Król kebabów i inne zderzenia polsko-obce

Marta Mazuś
Król kebabów i inne zderzenia polsko-obce
  • Wielka Litera
    Warszawa, 2015
    ISBN: 978-83-8032-045-1
    256 stron
    205x135

Marta Mazuś ma intuicję. Swoje reporterskie podglądanie zaczęła na długo przed aktualnymi, puchnącymi od emocji, dyskusjami nad tak zwanym kryzysem uchodźczym w Europie. Przyglądała się „nam” z równą uwagą jak „im” – przybyszom (a może, jak postuluje profesor Jerzy Bralczyk: „przychodźcom”?), którzy już tu są. Od kilku miesięcy, od kilkunastu lat. Turkowi, który dziś jest prężnym przedsiębiorcą zatrudniającym Polaków, a który zaczynał od budki w podziemiach Dworca Centralnego, po drodze żyjąc przez jakiś czas pod mostem. Chińczykom, którzy są i których zarazem nie ma, tym rozkręcającym drobne i ogromne biznesy i szukającym pomocy u polskiej tłumaczki. Albance, która polskiego uczyła się w wieczorowym liceum dla dorosłych, i dzieciom uchodźców czeczeńskich, które siedzą w szkolnych ławkach z rówieśnikami z Polski w małej, wiejskiej szkole. Gruzince, która o pobycie w Polsce mówi „piekło”, i romskiemu bokserowi, któremu marzy się serial pokazujący, jaka naprawdę jest mniejszość, z której się wywodzi. Nie jest to jednak jedynie cudzoziemczy wielogłos, opowieści bohaterów, którym oddaje głos Mazuś, są bowiem w równym stopniu opowieściami o nich, jak o nas (bezpośrednio też – jak choćby w reportażu o polskim przedsiębiorcy, który chce wybudować wieloetniczną wioskę dziecięcą).

A takie przeglądanie się w lustrze jest zadaniem trudnym. Wyraźnie widać wtedy – i nie da się potem od tego obrazu uciec – nienawiść, uprzedzenia, lęki, nieporadności, małości, za którymi chowają się ci, którzy byli „tu” wcześniej, jakkolwiek i samo „wcześniej” niełatwo zdefiniować. Tak, jak i głównych bohaterów tych trzynastu reportaży, które składają się na książkę (przeplatanych wyimkami z prasy, wypowiedziami polityków czy urzędników, drobnych, ale budujących kontekst i tło dla opowiadanych historii – i to tło, z którym obcowanie jest boleśnie gorzkie). Cudzoziemcy? Imigranci? Obcy? A może: nie-swoi?

Teksty Mazuś pokazują, jak nie radząc sobie z podstawą kontaktu – językiem – nie radzimy sobie też z samym obco-waniem. Inność nadal budzi lęk, im bliżej nas – tym większy. I tak, wraz ze zbliżaniem się tego, co nieznane, coraz wyraźniej wybrzmiewają pytania, które ta książka stawia. Gdzie jest próg naszej gościnności? Albo szerzej: jak przebiega linia oddzielająca nas od innego, wyznaczająca granice otwartości na inność? Jak wyglądało jej wyznaczenie w strukturze wspólnoty?

Już sama konstrukcja Króla kebabów… ma z nimi skonfrontować czytelnika. Od najbardziej zewnętrznego kręgu – spotkania ze sprzedawcą na bazarze – poprzez kolejne: zetknięcie z pracownikiem, ale i pracodawcą, ze sportowcem, którego przyjmiemy do drużyny, żeby reprezentował biało-czerwone barwy, z uczniem, który nie rozumie wykładowego języka, a z którym nasze dziecko będzie w jednej klasie, z uchodźcą, który zamieszka w ośrodku oddzielonym płotem od naszej działki, po wnuczkę, która ma ciemniejszy kolor skóry i za którą będą na podwórku wołać „Bambo”.

Król kebabów… to lektura niewygodna. Autorka odkrywa bowiem dokładnie, warstwa po warstwie, jak sobie z innością nie radzimy, jednostkowo i systemowo. Jak wiele pracy jest w tym obszarze do wykonania i jak niewiele zapału, żeby ją podjąć. Niewygoda, jakiej doświadcza czytelnik, który otrzymuje treść w tym, a nie innym momencie i sytuacji społecznej, pogłębia się wraz z lekturą, nawet jeśli Mazuś przytacza dowody (nieliczne) na to, że koegzystencja może się udać. Nie jest to jednak wada, przeciwnie, dobry reportaż temu zadaniu ma właśnie służyć. Wytrąceniu ze spokoju, zajrzeniu tam, gdzie, jak bohater Melville'a, wolelibyśmy nie zaglądać.

Zderzenia, które wydarzają się w momencie styku, opisuje Mazuś z dystansu. Przyjmując perspektywę odległego obserwatora, powściąga język, jej reportaże pozbawione są wyraźnej obecności w nich autorki oraz emocjonalnych – przynajmniej na poziomie języka – akcentów (co nie znaczy, że nie było emocji w losach jej bohaterów!). Z miejsca, z którego przyglądamy się – za pośrednictwem autorki i jej uprzedniego patrzenia – bohaterom, widzimy ich wycinkowo, wpisanych w uchwycony celnie kontekst społeczny i historyczny. Zwraca także uwagę styl i formalne zabiegi, które stosuje – korzysta z różnych struktur, umiejętnie wybiera formę dla tematu – jest więc w Królu kebabów… dramaturgicznie poprowadzona opowieść o matce, która nie rozumie, dlaczego jej córka wybrała emigrację (ze świetną, wieńczącą zbiór pointą – a pointa, nawiasem mówiąc, jest mocną stroną wielu tekstów z tego tomu), jest zabawa serialową konwencją w tekście „Drago”, są najeżone cierpkim dowcipem przerywniki, które dopełniają główną treść. Mazuś, zapewne również dzięki doświadczeniu zdobytemu we współpracy z tygodnikiem „Polityka″, radzi sobie z formą sprawnie, co sprawia, że jej debiutancką książkę reporterską cechuje dojrzałość, szczególnie cenna przy podejmowaniu tematu tak dla tego gatunku kluczowego: obcości i stosunku do Innego.

- Magdalena Kicińska