Spiżarnia literacka

Czesław Miłosz
Spiżarnia literacka
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 2004
    150x210
    518 stron
    ISBN 83-2400-340-1

W Spiżarnii literackiej, jak to w spiżarni, znajdujemy wszystkiego po trochu, mięsiwa, przetwory i łakocie: rozważania o filozofii i religii, glossy do zapomnianych dziś wierszy, książek i zdarzeń, czułe wspomnienia i anegdoty, sprawozdania z dawnych i obecnych zaciekawień i fascynacji literackich.

Fragment

Przeciw czarnowidztwu

Po czterdziestu latach wędrówek po różnych zagranicach wróciłem do Polski uodporniony. Teraz wszelkie czarnowidztwo w ocenie własnego kraju mnie drażniło, a nawet gniewało, jako pójście po linii najmniejszego oporu.
Rzecz w tym, ze obrzydzenie do rzeczywistości było reguła w nowoczesnym piśmiennictwie i nie chodziło tutaj wcale o taka czy inną ocenę Polski, ale o tonację powszechna w dzisiejszym świecie literatury, jako nieomylny objaw podrzędności i banalności. Nie chciałem przykładać do tego ręki, bo nie chciałem zniżać się do operacji już powszechnej, ale nie wiadomo dlaczego uznanej za wymóg elementarny. Żeby choć szczypta optymizmu w zasadniczej postawie wobec świata! Ale nie – nastąpiło jakieś pęknięcie, gdzieś u podstaw światopoglądu. Nikt na to nie zwrócił uwagi, wszyscy chodzą jakby nieświadomi, ze ich reakcje zostały gdzieś u źródła zatrute. Do wyboru jest jedynie gatunek czarnowidztwa: ironia, sarkazm, podstępne szyderstwo.
A gdzie się to najpierw zalęgło? Chyba we francuskiej prozie dwudziestego wieku. Czytając portugalskiego pisarza Saramago, natychmiast rozpoznałem, z jakiej jest szkoły, i to wystarczyło, żebym go odrzucił. Być może więc przedstawianie Polski jako kraju beznadziejnego nie jest wcale opisem jakiejś rzeczywistości, ale stylistycznym zboczeniem. Maniera modnej szkoły pisania. Manierą ta nie została objęta literatura dla dzieci i stad powodzenie pani Rowling czy tez Tolkiena.
Świadomy tego bezwładu pióra, czy mogłem mu popuszczać? Skłonny do wizji ponurych, musiałem udawać optymizm z samej potrzeby higieny. Stary, wprowadzałem w błąd, nadając sobie rysy młodości. Zaliczano mnie do optymistów, chociaż nim nie byłem. Tak prowadziła mnie moja samodyscyplina, która popuszczanie sobie w negacji uważała za nieskromne czy tez niehonorowe. Pamiętam termin „mizerabilizm” zastosowany do płodów zwątpienia przedwojennej Francji i to mnie strzegło. Czyli chroniło mnie doświadczenie odmian stylu, nie powściągliwość w ocenie rzeczywistości, choćby ta nie usposabiała różowo.
Żadnych ponurych proroctw u mnie, byłego katastrofisty, już nie upatrzysz. I cóż miałem robić, jeżeli taki właśnie byłem, po wielu wtajemniczeniach w zło ludzkich społeczeństw i ustrojów?
To znaczy: zadanie mi pytanie, co sądzę o sytuacji międzynarodowej, co sądzę o sytuacji w Polsce, a ja nie mam nic do powiedzenia, ponieważ zamurowało mnie doszczętnie i nie umiałbym się zdobyć na żadna ocenę. Odbywał się w światowym piśmiennictwie proces zniesmaczenia, a ja byłem wystawiony nań, przyzwyczaiłem się, ale znudził mi się gruntownie i nie chce brać w nim udziału.
Kiedy czytam wypowiedzi, najczęściej młodych ludzi, wydaja mi się one lekkomyślne, a nawet histeryczne, i te cechy lekkomyślności czy tez histerii znajduje w moich dawnych tekstach. Stąd wniosek, że jako stary człowiek, nie nadaję się do wypowiadania sadów o dzisiejszym świecie, ponieważ mam skrzywienie optymistyczne i podobałyby mi się utwory takich autorów jak Kipling, opisujące, na przykład, figle w latach szkolnych. Zdaje sobie sprawę, że przez to stawiam siebie poza moda, poza powszechnym upodobaniem i chyba poza stylem epoki.
Zabawna to przypadłość, zamiast być portretem starego malkontenta, ale składając teraz takie oświadczenie, zostawiam sobie przynajmniej pole manewru, ponieważ pod powierzchnia moich wyznań kryje się też humor, czyli przyzwolenie sobie na igranie w dniu pogrzebowym.
Moja sekretarka Agnieszka Kosińska, której ten tekst podyktowałem (a korzystam z okazji, żeby wyznać, że mam oczy zbyt słabe, aby moje teksty pisać, poczynając od Abecadła, mogę tylko dyktować), wyraziła zdziwienie, że coś podobnego ułożyło mi się w głowie, więc muszę dodać, że odrywanie się od rzeczywistości ma pewne zalety, ale i wady, bo grozi nam przybranie enigmatycznego uśmiechu Buddy.