Sen sów

Jerzy Sosnowski
Sen sów
  • Wielka Litera
    Warszawa, kwiecień 2016
    215 x 130
    272 strony
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-80320-89-5

Po dziesięciu latach, bo tyle minęło od wydania powieści Tak to ten, warszawski pisarz wraca do ukochanego Kołobrzegu. W zupełnie inny sposób i z innych powodów. Poprzednio nadbałtycki kurort był przede wszystkim miastem niepokojących tajemnic, dominował mrok. W najnowszym utworze Kołobrzeg przedstawiany jest jako miejsce nieledwie arkadyjskie, ale nie z uwagi na swoje walory przestrzenne. O cudowności tego miasta rozstrzyga pamięć dorosłego, nadrzędnego i osadzonego w świecie aktualnym narratora. To właśnie on opowiada o kilku letnich pobytach zrazu dziecięcego, a później nastoletniego bohatera w Kołobrzegu. Z jednej strony ów opowiadacz nie kryje, że zależy mu na powrocie do czasów, kiedy on i jego bliscy byli po prostu szczęśliwi, z drugiej zaś strony doskonale wie, że tego typu powroty nigdy nie są bezproblemowe – jeśli się już dokonują, to tylko w ramach pewnej fantazji. Że mamy z nią do czynienia, orientujemy się dość szybko.

Oto w 1970 roku ośmioletni podówczas Jarko Wolski pojawia się wraz z rodzicami nad Bałtykiem. Rzecz traktuje o tym właśnie, trwającym bodaj miesiąc turnusie, ale już za chwilę, w odstępnie kilku dni, Jarko jest trzynastolatkiem lub dziesięciolatkiem; może mieć też – nie ruszając się z miejsca – lat piętnaście bądź osiemnaście. Słowem, przestrzeń została unieruchomiona, natomiast czas „wariuje” – przyspiesza lub zwalnia, a w finale powieści cofa się do punktu wyjścia (Jarko wraca do Warszawy jako ośmiolatek). Aliści opisanego tu zjawiska nie sposób skwitować uwagą, że dobre wspomnienia z kolejnych letnich wakacji spędzanych w Kołobrzegu nałożyły się na siebie. Jerzy Sosnowski, a właściwie reprezentujący go w powieści narrator, ma na uwadze konstrukt bez mała metafizyczny, zbieżny jakoś z filozoficzno-religijnym pojęciem apokatastazy (bardziej jednak religijnym, niźli filozoficznym, ponieważ w Śnie sów pojawiają się odwołania do Orygenesa). W rozmowie z matką nadrzędny narrator wspomina o „obrazie Nieba jako szansie na płynne przechadzanie się po przeszłości, odwiedzanie chwil, kiedy wszyscy byliśmy szczęśliwi”. Tak właśnie należy rozumieć tę fantazję – jako powrót do pierwotnej doskonałości, choć ta – jak lojalnie uprzedza dorosły opowiadacz często wcinający się w opowieść – nie jest wynikiem żadnej rekonstrukcji, lecz efektem naszego dzisiejszego wyobrażenia o epoce, w której byliśmy szczęśliwi. Po prostu tak nam się wydaje – i tego warto się trzymać.

Letnie wakacje Jarka Wolskiego nie są bynajmniej naznaczone stereotypowo pojmowaną cudownością. Trudno nawet mówić o doświadczanych przez chłopca „przygodach”; na pewno nie takich, jakie dziecięcy bohater znał z awanturniczych książek dla niedorosłych czytelników. Jarko na dobrą sprawę pozostaje w rodzinnym kręgu – to szczególna więź łącząca go z rodzicami (zwłaszcza z ojcem, zwanym w powieści Tatą), w mniejszym stopniu ze starszą siostrą, leży u podstaw ogólnej szczęśliwości. W kreacji Sosnowskiego owa idylliczność przybiera zaskakujące kształty: Wolscy są normalną, najzwyklejszą rodziną, okazują sobie tyle dobroci i przywiązania, ile trzeba. Naprawdę nie dzieje się nic nadzwyczajnego, ale właśnie na tym polega wyjątkowość sytuacji. Dotyczy to zwłaszcza Taty, skromnego nauczyciela matematyki, poczciwca w najlepszym rozumieniu tego słowa, który jest dobry ojcem dlatego, że nie stara się być… dobrym ojcem; on po prostu niewyczerpane pokłady dobra w sobie ma.

W Śnie sów pojawia się także temat sztuki. Jarko – nad wyraz wrażliwy, chętnie fantazjujący chłopiec – pragnie zostać pisarzem. Przyglądamy się jego najwcześniejszym próbom literackim, śledzimy ewolucję poglądów literackich chłopca, który zawzięcie rozmyśla o tym, jaka powinna być dobra proza artystyczna. Chłopiec – jak już wiemy – niekiedy bywa poważnym nastolatkiem, co też najpewniej pozwala Sosnowskiemu na przedstawienie własnych poglądów na temat literatury (zwłaszcza prozy). Dziecięco-młodzieżowy bohater staje się tedy medium, które chwilami, jak wolno sądzić, mówi w imieniu pisarza. Bardzo to ciekawy zabieg. Zaciekawienie godzi się rozciągnąć na całą powieść – bez wątpienia interesującą, zgrabnie podaną i literacko wartościową. 

– Dariusz Nowacki

Fragment książki można przeczytać tu.