Zwał

Sławomir Shuty
Zwał
  • W.A.B.
    Warszawa 2004
    125x195
    248 stron
    ISBN 83-7414-026-7

Nowa książka Sławomira Shuty’ego (rocznik 1973), autora życzliwie odnotowanego przez krytykę zbiorku opowiadań Cukier w normie (2002) jest przykładem zręcznie sporządzonej etnografii języka i myślenia pracowników Firmy. W tym przypadku Firma to „sektor bankowości”, czyli oddział Hamburger Banku. Autorowi udało się pokazać w metaforycznym obrazie dzisiejszą kondycję młodego Polaka w trybach kapitalistycznego przedsiębiorstwa. Mamy więc tutaj rutynowe pogaduchy w pracy, żałośnie spotworniałe życie domowe, mowę urzędniczą i mowę z ulicy, z internetowych czatów, mamy – pożal się Boże – świat pojęć i wartości meblujących głowy, rozważania o pokoleniu rzuconym tym razem na śmietnik supermarketu i na giełdę pracy, wyścig szczurów, karuzelę promocji i szkoleń zawodowych, cynizm i hipokryzję w ilościach hurtowych i detalicznych, banalność i czczość życiowej krzątaniny – do wyboru, do koloru. To wszystko zostało opowiedziane z drapieżnym humorem, przemyślnie spointowane, i składa się na obraz pułapki i odczłowieczenia, jaki rysowali nam zeszłowieczni socjologowie piszący o wykorzenieniu i pracy zdehumanizowanej, o service people, ludziach-prefabrykatach post-kapitalistycznej technologii. Zbrutalizowany język wydobywa apokaliptyczną przepaść między „fasadą” życia a podziemnym światem ubezwłasnowolnionych i upokorzonych, między oficjalnością a desperacją „wyklętego ludu ziemi”, z bezmiarem frustracji, bezradności, cynizmu i nienawiści, która nie może znaleźć sobie innego ujścia . Książka, która ma szansę stać się manifestem pokoleniowym.

