Wniebowzięte

Anna Sulińska
Wniebowzięte
  • Czarne
    Wołowiec, kwiecień 2016
    133 × 215
    240 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-8049-272-1

Wniebowzięte – ten tytuł świetnie oddaje (co najmniej) podwójny przekaz książki Anny Sulińskiej. Autorka pisze o pasji, miłości do latania, szczęściu, jakie lot może dawać (książkę otwiera cytat z Boya Żeleńskiego: „rozkosz lotu: i to rozkosz wyższego rzędu, rozkosz duchowa, uczucie dumy, że jesteś człowiekiem, władcą ziemi, morza i powietrza. Fruwajcie! (…) uczcie się oddychać wolną piersią, obejmować z góry szerokie widnokręgi, uczcie się patrzeć z wysoka na małostki ziemi, uczcie się dumy i pokory zarazem...”), pisze ona także o goryczy rozczarowania, niespełnionej obietnicy, pozorach wolności – czyli o tym, o czym opowiada głośny film Andrzeja Kondratiuka z 1973 roku Wniebowzięci.

Autorka prezentuje świetny warsztat – jest gruntownie przygotowana: przeprowadziła wiele rozmów z byłymi stewardesami i ich rodzinami, odwiedzała je w domach, oglądała zdjęcia, badała archiwa. Opisuje pasjonujące początki lotnictwa cywilnego w Polsce, heroiczne czasy wznawiania działalności LOT-u po wojnie: „W drewnianej kanciapie pani Marysia szykuje termosy z herbatą i kanapki, ale kiełbasę kroją już stewardesy na pokładzie. Przed startem robią listę podróżnych (nie ma jeszcze dowodów), (…) wożą dziesiątki listów do Czerwonego Krzyża w zachodnich stolicach (…), zdobywają dane meteorologiczne, dodatkowe przydziały oleju, który wycieka ze starych silników, a po wylądowaniu pracują jako tłumaczki i reprezentantki Polski za granicą”.

Najwięcej miejsca Anna Sulińska poświęca przedziałowi czasowemu od lat sześćdziesiątych do końca osiemdziesiątych. Pisze o rekrutowaniu stewardes, o ich szkoleniach, badaniach lekarskich, jakie musiały przejść. Opisuje historię mundurów stewardes (projektowały je między innymi Jadwiga Grabowska i Grażyna Hase), o tym, co poszczególne porty lotnicze zapewniały jako catering (m.in.: grecki ser feta, kawior na trasie do Nowego Jorku), opisuje historię poszczególnych połączeń między portami. Anna Sulińska pozwala mówić swoim bohaterkom – dzięki temu poznajemy ich osobiste historie, motywacje, rozterki. Ich oczyma patrzymy na rozkłady lotów i cieszymy się, gdy mają długi postój w Kairze albo w Nowym Jorku. Opowiadają o swoim pędzie do poznawania świata, o pierwszym zwiedzonym zagranicznym mieście, ale także o tym, ile razu nie wychodziły poza lotnisko, a jeśli wychodziły – to tylko po to, by kupić coś, co mogły potem sprzedać. Musiały wybierać: spacer po Górnym Manhattanie albo kupowanie dżinsów i tiulu – w Stanach dawno niemodnego, a wyczekiwanego w Polsce. Po jakimś czasie znały na pamięć handlową mapę świata: kosmetyki Maxa Factora i kawa nesca w Londynie, buty i złoto w Kairze, koszulki Lacoste w Taszkiencie, kożuchy w Stambule. Nielegalny handel był bardzo surowo karany w PRL, ale – jeśli się udało przemknąć – pozwalał godnie żyć, kupić samochód, postawić dom. Czasem jednak na zakupach nie zarabiały, a nawet dokładały z własnych pieniędzy – tak było, gdy latały do Frankfurtu, gdzie można było dostać leki: „Jak leciałam na Frankfurt, zawsze ktoś na mnie czekał – opowiada stewardesa, która chce pozostać anonimowa. – Zdesperowane matki, zapłakane żony, biedne kobieciny z cudem zdobytymi dolarami. Stali przy bramkach, którymi przechodziliśmy, dawali receptę, pięć dolarów, bo tyle średnio kosztowały lekarstwa (...) Zawsze miałam wybór: leki albo kosmetyki i jedzenie. Leki wygrywały, bo wdzięczność czekających ludzi nie miała granic. Wciskali pieniądze, całowali, przytulali”.

Przyłapanie na przemycie było jednym z zagrożeń, innymi były: zainteresowanie Służb Bezpieczeństwa, nakłanianie do współpracy, alkohol na wyjazdach, oraz – oczywiście – katastrofy lotnicze. Autorka przywołuje traumatyczne przeżycia bohaterek w czasie wypadków, przeżycia, po których nie wróciły do zawodu. Opisuje także (udane) ucieczki z kraju (opowieść o stewardesie, która przez rok rozwoziła po świecie swój dobytek po domach przyjaciół, a oni odesłali go jej, gdy już osiedliła się w Kanadzie).

Wniebowzięte to także rodzaj hołdu złożonego zawodowi tak często niedocenianemu. Dziś, gdy zawód ten traci na prestiżu (choć sen o byciu stewardesą/stewardem wciąż trwa, rekrutacje są oblegane), warto pamiętać o tym, że te kobiety (i ci mężczyźni) nazywani często pogardliwie „trolley-dolly” ryzykują na każdym locie swoim życiem i zdrowiem. Książka Anny Sulińskiej świetnie i bez patosu dopełnia obraz stewardes z pocztówek.

- Agnieszka Drotkiewicz

Anna Sulińska – absolwentka socjologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Publikowała w „Wysokich Obcasach” i „Dużym Formacie”.