Spiskowcy wyobraźni. Surrealizm

Agnieszka Taborska
Spiskowcy wyobraźni. Surrealizm
  • słowo/obraz terytoria
    Gdańsk 2007
    167 × 215
    440 stron

Eseje zebrane w Spiskowcach wyobraźni nie składają się na aktualną syntezę surrealizmu. Jednakże wyrastają z potrzeby jej stworzenia. Surrealna dziwaczność – dowodzi Taborska – została już dawno oswojona, a jednak warto pamiętać, że zwielokrotnienie wymiarów widzenia rzeczywistości nie nastąpiło z dnia na dzień – i na to właśnie kładzie nacisk ta książka.
O dziejach ruchu autorka opowiada niejako przy okazji omawiania wybranych „Tematów” należących do żelaznego repertuaru surrealistów i kreślenia „Sylwetek” kilkorga twórców. W żadnym wypadku nie ma tu mowy o pełnym spektrum problemów oraz postaci. Autorka dobiera je nie jak obiektywny naukowiec, dążący do wyczerpania tematu, lecz jak pasjonatka, stawiająca akcenty na to, co ją w surrealizmie zafascynowało. Opowiada o osobistych kontaktach z trójką artystów: Leonorą Carrigton, Giséle Prassinos i Rolandem Toporem. Już choćby te rozdziały książki mają wartość unikatową. Autorka spotykała się z dziełem tej trójki także na innej płaszczyźnie – jako tłumaczka – i ten rodzaj intymnego kontaktu z tekstem również znalazł w Spiskowcach wyobraźni swoje oryginalne odbicie.
W części „Tematy” mowa jest o takich kwestiach jak podejście surrealistów do samobójstwa, miłości czy szaleństwa, ale również do mitu, miasta czy przedmiotów codziennego użytku. W każdym rozdziale, autorka swobodnie przemieszcza się pomiędzy różnymi formami uprawiania sztuki, pokazując tym samym, że w ruchu surrealnym nie było mowy o specjalizowaniu się w jednej tylko dziedzinie. Surrealizm był bodaj pierwszym nurtem, który miał charakter kompleksowy i interdyscyplinarny. Z tego też względu ujęcie wszystkich jego realizacji i ogarnięcie wszystkich skutków „zamachu” wymaga od znawcy równie dobrego poruszania się po historii malarstwa, co historii literatury czy filmu. Ale także historii psychiatrii czy dziejach pocztówki. I taką właśnie doskonale zorientowaną koneserką Agnieszka Taborska jest.
Ta książka to przede wszystkim barwna, opowiedziana pięknym językiem opowieść, w jaką z przyjemnością wgłębią się i koneserzy pragnący uzupełnić wiedzę, i ci, którzy dopiero rozpoczynają przygodę ze sztuką.

