Copyfighter

Łukasz Krakowiak
Copyfighter
  • Nisza
    czerwiec 2015
    135 x 205
    230 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-62795-37-6

„Jeansy Diesel, więcej dziur niż materiału: 599 PLN – fart, promocja, wyprzedaż w outlecie. T-shirt Replay, Che Guevara w czapce błazna: 199 PLN – seria cholernie limitowana. Marynarka Pepe Jeans, nieznoszona, a znoszona: 499 PLN – ostatnia sztuka, już takich nie robią. Trampki Converse, najprostsze, granatowe: 249 PLN – bez znaczka Converse’a za cztery dychy w każdym hipermarkecie. Wyglądać jak copywriter: bezcenne”.

To nie jest opis ubioru współczesnego hipstera. Przedstawiciele branży reklamowej w Polsce nosili się w tym stylu już kilkanaście lat temu. Wie o tym dobrze Łukasz Krakowiak, autor książki Copyfighter, który związał właśnie z tą branżą kawał swojego życia. Dostarczyła mu tylu uciech, że w końcu z nią zerwał, a zdobyte doświadczenia postanowił wykorzystać w powieści. Historia zna podobne przypadki, by wspomnieć nagrodzoną Paszportem „Polityki” książkę Zwał Sławomira Shutego, do której powstania zainspirowały autora lata przepracowane w banku. Historia zna już także wybitne fabuły osadzone w środowisku copywriterów, by wspomnieć z kolei Generation ‘P’ Wiktora Pielewina, dla którego świat reklamy stał się tylko punktem wyjścia dla opowiedzenia o czymś znacznie poważniejszym i głębszym. Po cóż więc wyważać otwarte drzwi? Może dla odreagowania, a może po to, żeby było lekko i łatwo. Takie książki też są w końcu potrzebne.

Dawną profesję autora widać już po tytule. Wszyscy, którzy prześlizgnęli się po nim tylko nieuważnym wzrokiem, niech spojrzą jeszcze raz. To nie Copywriter, tylko Copyfighter – nader pomysłowe. Do tytułu nawiązuje również kompozycja powieści, albowiem zamiast rozdziałów rzecz się dzieli na rundy. Już w pierwszej poznajemy Artura, głównego bohatera, który opowiada nam swoje życie od chwili, gdy postanowił wniknąć w świat reklamy. Udało mu się dzięki podstępowi. Zanim zaczął żałować, wsiąknął na dobre i – co nietrudno przewidzieć – zaczął się niepokojąco zmieniać. Przy okazji tej historii dostajemy portret typowego przedstawiciela omawianej grupy zawodowej: człowieka przestylizowanego i przepracowanego, a nade wszystko przekonanego o własnym geniuszu. Lwią część książki stanowią egzemplifikacje przeświadczenia copywriterów o tym, że cały świat – poza nimi – to banda debili, którzy sprzysięgli się, by zepsuć ich wizjonerskie projekty (tu można mieć pewne wątpliwości, czy aby na pewno przez autora przemawia autoironia – na wszelki wypadek załóżmy, że tak).

Książka Krakowiaka daje niezłe wyobrażenie o pracy w polskiej agencji reklamowej początku XXI wieku, ale nie niesie ze sobą żadnej głębszej refleksji socjologicznej. Fabuła jest nieskomplikowana, bohaterowie umiarkowanie złożeni. Copyfighter to literatura czysto rozrywkowa, na szczęście miejscami dosyć zabawna. Bo przecież mają swój urok frazy w stylu: „Sącząc espresso, dyskretnie obserwowałem ruch w hallu agencji. Sami kloszardzi. A na każdym – na moje oko – tak z półtora tysia”. Albo: „W sumie to już od małego czerpałem korzyści z pisania. W podstawówce często trzaskałem wypracowania kolegom z klasy. Praca na trójkę – batonik. Na czwórkę – tabliczka czekolady. Na piątkę – na piątkę jesteś za głupi”.

– Małgorzata I. Niemczyńska