Tajemnica domu Helclów

Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński, Maryla Szymiczkowa
Tajemnica domu Helclów
  • Znak literanova
    Kraków, lipiec 2015
    136 x 205
    288 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-240-3505-2

Kryminał Tajemnica Domu Helclów napisała Maryla Szymiczkowa, korektorka szacownego pisma i bywalczyni porządnych kawiarni w mieście Krakowie. Ten biogram Szymiczkowej, za którą kryją się Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, od razu przesądza, że książka nie będzie jatką z udziałem tasaka i noża. Nie może być. Jaki tasak i jaki nóż?! Maryla Szymiczkowa prędzej zadławiłaby się kawką, niż napisała podobne okropieństwo. Tajemnica Domu Helclów jest kryminałem przyrządzonym według sprawdzonego przepisu i na słodko. To wielowarstwowy specjał.

Składnik pierwszy. Kraków końca dziewiętnastego wieku. Nie sposób się nie uśmiechnąć. Miasto na obrzeżach habsburskiego imperium, tonące w błocie i przekonaniu o własnej doniosłości. Największą rozrywką pozostają tutaj pogrzeby wielkich artystów. Troska o życie pośmiertne sprowadza się do troski o odpowiedni nagrobek. Miasto śmieszne, ale jednak w swoim uporze i małostkowości – przynajmniej w Tajemnicy Domu Helców – wzruszające.

Składnik drugi. Główna bohaterka powieści. Czterdziestoletnia profesorowa Zofia Szczupaczyńska, z pochodzenia prowincjuszka, z przekonań i serca krakowianka. Żona profesora Akademii Ignacego Szczupaczyńskiego. Choć wytrwale hołduje krakowskim obyczajom, biega po sprawunki na Plac Szczepański, wciąż musi pilnować nowych służących i udziela się w miejskich towarzystwach dobroczynnych, to jednak po tym, jak udało jej się wystarać o profesurę męża, nie widzi przed sobą wielkiego życiowego celu. Dzieci? Niedyskretne pytanie. Dzieci nie ma i mieć nie będzie. Erotyczna przygoda, romans? Nie, to nie dla niej. Nie będzie o tym mówić. Krakowskie salony? Gdzie jej tam szukać miejsca, skoro nie może poszczycić się arystokratycznym pochodzeniem. Żaden godny krakowskiej mieszczki cel nie rysuje się przed profesorową Szczupaczyńską, gdy wtem...

Składnik trzeci. Zbrodnia. Morderstwo. W tytułowym Domu Helclów dochodzi do tajemniczego zgonu. Szczupaczyńska, przypadkiem odwiedzająca dom opieki, zaczyna rozpytywać się o szczegóły. Nie potrafi sama przed sobą się do tego przyznać, ale sprawa zbrodni pochłania ją coraz bardziej, a to zainteresowanie, tak jak w kryminale być powinno, udziela się czytelnikowi. Szczupaczyńska nie pamięta o tym, co przystoi czterdziestoletniej profesorowej.

Składnik czwarty. To przyjemność czytania książki, gdzie każdy detal i przedmiot opisane są i odłożone na odpowiednie miejsce w akapicie, a każda postać należycie wprowadzona do pokoju i stosownie ubrana. Nie chodzi przy tym o to, że Tajemnica Domu Helclów jest dziełem afektowanym czy dystyngowanym, ale o to, że pozwala cieszyć się estetycznym urządzeniem świata – smaczną pulardą, laską otrzymaną w prezencie od siostry, rękawiczkami z wiśniowej skórki i kryminałem ze staroświecką nutą przyrządzonym comme il faut.

Składnik piąty. Najtrudniejszy do uchwycenia. Kryminał retro rozgrywający się w środowisku prowincjonalnych mieszczek, zatroskanych o odpowiednie miejsce w teatralnej loży – och, jaka to okazja do złośliwości, kpin i do złego, szyderczego śmiechu. I tak, te złośliwości i kpiny w Tajemnicy Domu Helclów są. Jednak śmiech pozostaje serdeczny. Od pierwszej strony daje się wyczuć, że autorzy darzą swoją profesorową sympatią, a do tego świetnie się bawili, pisząc tę książkę. To sprawia, że Tajemnica Domu Helclów pomimo wszystkich literackich porozumiewawczych mrugnięć i dziewiętnastowiecznych rekwizytów nie jest książką afektowaną czy campową – choć wszystko powiedziane jest w cudzysłowie, to jednocześnie sporo tu autentycznej zabawy. Ta bezpretensjonalna radość z chodzenia po Krakowie i spędzania czasu ze Szczupaczyńską udziela się czytelnikowi. Mnie się udzieliła.

- Tomasz Surdykowski