Wakacje

Grzegorz Uzdański
Wakacje
  • W.A.B.
    Warszawa, luty 2016
    130 x 200
    192 strony
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-280-2193-8

Debiutancka powieść Grzegorza Uzdańskiego przynosi relację z tygodniowego, wakacyjnego pobytu matki i córki (Marta i Justyna) w gospodarstwie agroturystycznym na Kujawach; rzecz dzieje się współcześnie. Kobiety przyjechały z Warszawy, wybrały to miejsce nieprzypadkowo – z pobliskiej wioski pochodzi matka Marty, a więc babcia Justyny. Sęk w tym, że o zmarłej kilka lat wcześniej seniorce niewiele pewnego wiadomo. Czy wzrastała w niemieckiej, ewangelickiej rodzinie, czy raczej w rodzinie mieszanej, typowej dla tamtego pogranicza? A może po prostu była Niemką, która po roku 1945 pozostała w Polsce i całkowicie się zasymilowała? Za życia babka konsekwentnie milczała na temat swojego pochodzenia i w ogóle spraw, jakie zaszły przed końcem II wojny światowej. Marta i Justyna spodziewają się, że na miejscu uda im się coś istotnego ustalić, może nawet będą w stanie wyrysować drzewo genealogiczne. I tu debiutant ma dla nas pierwszą niespodziankę: śledztwo w sprawie rodowodu babci i jej młodości spędzonej na Kujawach nie posunęło się ani trochę. Ślady prowadzące do przeszłości zostały perfekcyjnie zatarte, a więc wyprawa na Kujawy poniekąd musiała się skończyć poznawczym fiaskiem. Uzdański dokonuje tedy ważnego wyłomu w obrębie opowieści o poszukiwaniu korzeni. Tutaj przeszłość odchodzi wraz z bohaterką, która kiedyś postanowiła, że do dawnych zdarzeń, osobliwie do wojennych i tużpowojennych dramatów, nigdy nie będzie wracała. Sprawa niemieckiego pochodzenia została całkowicie wyparta, a tajemnice wzięte do grobu. Letniczki z Warszawy – powtórzmy – zostaną z tą samą marną wiedzą, z którą na wieś przyjechały. Prawdę mówiąc, z żadną wiedzą, o czym świadczą słowa Marty: „Rodzina mamy sprowadziła się na Kujawy bardzo dawno, ale nie wiem dokładnie kiedy, może na początku dziewiętnastego wieku, może w osiemnastym, może nawet w siedemnastym”. Tyle wiedzieć o przodkach, to przecież nic nie wiedzieć!

Stopniowo odkrywamy właściwy sens wyprawy warszawianek na Kujawy. Chodzi o konfrontację, zderzenie matki z córką, o ostry konflikt międzypokoleniowy. Także i tę partię Uzdański rozgrywa nietypowo, czyli ma dla nas drugą niespodziankę. Starcie dobiegającej trzydziestki Justyny z jej matką (patrząc od drugiej strony: matki z córką) odsłania bowiem podobieństwa między kobietami; różnice okazują się pozorne. Obie są dość neurotyczne i zmanierowane, mają wobec siebie mnóstwo zastrzeżeń i pretensji, a mimo to obie bardzo starają się udawać wzajemną troskę. Im bardziej się starają, popadając w sztuczność, a niekiedy także w śmieszność, tym bardziej owa troska staje się świadectwem przywiązania, a być może nawet autentycznej miłości. Owa psychodrama nie została jednak podana w sposób opisowy – debiutant posłużył się podwójnym strumieniem świadomości: widzimy, co siedzi w głowie Justyny, i o czym duma jej matka. Partie należące do córki zostały zaznaczone kursywą, wewnętrzna zaś mowa matki płynnie przechodzi w zobiektywizowaną narrację oraz wchłania w siebie dialogi (nie tylko dwu głównych bohaterek, ale i innych osób). Wprawdzie niekiedy w tym gąszczu wypowiedzi można się pogubić, ale sam koncept przynosi niezmiernie ciekawe efekty, choćby w tym rozumieniu, że kłopoty komunikacyjne zostały tutaj – by tak rzec – przyłapane na gorącym uczynku. Uzdański nad wyraz wiarygodnie pokazuje, co to znaczy nie móc wyrazić swoich uczuć, a nawet skutecznie powiadomić o najprostszych potrzebach czy zamiarach. 

Ponadto w Wakacjach daje o sobie znać żywioł parodystyczny. Marta jest polonistką (mówiąc nieelegancko, acz precyzyjnie: starą polonistką), toteż zabawnie przedstawiają się jej belferskie komentarze do czytanych na wakacjach książek. Albo jej tyrady przeciwko wydawaniu lektur szkolnych wraz z opracowaniami („Hamlet – rozterki, czaszka Yorricka – motyw przemijania, Ofelia – szaleństwo, to jakaś po prostu piramidalna głupota jest”). Z kolei Justyna układa w pewnym momencie „telenowelę w wersji ewangelicko-kaszubskiej”, czyli snuje fantazję na temat młodości babci właśnie w stylu latynoskich romansideł. Operacje te powiadamiają o niezłym warsztacie debiutanta i oczywiście dobrze wróżą na przyszłość.

- Dariusz Nowacki

Fragment powieści Wakacje można przeczytać tu.