Do widzenia gawrony

Jarosław Marek Rymkiewicz
Do widzenia gawrony
  • Sic!
    Warszawa 2006
    135 x 205
    80 stron
    ISBN 83-88807-94-3

Do widzenia gawrony Jarosława Marka Rymkiewicza to kolejne ogniwo cyklu filozoficznych medytacji, dla których inspirację stanowi ogród poety w Milanówku. Autor wprowadza nas do swojego świata domowego, by powiedzieć, że jego istnienie, sensualna realność, podminowane jest śmiercią. Czyżby życie było ekscesem w stosunku do nicości?
Jednak to nie takie pewne, że to, co nie jest życiem winno być nazywane nicością: „Nicość to będzie rodzaj jakiejś drugiej strony / Drugiej strony karmnika śniegu i sosenek”. I dlatego przemijanie nie wyraża się tutaj rozpaczliwym jękiem, lecz niekiedy euforycznym poczuciem braterstwa ze wszystkimi istotami, które w tym procesie uczestniczą. Zwierzęta zamieszkujące ogród są poecie bliźnimi w drodze ku końcowi, podobnie autorzy zapamiętanych lub wyjątkowo przeżytych wierszy, jak Mandelsztam i inni poeci rosyjscy, poniekąd wszyscy składają się na tłumny pochód stworzeń idących w nieznane.
Smutne, lecz przecież nie rozpaczliwe. Dystychy pęcznieją od szczegółów egzystencji, pieśni śmierci kipią życiem, toczy się bezkompromisowa rozmowa z udziałem żywych i zmarłych, natura nie milknie także wtedy, kiedy milknie człowiek. Nowe wiersze Rymkiewicza to antytreny, antyelegie, antylamenty, utwory niejednoznaczne, które chciałyby wykreować stan Norwidowego „bez-myślenia”. Nie chodzi o bezmyślność, lecz o poczucie głębokiego związania się z bytem, kontemplację zdolną uwolnić człowieka od niecierpliwości i pretensji do posiadania pełni wiedzy i władzy nad sobą.
Być może stąd bierze się mantryczny tok Rymkiewicza, krótka strofa, sugestywne rymowanie, upodobnienie wiersza na wskroś intelektualnego do ludowej piosenki, pozór łatwości i unieważnienia utworu, który wydawać ma się czymś, co pojawiło się mimochodem, co się powiedziało, a nie wykuło w języku, nie wyplotło z filozoficznego namysłu. Moment, w którym czytelnik, nawet nienawykły do Rymkiewiczowskich zagadek, orientuje się, iż błądzi w nierzeczywistej prostocie, pojawia się zazwyczaj szybko. Ironia i antyteza, znamienne dla poety, każą nie tylko z ostrożnością traktować jego gesty, lecz i pytać o to, co ważniejsze niż gest: czym winniśmy się przejmować, tym, że przemijamy, czy tez życiem, którego by nie było – bez przemijania?

- Piotr Śliwiński