Świadek

Robert Rient
Świadek
  • Dowody na Istnienie
    maj 2015
    180 stron
    135 x 205
    oprawa: miękka
    ISBN: 9788393811298

Pukają do drzwi. „Dzień dobry. Przyszliśmy do pana, aby porozmawiać o dzisiejszej sytuacji na świecie” - mówią, gdy im otwieramy. W dłoni trzymają ulotki obiecujące udzielenie odpowiedzi na pytania trapiące ludzkość od wieków. Wszyscy to znamy – Świadkowie Jehowy. Tyle że bliska rzeczywistość jest tak naprawdę daleka – niewiele o nich wiemy, zazwyczaj po tym przywitaniu zamykamy za nimi drzwi. Hermetyczną wspólnotę tej grupy wyznaniowej przybliża Świadek Roberta Rienta – książka napisana przez byłego członka tego kościoła.

Przybliża w jakimś stopniu, bo – co warto zaznaczyć na wstępie – nie jest to jej główny temat. „Jak porzucić rodzinę, własne środowisko, wpajane w dzieciństwie wartości i nie oszaleć?” - napisał na okładce Mariusz Szczygieł. Rzeczywiście, tak naprawdę tematem Świadka jest walka o wewnętrzną wolność. To opowieść o typowym zadaniu współczesności – jak stworzyć samego siebie, własną tożsamość, wbrew temu, w co nam wierzyć kazano, co jest częścią rozmaitych, odgórnie narzucanych ideologii? W jakimś stopniu wszyscy się z tym mierzymy, ale bohater Świadka ma z pewnych powodów trudniej. Nie tylko musi stworzyć własne „ja”, ale i ma do dyspozycji specyficzne komponenty: jedne z nich próbuje przyjąć, drugie odrzucić. Tytułowego świadka, czyli wszystko, co wiąże się z przynależnością do zboru, pragnie z siebie wyrzucić, natomiast zaakceptować chce swój homoseksualizm, który właśnie odkrywa.

Opowieść o życiu wśród Świadków Jehowy, za którymi niesie się w Polsce swąd „kociej wiary”, w połączeniu z problemami związanymi z orientacją seksualną tworzy mocną mieszankę. Można by nawet podejrzewać autora o tanią sensację – to jednak nie jest taka książka. Robertowi Rientowi udaje się zachować szczerość i autentyzm, a na podziw zasługuje przede wszystkim odwaga. Świadek jest bowiem opowieścią o nim samym. To siebie pisarz uczynił bohaterem książki, to własne losy w niej opowiada, a robi to tak, że trudno Świadka sklasyfikować gatunkowo – ni to wspomnienia, ni autoreportaż.

Bohaterów jest dwóch, choć to tak naprawdę jedna osoba. Łukasz i Robert - przed i po przemianie. Łukasz wierzy w Armagedon i zmartwychwstanie, nie godzi się na transfuzję krwi. Nie uznaje sztandaru, godła ani żadnych symboli państwowych. Codziennie chodzi od domu do domu i głosi dobrą nowinę. Uczestniczy w życiu zboru, jeździ na obozy. Kocha Jehowę. Robert odrzuca dawne nauki, choć nie przychodzi mu to łatwo, bo „stojąca za brakiem wiary pustka jest bardziej przerażająca od śmierci”. Ma myśli samobójcze, odkrywa w sobie skłonności homoseksualne. Próbuje narkotyków, kończy studia, rozpoczyna życie na własny rachunek, radzi sobie jakoś z odrzuceniem ze strony rodziny, która nie może mu wybaczyć odejścia ze wspólnoty.

Na szczęście Robert przetrwa. Ten trud walki o własne „ja" udaje się mu – świadomemu zaistniałej zmiany autorowi/bohaterowi książki – przekonująco oddać.

Parę razy autor balansuje na granicy egzaltacji – książka w ogóle jest bardzo skupiona wokół jego „ja”, ale na szczęście udaje mu się uniknąć przesady. Lepsze zresztą wydają się być te fragmenty, w których autor mniej koncentruje się na swoim życiu wewnętrznym, a bardziej analizuje ciekawe fakty, które dobrze zna – jak choćby właśnie fenomen grupy wyznaniowej, do której należał, czy specyfikę dorastania w Polsce lat 90., gdy trzeba było się mierzyć ze stygmatem odmieńca. Dzięki takim właśnie opisom Świadek zbliża nas do doświadczenia Innego i powoduje, że ci natrętnie pukający w kolejne drzwi młodzi ludzie stają się mniej irytujący, bardziej ludzcy. Oni jak i wszelkiej maści inni „odmieńcy”.

– Patrycja Pustkowiak