Inna dusza

Łukasz Orbitowski
Inna dusza
  • Od deski do deski
    maj 2015
    145 x 210
    432 strony
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-65157-00-3

Napisać, że kapitalną Inną duszą Łukasz Orbitowski otworzył nowy rozdział swojej twórczości to jeszcze nic nie napisać. Bo sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Zacząć trzeba od tego, że geneza książki jest dość wątpliwego autoramentu: seria „Na F/Aktach”, w której się, jako jedna z pierwszych pozycji, ukazała Inna dusza, prezentować ma, wedle wydawcy, „na podstawie dokumentów, doniesień z sal sądowych oraz zeznań i artykułów prasowych (…) sfabularyzowane historie głośnych zbrodni, które popełniono w ciągu ostatnich dekad”. Niedaleko stąd do niesmacznego epatowania publiczności krwią, lecz Orbitowski potraktował tę wyjściową sytuację jako artystyczne wyzwanie – i wygrał na całej linii. Inna dusza opowiada o młodocianym mordercy, chłopaku z niezłego domu, niedoszłym cukierniku, który w połowie lat 90. w ponurej Bydgoszczy zamordował kuzyna, a kilka lat później młodą sąsiadkę. Zbrodni dokonał bez jakiegokolwiek wyraźnego motywu – co, jak podkreśla Orbitowski, zdecydowało o wyborze przezeń tej właśnie sprawy. Podobno w jednym z zeznań zabójca, w powieści występujący jako Jędrek, twierdził, że opanowała go jakaś „inna dusza” i musiał zrobić, co zrobił.

Akcja powieści Orbitowskiego rozciągnięta jest na parę lat, lecz wszystkie jej całostki zapisane są w czasie teraźniejszym – kapitalny zabieg stylistyczny, dynamizujący opowieść i podsycający napięcie – rzecz niełatwa, bo nie ma tu śledztwa, wiadomo, kto zabił i że zbrodniarz odsiaduje karę długoletniego więzienia. Ponieważ nieznane są motywy działań Jędrka, Orbitowski rekonstruuje ich okoliczności, scenerię, topografię, domniemane życie rodzinne zabójcy, mentalny pejzaż owych lat w ponurej dzielnicy ponurego miasta. Robi to, zdaje mi się, po mistrzowsku, uzyskując obraz zwykłego, beznadziejnego życia, w centrum którego nie wiadomo skąd rodzi się zbrodnia. Czytając Orbitowskiego, można się zastanawiać – i to także dodaje napięcia tej książce – które zdarzenia oparł na faktach, a które sobie domyślił i wykreował. Zapewne wykreowany jest jeden z narratorów książki, Krzysiek, bliski kolega Jędrka, domyślający się, kto popełnił zbrodnie – i jego paskudna rodzina, w której pierwsze skrzypce gra ojciec niepoprawny alkoholik i mitoman, wielce przekonująco nakreślony przez autora. Przy okazji, po raz kolejny Orbitowski podejmuje swój koronny temat: historię dojrzewania, wchodzenia w życie chłopaków we wczesnokapitalistycznej Polsce. I – powtórzmy – robi to naprawdę kapitalnie.   

Gwoli prawdy, trzeba jednak wytknąć Innej duszy parę słabostek. Powiedzmy o nich, jak to się mawiało w dawnych czasach, w trosce o dalszy dynamiczny rozwój autora. Po pierwsze, z rzadka, ale jednak trafiają się w książce drobne błędy rzeczowe, tym bardziej dotkliwe, że detale, przedmioty, meble, gry komputerowe, tandetne przeboje, gadżety lat 90. odgrywają tak ważną rolę w świecie przedstawionym Innej duszy. Kiedy więc, na przykład, na stronie 283 pojawiała się „zafoliowana ramka popularnych”, mamy do czynienia ze zgrzytem, bo owe szlachetne papierosy dla proletariatu (oraz niektórych smakoszy), o ile wiem, nigdy nie były foliowane. Druga kwestia jest bardziej „ideowa” niż rzeczowa, a tym samym, oczywiście, ważniejsza. Otóż wielką siłą powieści Orbitowskiego, zabiegiem stylistycznym, który w wielkiej mierze odpowiada za jej bezlitosne piękno, jest stronienie od jakichkolwiek metafor czy alegorii. Ustępstwem na ich rzecz (nienachalnym, lecz zwracającym uwagę) są dwie sceny zbiorowe, w których blisko siebie, niemal na wyciągnięcie ręki pojawiają się razem niemal wszyscy protagoniści i statyści bydgoskiego dramatu: domagający się lynchu tłum pod domem Jędrka, wyprowadzanego przez policję i wkrótce później zgromadzenie bydgoszczan na polowej mszy celebrowanej przez papieża Jana Pawła II, nawiedzającego akurat gród nad Brdą. Zdaje mi się, że zbyt blisko stąd do – zasadniczo nieobecnych u Orbitowskiego – prób wyjaśniania kontekstu tragedii tanimi konceptami typu „płytki polski katolicyzm”.

Mimo tych zastrzeżeń, Inną duszą mam za książkę wybitną i na długo wżerającą się w pamięć. Sądzę też, że jest ona kolejnym dowodem, coraz bardziej wyrazistego, pisarskiego kunsztu Łukasza Orbitowskiego. Recenzując nie tak dawno jego poprzednią powieść, Szczęśliwą ziemię, napisałem: „Trochę strach pomyśleć, jak dobra będzie jego następna książka”. Teraz znów mógłbym napisać to samo.    

– Marcin Sendecki