Cyklon

Andrzej Muszyński
Cyklon
  • Czarne
    czerwiec 2015
    142 x 202
    256 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-8049-102-1

Niewiele wiedziałam o Birmie zanim sięgnęłam po tę książkę. Pamiętam sprzed kilku lat taki obrazek: plecak jeszcze nie zdjęty z ramienia, zapalające się, kiedy zaczynał o niej opowiadać tuż po powrocie, oczy Andrzeja Muszyńskiego. I fioletowy, ciasno pleciony szal, który stamtąd przywiózł. Pachniał wilgocią, ziemią, mieszanką przypraw, których nie sposób zidentyfikować i które odurzają swoją intensywnością. Po lekturze Cyklonu poznałam jeszcze i inne zapachy, kształty, światło, które rozjaśnia ranguńską noc, smak ryżu, którego ceny wzrastają, gdy marsz przez dżunglę posuwa się w górę doliny, dźwięk, który niesie się za maudam, chmarą szczurów przemierzających kraj wzdłuż i wszerz. Barwę głosu młodych mężczyzn, kiedy krzyczą: „kyaah! kyaah!” dodając sobie animuszu. Wojskowi. To podążając za nimi zagłębiamy się w tę opowieść (choć pierwszymi przewodnikami, którzy wwiercają się w Birmę, drążą w niej podziemne korytarze, panują nad krajem, są szczury), to w ich biografiach odbija się historia tego kraju. Zapętlona, bo poruszamy się tu po okręgu, wciągani w cyklon, a kolejne epoki przeplatają się ze sobą, sam Muszyński zaś porusza się jako narrator achronologicznie po kole, łącząc wątki historyczne ze współczesnymi, „później” z „teraz” i „wcześniej” aż po sam „niekoniec”.

Osiem podróży do Birmy i kilka lat pracy złożyło się na tę książkę. Niełatwą, złożoną z dwóch warstw. Pierwsza, literacka i druga, śledząca, relacjonująca przemiany polityczne, przewroty, walki o władzę, tropiąca najważniejsze wątki z historii kraju, odległym, bliżej nieznanym, tajemniczym. Pierwsza daje detal, szczegół, na który Muszyński ma szczególnie wyczulony wzrok, oddaje atmosferę, buduje scenografię i sprawia, że czytelnik czuje, w jakim znalazł się miejscu. To najmocniejsza strona książki. Zeskrobując ją z drugiej warstwy, zaglądając przez nią dowiadujemy się o Birmie więcej niż z gęsto zapisanych datami, nazwiskami stron.

Cyklon bowiem, inaczej niż debiutanckie Południe Muszyńskiego, jest reportażem pisanym z rozmachem, również jeśli chodzi o historyczną podbudowę opowieści o Birmie. Kalendarium, które ją otwiera ma pomóc zorientować się czytelnikowi w zawiłej przeszłości kraju, mapy, również odręczne, pokazać jego geografię, pomóc w tym cyklonie informacji i ich natłoku nawigować. Odmiennie niż w Południu, któremu bliżej było do impresyjnej, eseistycznej formy tu Muszyński stara się opowiadać o Birmie panoramicznie, jakby przyświecał mu imperatyw, by malować obraz Birmy tak szeroko, wręcz monumentalnie, z reporterską zachłannością rozumianą jako chęć oddania wszystkiego tego, co go podczas wizyt w Birmie uderzyło, zachwyciło, pociągnęło w swą opowieść dalej. Autorowi nie udało się jednak uniknąć błędów, które wskazał w swojej recenzji dr Michał Lubina i co do których odniósł się od razu, pobudzając tlącą się ciągle interesującą i ważną, tak dla autorów, jak i czytelników dyskusję o granicach i rygorach reporterskiej formy. Wracając jednak do samego Cyklonu - to tam, gdzie autor odchodzi od wielkiej historii, przewrotów, zmian na tronach władzy i wraca na błotniste drogi, przysiada się w wiejskiej chacie, gdzie jego opowieść zyskuje znów kameralny wymiar, tam Birma wyświetla się wyraźniej.

I jeszcze język. Muszyński operuje wypracowaną już, własną, charakterystyczną frazą. Nieoszczędną, niepowściągliwą, co we współczesnym, a zwłaszcza rodzimym, reportażu jest raczej wyjątkiem niż regułą. Siła jej poetyki, ćwiczonej również w wydanej niespełna dwa lata temu, prozatorskiej Miedzy, opiera się na metaforze, lirycznym, ilustracyjnym opisie dostrzeganych w podróży detali, elementów otaczającego świata, przyrody. To na birmańskiej prowincji, a nie w zaułkach wielkich miast czy w wojskowych ani politycznych gabinetach, to wśród przedstawicieli ponad setki mniejszości i grup etnicznych zamieszkujących kraj znajduje najważniejsze, autentyczne odpowiedzi na pytania o to, czym była i czym jest dzisiaj Birma. I to tak opowiadane podróżnicze w swej naturze właśnie zachwyty i dostrzeżenia choć kolekcjonowane są przez Muszyńskiego-reportera jakby mimochodem stanowią jego największy atut. I to one, słowa dobrane tak, jakby autor nie pisał a malował, składają się na obraz Birmy, jaki pozostaje po lekturze książki Muszyńskiego: „słońce odbijało się od wody i stali mostu, za wszelką cenę próbując rozproszyć uwagę”, „z dolin jak ospałe węże wypełzały mgły”, „tak też mógłby wyglądać koniec świata: deszcz zmieszany z nieskończonością, rozpacz od wzbierającego mroku, coraz więcej wisielców, wieczorne modły o światło i postępująca gangrena”. Zostają. Jak delikatna obecność, którą – jak opisuje autor – czuli jego bohaterowie, kiedy po szalejącym nad Birmą kilka lat temu cyklonie Nargis przywracali swojemu życiu porządek.

- Magdalena Kicińska

Fragment reportażu Cyklon Andrzeja Muszyńskiego można przeczytać tu.