interpretuje Tuwima przez pryzmat różnych światopoglądów. Początkowo „analizy” są bardzo krótkie, akcentują raczej zagadnienie, niż wyczerpują je: nad niektórymi wątkami zatrzymał się jednak autor na dłużej, dając ich doskonałe analizy.
Tuwim był alchemikiem słowa. I Matywiecki zwraca uwagę nie tylko na muzyczność Tuwimowskich wierszy, ale i sam stara się utrzymać harmoniczność fraz, dzięki temu „Twarz Tuwima” czyta się z przyjemnością.

- Izabela Mikrut