Ćwiczenia duchowne

Przemysław Dakowicz
Ćwiczenia duchowne
  • Sic!
    Warszawa, 2016
    ISBN: 978-83-61967-93-4
    123 x 197
    76 stron
    Oprawa: miękka

Już sam tytuł, powtórzony za św. Ignacym Loyolą, zaskakuje. Św. Ignacy w Ćwiczeniach duchownych prowadził penitenta poprzez modlitwę i medytację ku doskonałej jedności z Bogiem, ku harmonii Stwórcy i stworzonego. U Dakowicza tytuł ma znaczenie ironiczne, tą głębią ironii, która przeciwstawia jedną rzeczywistość – innej. Ironia to w prawdziwie Kieerkegardowskim lub – co nam  bliższe – Norwidowym znaczeniu. Na tom składają się  cztery poematy: Wyrzygnąć. Traktat o całości, Climacus i sobowtóry, Ćwiczony i Majster z Niemiec, ale tylko jeden z nich – Ćwiczony – nie był dotychczas publikowany.

Już w pierwszym, otwierającym tom poemacie, w którym poeta stąpając po wizji świata rozdartego na strzępy – daremnie stara się stworzyć ów traktat o całości. Jest to zamierzenie niewykonalne, jako że „śmierć człowieka jest pochodną śmierci Boga/ w pełnym słońcu jak w Swedenborgiańskiej wizji/ przesuwają się trupy udające żywych”. Dakowicz i jego podmiot liryczny są mieszkańcami świata, z którego człowiek wygnał Boga. Są mieszkańcami współczesnego piekła  lub domu szaleńców. Przed ponad 70 laty Tadeusz Różewicz wołał w Ocalonym o nauczyciela i mistrza, Dakowicz pozornie wstępuje w jego ślady. Pozornie, bo nie ma w nim wiary, że da się jeszcze oddzielić światło od ciemności. Nie szuka mistrza, a raczej i szuka go, i równocześnie przed nim ucieka.

W poezji niewątpliwie jest mu mistrzem ostatni wielki poeta religijny współczesności, malarz jej rozpadu – T.S. Eliot. Ale filozoficznie jeszcze ważniejszy jest Soren Kierkegaard i jego wynalazek pseudonimu jako maski. Od niego przejął pseudonimy – m.in. Climacusa, którego przekształcił w swojskiego Vigiliusa Lodziensis, nocnego stróża. Tylko dzięki pseudonimowi, dzięki poezji maski, roli poeta może wypowiadać słowa, których jednoznaczność w świecie człowieka, co przegnał z ziemi Boga i prostotę, stała się niemożliwa. To dzięki masce i poetyckiemu wcieleniu się w sobowtóra umierającego Kierkegaarda – ja liryczne z Monologu nocnego stróża może bezkarnie powiedzieć przy łożu filozofa: „podążyłem za nim (…) by przez parę chwil trzymać [go] za rękę/ jak również aby, wobec afazji/ którą został dotknięty mówić za niego/ (…) bo przecież ktoś  mówić musi. Inaczej wszyscy będziemy/ martwi”. W tej wykładni poezja jawi się jako misja, ocaleńcza misja człowieka w dotkniętym schizofrenią, oszalałym świecie.

Jak Karen Horney jest twórczynią pojęcia neurotycznej osobowości naszych czasów, tak Dakowicz wymyślił (zauważył) schizofreniczną osobę ludzką. Tę, której ciało wypiera się istnienia duszy. Aby ten świat pojąć, ogarnąć, artysta wchodzi w sferę szaleństwa – jak Van Gogh w kilku wierszach poematu Ćwiczony (Węglarze. Eine kleine Nachtmusik, Ponaglenia: Borinage, Rzeczy cudowne). Artysta dźwiga na sobie ten straszliwy, schizofreniczny ciężar oddzielenia duszy od ciała. Czy swoim dziełem, swoim szaleństwem odkupuje mroczny wiek bez Boga? Tak mówiono też, o odkupowaniu świata o Anneliese Michel, opętanej z niemieckiego miasteczka Klingenberg. Bohaterka wiersza Ballada demoniczna istniała naprawdę. Mając 16 lat doznała swoistego opętania – piła własny mocz, klęła, niszczyła krzyże i maryjne figurki, nie mogła przełknąć komunii świętej. Zmarła mając lat 24 (1976), po dokonanych nad nią egzorcyzmach. „Ciało kopie, wyje ciało, głos z ciała wychodzi,/ lecz czy cielesny jest? Odpowiedz, czy głos ten / do ciała należy? Nic ci nie mówi ciało/ charczące, zawodzące, gryzące się po rękach?/ Nie znaczy nic zewłok z Klingenberg?” – pyta poeta – czy tylko w tym, tylko we wrzeszczącym potępieńczo zewłoku, człowieku dzisiejszy, „mon semblable, mon frere” – chcesz się odnaleźć? (Jacques Maritain nad łóżkiem umierającej córeczki zwrócił się do żony - czym byłoby to ciało bez Eucharystii? Kawałkiem cierpiącego mięsa?).

Jest także inna możliwość – odnalezienia się, utożsamienia z preparatorem zwłok w pleksiglasie, Liebchenem z poematu Majster z Niemiec, który autor kończy ironiczną parafrazą  św. Augustyna: „niespokojne jest ludzkie serce/ póki nie spocznie w pleksiglasie”.

Ćwiczenia duchowne Dakowicza to nie jest poezja łatwa – ale trudno dziś znaleźć poetę, który głębią przemyśleń nad kondycją człowieka współczesnego mógłby konkurować z  autorem Łączki i Teorii wiersza polskiego. Być może właśnie w trakcie lektury Łączki odsłoni się uważnemu czytelnikowi tajemnica głównej Osoby mówiącej w wierszach Dakowicza i jej metamorfozy z Climacusa w strażnika polskiej pamięci.

Elżbieta Morawiec