Król

Szczepan Twardoch
Król
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, październik 2016
    ISBN: 978-83-08-06224-1
    145x207
    432 stron
    oprawa: broszurowa

Po sadze śląskiej Twaroch próbuje swoich sił w nowym gatunku – „Król” to powieść kryminalno-gangsterska, osadzona w 1937 roku w Warszawie, a właściwie w jej żydowskiej części. Znowu konstruuje swoją opowieść z niezwykłym rozmachem, opisując cały przekrój społeczny i środowiskowy – od biedoty żydowskich Nalewek, przez salony elity II Rzeczpospolitej aż po Berezę Kartuską. Sięga od lat 30. i Polski po lata 90. i Izrael, pokazuje różne odmiany silnych bohaterów: bokserów, bojowników PPS-u z rewolucji 1905 roku, uczestników I wojny i wojny polsko-bolszewickiej, żydowskich komandosów i żołnierzy walczących w wojnach od 1948 do współczesności. Jedno z pewnością można powiedzieć o świecie Twardocha: to nie jest historia słabych. Słabi giną, zmiażdżeni w walce silnych.  

 Główny bohater, Jakub Szapiro, to nowe wcielenie bohatera pikarejskiego, łotrzyka z powieści XVII-wiecznych. Jakub jest prawdziwym awanturnikiem, bokserem, żydowskim bohater ludowym. Pracuje na co dzień jako ochroniarz, egzekutor i kasjer (łapówek i haraczy) Kuma Kaplicy, szefa polsko-żydowskiego gangu rządzącego uboższymi rewirami stolicy. Wątek gangsterski dotyczy walki o wpływy i władzę w półświatku, zakwestionowanie władzy Kuma narusza porządek, burzy hierarchię i powoduje, co oczywiste, wybuch krwawego konfliktu. Twardoch, konstruując składające się na ten wątek historie, obficie czerpie z kultury masowej, z różnych jej poziomów: można znaleźć w „Królu” odniesienia do „Złego” Tyrmanda (u którego przecież także akcja rozwijała się w kryminalnym światku Warszawy), ale ważniejsze wydają mi się tutaj amerykańskie historie gangsterskich porachunków z „Gangów Nowego Jorku”, „Peaky Blinders” czy „Boardwalk Emire” – niektóre postaci z powieści wydają się wręcz zapożyczone z seriali, podobnie jak rozwiązania fabularne.

Kum przez lata rządzi większą częścią miasta dlatego, że ma nieformalne poparcie najważniejszych polityków II RP. Jeśli zostaje aresztowany, przyjeżdża po niego na komisariat rządowa limuzyna, jeśli świętuje 1maja, to w „Adrii” i „Ziemiańskiej”, choć zazwyczaj przesiaduje w żydowskich domach publicznych gorszej części miasta. Jeśli ktoś atakuje jego ludzi, to na pomoc bieży policja. Ten utrwalony podział władzy szybko jednak ulega zburzeniu i wątek gangsterski od pierwszych stron splata się z historią polityczną – z opowieścią o spisku, o planowaniu nowego zamachu. To, co bowiem Twardocha interesuje na poziomie politycznym, to rosnące w siłę bojówki nacjonalistyczne, przyjmujące w powieści kształt ulicznych (i nie tylko) starć między ludźmi Kuma Kaplicy i falangistami, na czele których stoi demonicznie przedstawiony Bolesław Piasecki.

Twardoch stroni od ocen historycznych, pokazuje unurzane we krwi ręce obu stron konfliktu: narodowcy mordują z wyrachowaniem, snując plany przejęcia władzy. Ludzie Kuma - by pokazowo ukarać tych, którzy migają się od płacenia za „ochronę”. Wszyscy są odpychający w sensie moralnym, mają na sumieniu wyjątkowo ohydne uczynki, a ich pamięć starają się zagłuszyć wszystkimi możliwymi używkami. Ponieważ jednak to właśnie z perspektywy gangsterów obserwujemy akcję, nasza sympatia, świadomie prowadzona przez autora, przenosi się na ich stronę.

W „Królu” znajdziemy to wszystko, za co ceni się Twardocha: silnych, animalistycznych bohaterów, sceny przemocy i absolutnego szaleństwa, krew, pot i łzy, opisy fantastycznego stwora unoszącego się nad światem, historie melodramatyczne, dynamiczne zwroty akcji, fizjologiczne sceny seksu. Znajdziemy jednak także wszystko to, za co jest krytykowany: czarno-białe pozbawione głosu postaci kobiece, toporny podział ról na święte matki i dziwki, widoczne szwy konstrukcyjne, zbyt jawne nawiązywanie do różnych fabuł kultury masowej. Najnowsza powieść potwierdza jednak wysoką pozycję Twardocha i jego dobrą formę literacką. Jednocześnie też szum wokół niej, umiejętnie podtrzymywany przez wydawcę,  pokazuje nam, że sam Twardoch staje się królem polskiej literatury. Choć powieść dopiero teraz się ukazuje, od kilku tygodni zbiera już recenzje, wywołuje spory, komentarze krytyków, a także ujawnia niespodziewane punkty zgody – zarówno prawicowym, jak i lewicowym krytykom podobają się te same powieściowe sceny, najczęściej erotyczne. „Król” więc pokazuje, że Twardocha czytać trzeba, że staje się on lekturą obowiązkową dla wszystkich czytelników z aspiracjami, że trzeba go znać, choćby po to, by móc go skrytykować.

Jedyny temat, wokół którego krytycy się nie zgadzają, to ulokowanie gatunkowe Twardocha. Czy to jest dynamiczna literatura wysoka, flirtująca z gatunkami popularnymi, czy też raczej świetnie napisana literatura środka, powieść popularna, która dysponuje pewnym naddatkiem i której sensy nie zamykają się w gangsterskiej historii, ale zahaczają o diagnozę kondycji współczesnego świata i rozliczenie z historią? Sama uważam, że Twardoch należy zdecydowanie do tej drugiej grupy, bo obecność w kolejnej już jego powieści tych samych rozwiązań (w „Morfinie” mamy jakąś nad-świadomość, mistyczną postać mówiącą, w „Drachu” – nad-świadomością tą jest tytułowa postać, ni to smok, ni to ziemia-matka, w „Królu” – Litani kaszalot, przyciągany przez akty przemocy), motywów, chwytów fabularnych, ale też tych samych niedociągnięć sprawia, że chwalić można jego rzemieślnicze zdolności, natomiast nie jest to ani literatura najwyższej próby, ani tym bardziej materiał na arcydzieło. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy czytelnicy muszą sobie wyrobić opinię sami, a z pewnością atrakcyjna, wystylizowana filmowo posoka z „Króla” staje się niezłym wabikiem literackim.

Paulina Małochleb