- Marta Mizuro

Fragment

Tortem w pychę: Noël Godin
W najlepszych latach niemego kina Mack Sennett nakręcił setki krótko i długometrażowych komedii, których bohaterowie-nieudacznicy to wiszą nad przepaścią, to pędzą w automobilowej pogoni, to cudem uchodzą cało z eksplozji, to ciskają w siebie tortami z kremem. Surrealistycznym, anarchicznym, niebezpiecznym światem rodem z cyrku, wodewilu, burleski, pantomimy i komiksu rządzi tempo, ciągłe niespodzianki oraz niegroźne katastrofy. U Sennetta zaczynali Charlie Chaplin, Harold Lloyd, Harry Langdon i Bing Crosby, a komedia slapstickowa stała się najmodniejszym gatunkiem amerykańskiego kina lat dwudziestych. Z epoki tej zostały tysiące metrów celuloidu oraz rekwizyt: tort.
Belg Noël Godin, alias Georges Pacacz, urodzony w 1945 roku reżyser, pisarz i aktor (znany między innymi z Życia seksualnego Belgów), jest miłośnikiem kina, surrealistycznej poetyki i humoru sytuacyjnego. W strachu przed nim żyją sławy po obu stronach Atlantyku.
Już na studiach Godin oblał słoikiem kleju wykładowcę współpracującego z portugalskim dyktatorem, Salazarem. W założonym przez siebie piśmie „Friends of Film” – w najlepszej tradycji surrealistycznej mistyfikacji – ilustrował artykuły zdjęciami własnej rodziny. Donosił na przykład, że Louis Armstrong – niegdyś kanibal – sfinansował film The Vegetables of Good Will (Jarzyny dobrej woli), w którym gigantyczną cykorię zagrała Claudia Cardinale. Albo że Richard Brooks, reżyser Kotki na gorącym blaszanym dachu, przyznał, iż jego filmy to dno. Informacje o nieistniejącej tajwańskiej niewidomej reżyserce, Vivian Pei, i jej filmie The Lotus Flower Will Never Again Grow on the Edge of Your Island (Kwiat lotosu nigdy już nie zakwitnie na brzegu twej wyspy) spowodowały, iż pewien badacz azjatyckiej kinematografii wyruszył do Tajlandii, by Vivian Pei poznać.
W 1968 roku Noël Godin ugodził tortem z kremem profesora o skrajnie reakcyjnych poglądach. Od tego czasu obrzuca tortami szczególnie zadufane w sobie osobistości ze świata kultury i polityki. Pierwszą jego ofiarą została Marguerite Duras za to, że „inteligencję i mądrość wykorzystuje do karmienia własnej próżności”1.
Godin nie działa sam. W trudnych zadaniach towarzyszy mu blisko trzydzieści osób, które na miejsce akcji przybywają w długich płaszczach, kryjących torty. Sam Godin też występuje niekiedy w przebraniu. Wykonane wedle tradycyjnej receptury wypieki kupuje w skromnych cukierniach, gardząc ofertami spragnionych reklamy wielkich firm.
Ofiary wybierają członkowie Torcianej Międzynarodówki. Każdy atak jest starannie przygotowany, czasem z pomocą „zdrajców”, którzy dostarczają niezbędnych danych, gdzie i kiedy uderzyć. Dzięki takiej zdradzie w lutym 1998 roku doszło w Brukseli do najgłośniejszego zamachu na szefa Microsoftu i jednego z najbogatszych ludzi świata, Billa Gatesa. Trzydziestu uśmiechniętych Robin Hoodów zgrupowanych w trzyosobowych oddziałach, krzycząc: „Pac! Pac!”, runęło nań, gdy wysiadał z limuzyny. Mimo pięciu ochroniarzy i eskorty czterech motocyklistów cztery torty dosięgły celu. Gates poniósł karę za „wykorzystywanie inteligencji i wyobraźni do podtrzymywania ponurego status quo niedoskonałego świata”2.
Nicolas Sarkozy podczas wizyty w Brukseli ugodzony został czterokrotnie. Z pewnością trwają prace nad nowymi atakami. Znany dziennikarz Alain Beverini dostał tortem na oczach milionów telewidzów, gdy w otoczeniu trzydziestu ochroniarzy przeprowadzał przed hotelem w Cannes wywiad z aktorką Holly Hunter (odtwórczynią głównej roli w filmie Fortepian).