-
Marek Zaleski

Fragment

wtorek


    w poniedziałek dawał wałek, a we wtorek zszywał worek. Basia przyjeżdża później. Po prostu nie mogła. Zaistniała taka sytuacja, że nie mogła. Ale bardzo chciała. Oczywiście.
    - Basiu – mówi Gocha – ale po co ty  nam się tłumaczysz, nie mogłaś, to nie mogłaś. Czasami nie można, przecież sama wiesz, że ja tez czasami nie mogę.
    - Dobra, Gocha, nie marudź, tylko otwieraj – mówi zdecydowanie zniecierpliwiona Basia.
    Gośka otwiera i Basia może wejść. Dzisiaj wielu klientów może odwiedzić nasz oddział. Dlaczego? Nie wiem. Coś mi mówi w środku żołądka, że tak będzie. Poza tym wtorek. Ludzie mają mrówki w, za przeproszeniem, dupie. O właśnie, o tym mówiłem.
    - Dzień dobry – rzuca na odczep się pan.
    - Dzień dobry. W czym możemy pomóc? – Podnoszę się z krzesła, by zaproponować klientowi mieszczącą się w standardach europejskich, profesjonalna i miłą obsługę.
    - Nie, dziękuję, ja tylko chciałem zobaczyć tutaj… - Pan zupełnie nie zwraca na mnie uwagi.
    - Interesuję mnie lokaty terminowe? – pytam uprzejmie, przysuwając panu ofertę, jakby to była miska z zupą.
    - Ja sobie poczytam, dziękuję… - Pan kręci głową.
    - Powiem tylko, że najkorzystniej ulokować kwotę na lokacie krótkoterminowej, miesięcznej, a następnie kapitalizować odsetki co miesiąc, co wyjdzie, proszę tu zobaczyć, więcej, niż gdyby pan te pieniądze wpłacił na pół roku…
    Wyciągam z rękawa asa, a pan patrzy na mnie z zaciekawieniem w oczach.
    - Mirek, zaproś pana do pokoju rozmów – mówi Basia, wychylając się zza monitora z promiennym uśmiechem.
    - Zapraszam pana do pokoju rozmów, gdzie pozwolę sobie szczegółowo przedstawić panu naszą ofertę. – Stojąc wyprostowany, wskazuję panu drogę.
    - No dobrze – mówi pan z nutą rezygnacji.
    Prowadzę pana do pokoju rozmów i roztaczam przed nim wizję lokat terminowych. Wskazuję markerem wszystkie korzyści dla klienta. Punktuję. Oprócz tego opowiadam o kartach kredytowych, nowym, wygodnym dostępie do gotówki, wyjątkowej obsłudze, zaletach rachunku bieżącego.
    - Lepszej oferty pan nie znajdzie – mówiąc ze stuprocentowym przekonaniem. Ale pana składa tylko cennik usług i dziękując, wychodzi.
    - Lepszej oferty pan nie znajdzie – rzucam na odchodnym, żeby przekonać go o tym jeszcze dobitniej. Basia obserwuje całą tę scenę z umiarkowanym optymizmem.
    - I co – pyta niby od niechcenia - założy sobie konto?
    - Nie, był zainteresowany lokatami – odpowiadam patrząc w ścianę.
    - Nie mówiłeś mu, że mamy promocję na konta osobiste? – pyta Basia spokojnie.
    - Mówiłem, ale nie chciał, ma konto osobiste w jednym banku, drugie w innym banku, ale z żadnego nie korzysta – odpowiadam jej, nerwowo przesuwając na biurku stempel kasjerski, że aż na pulpicie od tego przesuwania powstają rysy.
    - gdybyś mu powiedział o promocji na kartę płatniczą, to może by się skusił – mówi Basia nienaturalnie rozpromieniona.
    - Mówiłem, mówiłem o płatniczej, o kredytowej. Widziałaś, ze długo rozmawiałem. Już nie miałem mu o czy mówić, wyłożyłem mu wszystkie karty – cos we mnie pęka i uśmiecham się jak dziecko.
    - Ja widziałam – mówi jola, również uśmiechając się – Mirek mówił i mówił.
    - Trzeba było mu powiedzieć, że w każdej chwili może lokatę zerwać bez utraty odsetek – mówi Gocha, z uśmiechem klepiąc mnie po ramieniu.
    - No, mogłem – odpowiadam im wszystkim uśmiechnięty.
    - Słuchajcie, mamy…niech no spojrzę, jak na razie, pięćset kont założonych, a na dzień dzisiejszy powinniśmy mieć siedemset – mówi nagle Basia głosem pochodzącym z wątroby. – W tym miesiącu musimy otworzyć przynajmniej tysiąc, inaczej zapomnijmy o premii. Zróbcie coś.
    Basia patrzy wymownie w naszym kierunku, ponieważ ona, na miły Bóg, ma dość tego zakładania, ona cały czas , a my nic nie zakładamy.
    Premia jest przyznawana pracownikowi w zależności. Jeżeli otworzymy osiemset kont osobistych, nazywanych rachunkami bieżącymi, przypadkowym osobom, które najczęściej tego nie chcą, sprzedamy czterdzieści kart płatniczych srebrnych i cztery złote karty płatnicze oraz ubezpieczymy dwanaście osób, to wówczas otrzymamy premię za każdy z tych elementów, ale tylko w przypadku, gdy zachowana zostanie założona wielkość otworzonych rachunków bieżących. Gdy ten warunek nie zostanie dochowany, premii nie otrzymujemy, nawet gdy sprzedamy sto złotych kart płatniczych. Wysokość  premii w przeliczeniu na jednostkę pracowniczą jest ustalona procentowo i – najważniejsze – zależy od uznania kierownika oddziału, co oznacza, że  ten procent może ulec zmianie na niekorzyść pracownika. Czy osiągniemy najwyższą świadomość premii w tym miesiącu? Któż to może wiedzieć.