Pocałuj światło. 89 wierszy

Wojciech Kass
Pocałuj światło. 89 wierszy
  • Iskry
    Warszawa, październik 2016
    125 x 195
    ISBN 978-83-244-0446-9

Na tom Pocałuj noc Wojciecha Kassa składa się osiemdziesiąt jeden wierszy pochodzących z dziewięciu wcześniejszych, opublikowanych w latach 1999-2015, zbiorów poetyckich oraz osiem utworów nowych. Wyselekcjonowali je wspólnie: poeta oraz krytyk Adrian Gleń, który w posłowiu do tomu zapewnia, że daje on wgląd w istotę poezjowania Kassa. Rzeczywiście, czytając tę książkę, obserwujemy, jak w stosunkowo niedługim czasie, obejmującym niecałe dwie dekady, poeta wypróbowuje kolejne środki wyrazu, ujawniające jego niezmienną wrażliwość i trwały światopogląd. Jest to droga doskonalenia poetyckiego rzemiosła. W przypadku Kassa było ono wysokiej próby już w wierszach najwcześniejszych, mówiąc więc o doskonaleniu, myślę raczej o przemianach poetyki, stopniowo czyniących tę twórczość bardziej wiarygodną, sugestywną. Piszę „sugestywną”, trudno mi bowiem cokolwiek orzekać o prawdziwości ewokowanych w niej doświadczeń czy „zaświadczanych” poprzez nią epifanii; mogę jedynie, mniej lub bardziej ochoczo, poddawać się (estetycznemu) działaniu słów.

W przypadku wierszy pochodzących z najwcześniejszych tomów czynię to – przyznam – dosyć niechętnie, drażni mnie bowiem, jak każdego, kto źle znosi objawianie prawd, nadmierna ich hieratyczność, namaszczony ton. Oddala mnie od nich, zbyt wiele zawdzięczający Miłoszowi, styl. Oczywiście mógłbym mówić w tym przypadku o epigoństwie, wolę jednak nazwać ten etap, niedługi, poszukiwaniem własnej dykcji. Wspomniana inspiracja nie dotyczy jednak wyłącznie płaszczyzny wysłowienia; Miłoszowi zawdzięcza Kass także lekcję uważności, ufności i wiary w ocalającą moc słowa. Jednak nie tylko z zawierzenia – choć z niego przede wszystkim – budowana jest ta wczesna poezja, lecz i z oporu, sprzeciwu wobec świata, który chwieje się w aksjologicznych posadach. We frazie: „polegam […] na słowie, gdy inni stracili w nim oparcie”, zaczerpniętej z debiutanckiego tomu Do światła, dostrzegam więcej niż tylko estetyczną deklarację. Ufność, będąca stałą dyspozycją (poezji) Kassa, znajduje jeszcze dobitniejszy wyraz w opublikowanym niedawno wierszu Na skraju góry: „gotów jestem ufnie / schodzić w dolinę”. Kass zawierza tutaj nie tylko słowu, lecz także, przywołanemu poprzez aluzję do Psalmu 23, Pasterzowi (w więc Słowu). Ale to jeszcze nie wszystko: nęci go rola poety jako pasterza bytu („Kto ma paść jałową ziemię?”). Poezja jest dla Kassa nie tylko środkiem wyrazu; jest organem metafizycznym, umożliwiającym hermeneutyczne wniknięcie w sens i współtworzącym sens: „Poeta ustanawia zawiasy dla słów / aby otwierały / zamknięte światło, / zamykały / otwartą ciemność”. W sferze wysłowienia, obrazowania, pasterzuje się w tych wierszach w samotności, w skupieniu, na łonie natury, w rozmowie z dziwiącym się światu dzieckiem.

Może to właśnie „spotkanie” z dzieckiem sprawiło, że w swoich późniejszych utworach poeta (ojciec dwóch synów, często przywoływanych w wierszach) rozluźnia rygor, popuszczając wodzy zarówno kunsztownej, inwersyjnej składni, jak i wyobraźni. Coraz częściej, budując wypowiedź, skraca frazę i poddaje się współbrzmieniom słów, nierzadko osiągając w ten sposób znakomity efekt („gęsty gaj grabów”, „gdy się uśmiecha zmierzch”). Poetycka droga Kassa nie polega wszelako na zastępowaniu jednych rozwiązań przez inne; klasycystyczne ciągoty z wcześniejszego okresu są nie tyle wypierane, ile – wzbogacane, dopełniane. Dawne zapożyczenia, poszukiwanie własnego głosu, erudycyjny popis przemieniają się w dialog. Współtworzy go, podnosząca wagę tradycji, twórcza stylizacja, widoczna w udatnych „barokowych” rymowankach à la ksiądz Baka. W poezji tej słychać coraz więcej (współbrzmiących ze sobą) głosów; jej artystyczny i poznawczy horyzont jest coraz szerszy. Natomiast coraz mniej w niej widać: poezja Kassa pociemniała, więcej w niej zagadek, zmierzchu, jesieni, grobów i baroku. Niezmienne pozostają w niej natomiast uważność, ufność i metafizyczny niepokój, głód „drugiej przestrzeni”: „Wyssać z tego krajobrazu / cały metafizyczny szpik / choćby ostatecznie / miało to być / sypkie próchno // sypki proch / prószącego świata / sypki proch / prószącego światła”. Brzmi to wprawdzie dosyć ponuro, jednak zarówno w tym utworze, zatytułowanym Wznośmy ku niebu nasze posłania, jak i w pozostałych wierszach Wojciecha Kassa świat oraz niegasnące w nich światło, światełko, stanowią nierozerwalną jedność. Poezja ta jest, nieczęstą wśród dzisiejszych twórców, zdecydowaną afirmacją bytu i bycia.

Arkadiusz Morawiec