Ta chwila, ten blask lata cały...

Leszek Długosz
Ta chwila, ten blask lata cały...
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, czerwiec 2016
    145 x 207
    198 stron
    oprawa: broszurowa
    ISBN: 978-83-08-06154-1

Leszek Długosz 18 czerwca 2016 roku skończył 75 lat. Z tej okazji Wydawnictwo Literackie w Krakowie, edytor większości tomów poety, łącznie z debiutem „Lekcje rytmiki" (1973), wydało autorski wybór wierszy jubilata. Wierszy jest 75 – jeden tekst na każdy rok, nieprzypadkowo. Przypomnieć wypada, że poeta urodził się w Zaklikowie, małym, uroczym miasteczku na skraju Lasów Janowskich, położonym nad rzeczką Sanną. Klimat dzieciństwa i okolicy, zasłużonej w dziejach powstania styczniowego i tragicznie wtedy doświadczonej, także w najbliższej rodzinie, są obecne w wielu starszych i nowszych tekstach poety. Bez tego miasteczka i ludzi w nim żyjącym  – nie byłoby krakowskiego poety i jednego z najbardziej znanych autorów piosenki poetyckiej oraz gwiazdy „Piwnicy pod Baranami” (1965-1978). A jest Długosz autorem słów, kompozytorem, aktorem, publicystą, twórcą słuchowisk radiowych i spektakli teatralnych oraz telewizyjnych: ma znaczący dorobek w każdej z tych dziedzin twórczości.

Jak ewoluowała poetyka Długosza na przestrzeni niemal półwiecza? Zdumiewająca jest konsekwencja formalna tych tekstów – trudno odróżnić teksty nowe i nowsze od tych najwcześniejszych. Niemal w każdym znajdujemy powtarzające się motywy czy chwyty formalne: dialogi wewnętrzne, pytania, które stanowią tezy rozwijane w następnych akapitach, ale w końcówce pytanie pozostaje często bez odpowiedzi – to zaproszenie do dialogu z czytelnikiem, do stawiania sobie podobnych albo zupełnie innych pytań, zachęta do szukania własnych argumentów i udzielania niebanalnych odpowiedzi (o ile są możliwe). Niejeden czytelnik czy słuchacz z łatwością wyłowi częsty, specyficzny dyskurs norwidowski, rzadko obecny w poezji współczesnej. Ale obok Norwida („Norwidowi – piosenka”), pojawiają się inni – Kochanowski („Synowi”, „W Czarnolesie”), Mickiewicz i Słowacki („Oda do mowy kresowej”), Wyspiański („Ballada o sojuszu róży z chochołem”, „Kieliszek Racheli”) - to są tylko przykłady.  Równie ważny dla tej poezji jest rytm, często także rym, czyli muzyczna strona zapisu – niektóre wiersze mają strukturę ronda, inne kantaty – w tytule zaznaczane słowem „Pochwała” czy wprost „Oda”. Jest to nierozerwalnie związane z duchowym optymizmem: Długosz jest poetą pogodnej eschatologii, stara się takim być, mimo gorzkiej i często smutnej autorefleksji, nokturnowej nuty („Na grzebyk z grobu pod Bykownią”, „Ogarniam myślą ich” - wiersz o tematyce katyńskiej, czy poświęcony ofiarom Smoleńska tekst „Modlitwa za nich”). Ten nurt, osobny, jest dla Długosza obowiązkiem obywatelskim, aktem zwykłej ludzkiej solidarności i empatii dla ofiar, i nie zasługuje na lekceważące określenie „martyrologii”. W podobnym nastroju wspomina swoich przyjaciół i ludzi, którym wiele zawdzięcza – np. Jacka Kaczmarskiego, Piotra Skrzyneckiego czy muzykologa Bohdana Pocieja.

Najważniejsze, najliczniejsze są wiesze afirmacyjne, których „horacjańską” filozofię kumuluje platońska triada – to co piękne i dobre jest także prawdziwe. Estetykę tych wierszy wzmacnia niezwykła wrażliwość plastyczna, nieodmiennie kojarząca się z malarstwem Weissa, Hoffmana, Pankowskiego, Chełmońskiego – można by długo wymieniać nazwiska. Gdyby Leszek Długosz nie był kompozytorem i poetą, to chyba byłby artystą malarzem, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zachwyt i podziw nad pięknem krajobrazu to przede wszystkim pejzaż wiejski: dworki, pensjonaty („Kuncewiczówka”, „Wspomnienie Jabłonny” i wiersze poświęcone Kazimierzowi nad Wisłą w ogóle), apoteoza pór roku, ogrodów, klombów w pełni lata i jesieni wybuchających fantazyjnymi zestawami kolorów („Jesień na przedpolach Wilanowa”, „Pochwała i nacjonalistyczne wywyższenie polskiej złotej jesieni”). Pory roku łagodzą ból i cierpienie, ułatwiają wiarę w nadprzyrodzony sens istnienia. Oby życie postawiło jak najpóźniej poecie kropkę, może nawet niezgodnie z boską ortografią (raczej na końcu zdania).

- Jerzy Gizella