Powrót do bezsennych nocy. Dzienniki

Józef Hen
Powrót do bezsennych nocy. Dzienniki
  • Sonia Draga
    Warszawa, maj 2016
    143 x 205
    296 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-7999-740-4

Aktualna prezentacja to szósta odsłona cyklu, któremu w połowie lat 80. ubiegłego wieku Józef Hen nadał tytuł Nie boję się bezsennych nocy. Właściwie od samego początku autor dystansował się wobec gatunku zwanego dziennikiem. Zapewniał, że go nie prowadzi, ma natomiast zwyczaj notowania. Objaśniał to tak: „(…) nauczyłem się kłaść obok tapczanu mały notesik, czasami jakieś luźne kartki i długopis. W bezsenne noce, kiedy myśli rozpoczynają swoją gonitwę, zapalam lampkę i usiłuję je uchwycić. Na chwilę pierzcha udręka. Przestaję bać się bezsennych nocy”. Przez trzydzieści lat niewiele się zmieniło – Hen nadal nie chce być diarystą, konsekwentnie nie podaje dat, choć wiemy, że zapiski wypełniające Powrót do bezsennych nocy zostały skreślone między styczniem 2014 i lutym 2016 roku. Ów dystans względem formy dziennikowej nie ma oczywiście większego znaczenia; wiadomo, że i tak wszystko się w tego typu notacjach zmieści: wspomnienia, wypiski z lektur, polemiki i połajanki, najróżniejsze „raporty” i „sprawozdania” uwzględniające sprawy zawodowe, towarzyskie, rodzinne itd.

Nie do przegapienia jest fakt, że nasz diarysta (mimo wszystko pozostaniemy przy tym określeniu) przystępuje do pracy po przekroczeniu dziewięćdziesiątego roku życia. I tak jak wieku twórcom się nie wypomina, tak tutaj zdecydowanie „wypomnieć” trzeba. Bo też najważniejsze pytaniem, wybite zresztą na okładce książki, brzmi: Z jakimi uczuciami autor wkracza w dziesiątą dekadę swojego życia? Odpowiedź, jaka wyłania się z tych zapisków, wydaje się prosta: Hen nie patrzy w kalendarz. Owszem, pojawia się tutaj kilka skupisk myśli o przemijaniu, zwłaszcza wtedy, kiedy żegna przyjaciół (Konwicki, Różewicz), ale zasadniczo fenomen późnej starości – własnej lub rówieśników – nie zajmuje Hena. Chciałoby się rzec, że autor Powrotu do bezsennych nocy nie ma czasu na oddawanie się ponurym myślom. Prowadzi przecież życie uderzająco aktywne – ciągle jest coś do załatwienia czy wynegocjowania (w obszarze spraw wydawniczych), ciągle ktoś czegoś od Hena chce, choćby obecności na imprezach kulturalnych bądź kolejnych spotkań autorskich. Najbardziej zaś zdumiewa podatność diarysty na ekscytacje natury politycznej. Pisarz mimowolnie przedstawia się nam jako namiętny czytelnik gazet i widz telewizyjnej publicystki, który całkiem serio traktuje info-rozrywkę. Dlatego chętnie komentuje komentarze, ze zdumiewającą powagą odnosi się do tego, co usłyszał w programach typu Szkło kontaktowe (TVN 24). Notacje będące następstwem „przeżuwania” gazetowo-telewizyjnej sieczki układają się w bodaj najsłabszy wątek najnowszego diariusza Hena.

Nie powinno dziwić, że najbardziej atrakcyjne są zapiski wspomnieniowe, szczególnie wtedy, kiedy dotyczą postaci i zdarzeń z odległej przeszłości; dajmy na to, znajomości z Maxem Frischem (pisarze poznali się w r. 1966). Niektóre z tych zapisków powstały w oparciu o stare, zachowane notatki (tu np. relacja z pobytu Hena w Rzymie w r. 1961). Nie znaczy to jednak, że diarysta jest zapatrzony w czas przeszły dokonany. Notuje w pewnym momencie: „Nie nadaję się na spokojnego emeryta. I ludzie, którzy mnie otaczają, z którymi się kontaktuję, raczej we mnie emeryta nie widzą”. Dlaczego? Ponieważ Hen osadza siebie przede wszystkim w teraźniejszości; od przeszłości się nie odgradza, ale jednocześnie nie zapuszcza się w nią zbyt często. Pewien wyjątek czyni dla swych dawnych osiągnięć artystycznych – sporo tu przypomnień odsyłających do tego, co wcześniej wydał lub w jakich projektach (głównie filmowych) uczestniczył. Nawiasem mówiąc, bardzo nowoczesne to zabiegi – potocznie nazywa się je autolansem.   

Wypada jeszcze pochwalić obecność indeksu osobowego. Oczywiście większość odnotowanych tam nazwisk to postacie znane Henowi z lektur czy – szerzej – z życia publicznego, czy też po prostu z historii. Ale wystarczy jeden rzut oka, by się zorientować, że najczęściej przywoływanymi osobami są najbliżsi (córka, syn, wnuczka autora), co ma swoją mocną, optymistyczną wymowę. I chyba nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że w Powrocie do bezsennych nocy przemawia do nas człowiek szczęśliwy i spełniony, a zawzięcie przez niego eksponowana bezsenność to tylko figura literacka.

- Dariusz Nowacki