Tam gdzie spadają Anioły

Dorota Terakowska
Tam gdzie spadają Anioły
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 1999
    300 stron
    ISBN 83-08-02842-3


Akcja książki rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, które wzajemnie się przenikają: na pierwszej, ziemskiej, toczy się historia dziewczynki, która utraciła swojego anioła stróża i która próbuje go odnaleźć. Na drugiej, kosmicznej, anioł stróż walczy ze swoim ciemnym bratem bliźniakiem i - pozbawiony swojej mocy - spada na ziemię. Najnowsza książka Doroty Terakowskiej jest kolejnym krokiem w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Skierowana jest do młodzieży i dorosłych i jest próbą odtworzenia stosunku dobra i zła, ziemskiego i boskiego porządku, wiary i wiedzy, człowieczeństwa i boskości.

Fragment

Czy wierzę w istnienie Anioła Stróża? Trudne pytanie w naszych czasach chłodnego racjonalizmu. Jako matka dwojga dzieci wolę odpowiedzieć tak. Więcej - pragnę, by dzieci znalazły się pod opieką silniejszą niż rodzicielska. Sięgając po książkę Doroty Terakowskiej Tam, gdzie spadają Aniołynie należy obawiać się cukierkowej powieści o Aniołach. Podstawowy wątek jest prosty: Ewa utraciła swojego Anioła Stróża. Zdarzenie to nie zostało zauważone przez rodziców, kochających, ale zajętych sobą i swoją pracą. Jedynie babcia rozumie samotność dziecka i podświadomie czuje, że jest to poważne zagrożenie, a nie przypadkowy zbieg pechowych zdarzeń, z którego "dziecko wyrośnie". Jednak dopiero wtedy, kiedy Ewa jest już śmiertelnie chora, rozumie, że jedyny ratunek leży w odzyskaniu Anioła Stróża. Rodzice i babcia pomagają ze wszystkich sił, godzą się na zmiany, które do tej pory były nie do pomyślenia. Czy ich starania będą ukoronowane zwycięstwem nad śmiertelną chorobą? Drugi wątek powieści rozgrywa się między Ave, Aniołem Stróżem Ewy i Aniołem Ciemności, który ma na imię Vea i jest jego bratem bliźniakiem - niegdyś bowiem stanowili jedność. "I Białe, i Czarne zrodziły się ze Światłości. Jeśli Światłość strąciła ich z drabiny, to nie tylko za karę, lecz także z potrzeby. Po to, by stworzyli Krainę Mroku, gdyż w Mroku każde światło jaśnieje." Rola czarnego anioła jest niewdzięczna, nie podoba się ani nam, ani jemu samemu. "Takie jest nasze przeznaczenie w układzie Dobra i Zła. Światłość nie po to strąciła nas z Drabiny, abyśmy wspierali Dobro. Uczyniła to, abyśmy stworzyli mu przeciwwagę, inaczej Dobro, nie wystawiane wciąż na próbę, nie miałoby żadnej wartości. Ale może ja, braciszku, nie lubię swojej roli? - zaskrzeczał Vea ..." Książka dla każdego, kto nie chce zapomnieć, co znaczy kochać zwyczajne życie i być otwartym na rzeczy niezwykłe. Tam gdzie spadają Anioły - Mamo! Mamusiu! Anioły fruną po niebie! - krzyczała Ewa, wbiegając do pracowni matki. Kolebała się zabawnie na swych krótkich, niepewnych nóżkach i Anna pomyślała z rozbawieniem, że mała ma kaczy chód. Oczywiście, wyrośnie z tego, skończyła dopiero pięć lat... Zerknęła na córeczkę, uśmiechnęła się z pobłażliwą czułością i wróciła do pracy. - Mamo! Mamusiu! Chodź! Szybko! Anioły fruną po niebie! Anioły! - wołała niecierpliwie Ewa. Szarpała matkę za spódnicę, usiłowała schwycić ją za rękę, lecz ta zajęta była swoją pracą. W skupieniu modelowała bryłę szybko schnącej gliny. Robiła to już drugi miesiąc i wciąż była niezadowolona. Rzeźba mało przypominała wymarzoną Pietę. Ta Pieta - Pieta Anny - miała być inna niż klasyczne: matka nie będzie rozpaczać po utracie dziecka, ale z powodu prześladującego je złego losu. Jej dziecko nie umarło - wciąż żyje, lecz cierpi. Matka musi zatem mieć tragiczny wyraz ust, czujące i nieszczęśliwe spojrzenie, przejmujący ból widoczny w rysach. Tymczasem rysy rzeźby są martwe; czegoś im brakuje. Czego, u diabła?! Anna znów zanurzyła ręce w mokrej, kleistej glinie i przyłożyła je do wklęsłych policzków wielkiej, obcej głowy. Przecież miała to być twarz znajoma i bliska. Zmrużyła oczy i jeszcze raz przyjrzała się swemu dziełu. "Obrzydliwy gniot", pomyślała z urazą do siebie i świata. - Mamo! Mamusiu! Anioły fruną po niebie! Są właśnie nad naszym domem! Chodź, zobacz! Już! Teraz! - krzyczała mała Ewa, szarpiąc matkę za skraj sukni. Tak bardzo chciała, żeby matka wzięła ją za rękę i wyszła przed dom zobaczyć niesamowity widok, który zwrócił jej uwagę, gdy bawiła się w ogrodzie. Lecz matka nadal nie reagowała, skupiona na pracy. ...jeszcze przed chwilą Ewa polewała wodą ziemię, ugniatała ją jak ciasto i, naśladując matkę, usiłowała wyrzeźbić kota. Ale kot wciąż nie był koci. Zniszczyła go więc jednym ruchem, by zacząć wszystko od nowa - i właśnie wtedy usłyszała za sobą delikatny i odległy, a potem rosnący, i wreszcie niezwykle potężny łopot skrzydeł. Podniosła głowę - i ujrzała... Anioły. Mnóstwo Aniołów. Frunęły na tyle wysoko, że nie można było rozróżnić pojedynczych sylwetek, a zarazem na tyle nisko, że nie miało się wątpliwości, kim są unoszące się pomiędzy Niebem a Ziemią skrzydlate Istoty. Nie ptaki i nie motyle. Anioły. Polish edition by Wydawnictwo Literackie