100/XX + 50. Antologia polskiego reportażu XX wieku

red. Mariusz Szczygieł
100/XX + 50. Antologia polskiego reportażu XX wieku
  • Czarne
    październik 2015
    164 × 240
    1016 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-8049-167-0

Grubo ponad 3 kilogramy ważyły dwa pierwsze tomy głośnej i, jak się prędko okazało, bestsellerowej antologii. W wydanych przez oficynę Czarne w 2014 roku ciężkich księgach otrzymaliśmy 100 tekstów okraszonych szkicami wprowadzającymi pióra Mariusza Szczygła, który wraz z Julianną Jonek podjął się tytanicznej pracy przebrnięcia przez historię polskiego reportażu i dokonania trudnego wyboru najlepszych, najciekawszych, najbardziej godnych uwagi. Do trzeciego tomu, właśnie opublikowanego, trafiły te, które wtedy swojego miejsca nie znalazły - co nie znaczy, podkreślam od razu, że były gorsze, mniej ciekawe czy niegodne uwagi.

Zaczyna się ów nowy tom od Bolesława Prusa, który – o czym warto przypomnieć wszystkim zapatrzonym tylko w Lalkę czy Emancypantki – należał do reporterów ciekawych i bez wątpienia utalentowanych. Potrafił Prus napisać w ten sposób: „Plan Łucka, jeżeli nie zawodzi mnie wyobraźnia, przypomina liść z długim i pogiętym ogonkiem". Nie gorsza zresztą – gdy mowa o metaforach – jest również, umieszczona w antologii kilkanaście stron dalej, Maria Helena Szpyrkówna, wszechstronna reporterka początku XX wieku, gwiazda pisma „Bluszcz". Pisała na przykład tak: „Zbrodnia tak jak chrzan ma korzeń długi i gorzki, który wyciskając łzy jednym, jest dla innych tylko ostrą przyprawą powszedniości". Inny autor, Antoni Ferdynand Ossendowski, zachwyca z kolei produktywnością. Jak się dowiaduję, opublikował w ciągu niespełna 25 lat aż 77 premierowych książek!

Prus, Szpyrkówna, Ossendowski to jednak ledwie trzy nazwiska. A czytelnik prędko się wciąga. W kolejnych odsłonach pojawiają się następni bohaterowie i cytaty skrzętnie wypisane, by docenić literackość polskiego reportażu.

Zdzisław Kleszczyński swój tekst z roku 1928 zaczyna pisać tak jakby posiadł umiejętność podróżowania w czasie – tak współcześnie brzmi: „Hej, hej! Ile to lat minęło! Ile się rzeczy zmieniło! Jaka teraz Polska inna! Jak się życie ludzkie rwie naprzód!! Jak nam wszystkim brak czasu!...". Stefania Zahorska, o której nie wiadomo, czy się urodziła w roku 1890 czy 1899 (dziewięć lat w tę czy w tamtą – cóż to jest!), w jednym z reportaży pisała: „W Moskwie na ogół nikt za nic nie przeprasza, kopnięty czy uderzony nie oczekuje odszkodowania moralnego i czyni drugiemu to samo". Pojawi się też tu Arkady Fiedler, autor książek, które sprzedano w sumie w niewiarygodnym wręcz nakładzie ponad dziesięciu milionów egzemplarzy; Józef Kisielewski, autor książki Ziemia gromadzi prochy, za której to posiadanie w czasie okupacji można było trafić do obozu koncentracyjnego; Jerzy Pytlakowski, którego nazwisko kojarzy się z dwojgiem innych autorów tekstów prasowych – Piotrem i Krystyną, dziećmi rzeczonego Jerzego.

Im bliżej końca trzeciego tomu, tym więcej ujawni się postaci znanych już ze współczesnych łamów i książek – świetnych, wyróżnianych, zauważanych. Zabraknąć nie mogło więc Teresy Torańskiej, Olgi Stanisławskiej, Ewy Szumańskiej (tak, tak – „Młoda lekarka" poza przyjmowaniem "pacjęta" była również zapaloną podróżniczką, autorką reportaży morskich), Magdaleny Grochowskiej, Wojciecha Góreckiego, Cezarego Łazarewicza, Katarzyny Surmiak-Domańskiej – by wymienić ledwie kilka z długiej listy. Pewną niespodzianką mogą być w tym gronie nazwiska Wiktora Osiatyńskiego i Radosława Sikorskiego. O tym drugim Szczygieł pisze wprost: „Uważam, że gdyby mniej mówił (czego skutki znamy), a więcej pisał, byłby dziś czytany na świecie jak Kapuściński". I jako dowód rzeczowy załącza fragment z książki Sikorskiego, która jest zarazem reporterskim zapisem z Afganistanu.

Teksty w tej antologii to tylko jedna strona medalu. Oczywiście dobrze, że zostały wyciągnięte, przetasowane, wybrane – nie tylko z tego powodu, że otrzymujemy esencję dwudziestowiecznej polskiej literatury faktu. Sami musielibyśmy czasem wydać krocie, by zdobyć poszczególne książki (np. za Stefanię Zahorską ponad 130 złotych na allegro). Chcąc nie chcąc, poddajemy się więc temu wyborowi, zgadzamy się na niego, doceniamy ogrom pracy włożonej w stworzenie całości. Powinniśmy przy tym wszystkim jednak mieć świadomość, że ów tom – w połączeniu z poprzednimi – ustawia pewien kanon reporterski. I jako taki jest naprawdę uczciwy ze względu na spektrum stylów, tematów, a nawet parytet płci.

Osobną wartością są szkice wprowadzające Mariusza Szczygła. Redaktorski majstersztyk. Opowieści zawsze zbyt ciekawe, by nazwać je wstępami i zbyt zaczepne, by bez podniety czytać następujące po nich teksty. A jednak udaje się Szczygłowi być w tym wszystkim życzliwym przewodnikiem po literackim fenomenie, jakim jest w Polsce XX wieku reportaż. Mało tego, Szczygieł podpowiada, jak wiele można się nauczyć od innych. Na przykład od Katarzyny Surmiak-Domańskiej, która o pisaniu powiedziała kiedyś: „Pisać powinno się tak, jak się rozmawia z przyjaciółmi".

Ano właśnie.

– Marcin Wilk