Najbardziej zacietrzewia Godina francuski filozof i telewizyjny gwiazdor, narcystyczny Bernard-Henry Lévy, który miał nieszczęście wyznać kiedyś, że jest najzdolniejszym pisarzem swego pokolenia. Został za to obrzucony tortem aż siedem razy, między innymi na scenie festiwalu w Cannes. Od tego czasu, ilekroć w telewizyjnym kabarecie pojawia się kukiełka Lévy’ego, ucisza ją kremowa kaskada.
Torty wywołują agresję. Po zamachu w Cannes Lévy skopał Godina. Dwie członkinie Torcianej Międzynarodówki w ostatniej chwili uratowała policja, gdy ochroniarze usiłowali wsadzić im głowy do sedesu. Znalazł się w obliczu ataku tylko Godard. Ugodzony tortem w Cannes w 1985 roku, zlizał krem z cygara i pochwalił hołd złożony niememu kinu.
Aż dziewięćdziesiąt pięć procent zamachów się udaje. Noël Godin ma na koncie kilkadziesiąt ofiar. Marzy o kremowym zbombardowaniu z samolotu wyścigu kolarskiego Tour de France i Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej.
Jego sposób walki z pychą podchwycili Patissiers Sans Frontičres (Cukiernicy Bez Granic). Do ich licznych ofiar należy się między innymi Oscar de la Renta, zdzielony w Portland przez aktywistę ruchu walczącego z przemysłem futrzarskim tortem z tofu. We wrześniu 2001 roku ofiarą tortu truskawkowego padł Karol XVI Gustaw, król Szwecji. Kilka miesięcy wcześniej szarlotka dosięgła wiceprezydenta Białegostoku Bogusława Dębskiego, ministra ochrony środowiska Antoniego Tokarczuka oraz byłego wicepremiera Leszka Balcerowicza. W czerwcu 2004 roku tort jagodowy ugodził w Warszawie Lecha Kaczyńskiego, a rok później – wiceprezydenta stolicy Andrzeja Urbańskiego.
Po dokonanym przez współpracownika Godina zamachu na francuskiego ministra kultury, Philippe’a Douste-Blazy’ego, rząd wniósł sprawę do sądu. Napastnika jednak uniewinniono po złożonych przez adwokata wyjaśnieniach, że ciskanie tortem to belgijska tradycja3.
W torcianym zamachu pomaga śmiech, głupia mina oraz idiotyczna piosenka. Lepiej pokazać uzbrojonej ochronie, że chodzi tylko o tort. Tortem nie ciskać, lecz rozpłaszczać z bliska na twarzy ofiary.
Wojownicy Torcianej Międzynarodówki nazywają siebie burleskowymi terrorystami, zamieniającymi prozę życia w komedię. „Ponury świat zmusza nas do śmiechu i zgrywy. Zawsze uważałem, że śmiech to najlepszy bunt. Jaka broń jest i najśmieszniejsza, i najstraszliwsza? Od trzydziestu lat wierzę, że jest nią tort z kremem. […] To broń słabych i biednych”4 – powiada Godin. „Od dawna byłem zwolennikiem obraźliwych listów w dadaistycznym i surrealistycznym stylu, wysyłanych przez intelektualistów, by przekłuwać balony napuszonej sławy. Jeślibym jednak do Billa Gatesa napisał, tylko on by to przeczytał. Porozumiewam się więc za pomocą tortów. To takie wizualne Esperanto, nowa, ociekająca kremem forma listów, jakie trzydzieści lat po surrealistach słali sytuacjoniści”5.
Uformowany przez 1968 rok, filmy braci Marx i kreskówki z Królikiem Bugsem utopista Godin walczy z władzą, moralnymi nakazami i prawem wymierzonym w ludzi. Stosując symboliczną przemoc, rani miłość własną ofiar, które i tak stać na pralnię. Działa w imię racji stanu, zgodnie z surrealistyczno-anarchistycznym honorem.
Jego wołania: „Czemu głos zabierają zawsze ci sami? Czemu zawsze tych samych słychać? Czemu nic się nie zmienia? Skąd ta cisza?”6 brzmią jak głos na puszczy. A jednak paryska nagroda z 1996 roku za „bezczelność, odwagę i zdolności dywersyjne” czy zaproszenie dwa lata później przez New York Historical Society do wygłoszenia wykładu o technikach obrzucania tortem świadczą o powszechnym niezadowoleniu z elit. „Wciąż dostaję mnóstwo propozycji. Różne nieznane mi osoby zapewniają, że gotowe są pomóc w obrzuceniu tortem osobistości, których nazwisk nie wymienię, przygotowania bowiem trwają…”7. Świadomość tych przygotowań osładza nam życie.