Tatuaż z tryzubem

Ziemowit Szczerek
Tatuaż z tryzubem
  • Czarne
    listopad 2015
    125 × 195
    328 stron
    oprawa: miękka

    ISBN: 978-83-8049-177-9

Tatuaż z tryzubem ukazał się w drugą rocznicę wybuchu ukraińskiej rewolucji zwanej Euromajdanem. Tylko w jednym spośród trzynastu tekstów składających się na tę książkę autor bezpośrednio nawiązuje do dramatycznych wypadków z lutego 2014 roku, kiedy po trzech miesiącach nieustannych, nasilających się demonstracji, a później krwawych walkach ulicznych, obalono prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Dni poprzedzające ostateczny upadek znienawidzonej władzy Szczerek spędził we Lwowie, obserwując tamtejszy, bardziej kameralny Majdan. Wreszcie, pod wpływem niepokojących informacji docierających z Kijowa, ruszył ku ukraińskiej stolicy. Zobaczył tam – jak pisze – „postapokalipsę z Mad Maxa, Madmaxowską wersję siczy kozackiej”, gdzie „w kolumnach przechodziły sotnie facetów opancerzonych w co się da. Ci ze Lwowa wyglądali przy nich jak hipsterzy. Kopciły się beczki, w których palono ogniska. Śmierdziało dymem, spalenizną po oponach (…) Namioty (…) wyglądały jak chałupy czarownic: coś w nich bulgotało, unosił się jakiś czarny dym. Przyrządzano tam między innymi koktajle Mołotowa”. I nieco dalej, już w formie puenty: „Patrzyłem na to formowanie się narodu i nie mogłem uwierzyć, że to wszystko dzieje się na moich oczach” (z tekstu Tiempo santo).

Jak sam deklaruje w odautorskiej nocie umieszczonej na okładce: „To nie jest kolejna książka o Majdanie i o wojnie w Donbasie. To podróż przez tworzące się państwo”. Tak właśnie sprawy się mają – Szczerka fascynuje ów niezwykły proces wyłaniania się narodu i odnowionej, porewolucyjnej państwowości ukraińskiej. Na linię frontu czy to w Donbasie, czy w obwodzie ługańskim nie dociera, a jeśli już pojawia się na terenach wschodniej Ukrainy zdominowanych przez prorosyjskich separatystów, to wyłącznie w miejscach, gdzie walki już ustały albo toczyły się w dość dużym oddaleniu. A zatem reporterem wojennym na pewno nie jest. Trudno zresztą określić, z jakim typem reportażu mamy tutaj do czynienia; można nawet zadać pytanie, czy teksty zgromadzone w Tatuażu z tryzubem w ogóle są reportażami. Najbliżej im chyba do notatek z podróży zespolonych z dociekaniami – najoględniej rzecz ujmując – z obszaru socjologii, po części także politologii.

Cele wypraw Szczerka na Wschód są zasadniczo dwa. Po pierwsze i o czym była już mowa, autor pragnie na własne oczy zobaczyć coś, co się we współczesnym świecie zdarza rzadko, a w Europie jeszcze rzadziej – konstytuowanie się państwa i narodu. Po drugiej, Szczerek odwiedza miejsca, w których bywał wcześniej; powraca, gdyż bardzo mu zależy na wyłapaniu i opisaniu zmian – w przestrzeni i mentalności nade wszystko. Warto przypomnieć, że z wcześniejszych podróży, odbytych mniej więcej dekadę temu, wzięła się książka Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian (Kraków 2013). Zmiany cywilizacyjne wydają się obiektywnie pozytywne, acz Szczerek nie jest z nich zadowolony. Na przykład znane uzdrowisko Truskawiec nazywa złośliwie Dubaj-Zdrój („świeciły się hoteliska jak transatlantyki teleportowane między karpackie pagórki”). Znajomy z Truskawca zaproponował mu wyjście na piwo. Szczerek notuje: „Miałem ochotę na jakąś obskurną mordownię, gdzie można było się najebać wódką pod śledzia i odpalać szluga od szluga, ale nic takiego w okolicy Andrij nie znalazł. Nie te czasy, mówił, patrząc na mnie z lekkim politowaniem” (Zachód). Zmiany zaszły nawet w Dniepropetrowsku, gdzie wcześniej Szczerek napawał się bliskimi jego poczuciu estetyki widokami: „okolice dworca autobusowego wyglądały jak obrazek z cyberpunkowej antyutopii, gdzie wśród pokruszonego betonu i nomadzkich namiotów ludzie handlują resztkami cywilizacji”. A dziś co widzi? „Wyniosłe wieże zamków nowej szlachty, nowych książąt: ze szkła i chromu, z drzwiami na fotokomórkę i z wojami z firm ochroniarskich w czarnych mundurach” (oba wyimki z tekstu Dniepr).

Trudniej Szczerkowi uchwycić aktualne nastroje społeczne, mimo że przy każdej okazji dopuszcza do głosu spotkane osoby – swoich ukraińskich znajomych, podróżników takich jak on czy na przykład taksówkarzy. Właściwie nic konkretnego z tych wypowiedzi nie wynika – może poza jednym: narasta rozczarowanie „rewolucją godności” (to ponoć ulubione określenie majdanowców). Można też wyczuć zniecierpliwienie obywateli, którzy widzą, że podstawowe problemy ich kraju – niebywała korupcja, wszechwładza oligarchów, powszechna pogarda dla prawa – są dalekie od rozwiązania albo – co gorsza – zamiatane pod dywan przez nową władzę. Ale nawet i w tej materii Ukraińcy, z którymi rozmawia Szczerek, nie są do końca zgodni. Bo też autor Tatuażu z tryzubem ani na moment nie traci z oczu ważnych różnic, zwłaszcza tych wynikających z sympatii – odpowiednio – prozachodnich i prowschodnich. Choć cały obszar Ukrainy Szczerek nazywa Poradziecją, to jednak na każdym kroku różnicuje ukraińskość – raz będzie ona, jak pisze, „hałyckiego wzoru”, raz „radziecka, bliższa rosyjskiej”. Do tego dochodzi ukraińskość wykuwana w Kijowie, której oczywiście bliżej do tej z Hałyczyny (Galicji), acz z modelem galicyjskim nie jest w pełni tożsama. Wszystkie te sprawy autentycznie przejmują opowiadacza przemawiającego w Tatuażu z tryzubem. Mówi do nas ze swadą, w wielu miejscach dowcipnie i ironicznie, a więc tak, że chce się go słuchać i prosić o więcej.

- Dariusz Nowacki