Piąty beatles

Mariusz Czubaj
Piąty beatles
  • W.A.B.
    Warszawa, maj 2015
    135 x 202
    320 stron
    oprawa: miękka
    ISBN:
    978-83-280-1513-5

Powieści kryminalne można podzielić na charakteryzujące się bardzo szybką, intensywną akcją, która całkowicie angażuje uwagę czytelnika, oraz te z akcją niespieszną, w których równie istotne jak intryga kryminalna są liczne wątki poboczne. Do tej grupy bez wątpienia należy najnowsza powieść Mariusza Czubaja Piąty beatles, czwarta część serii, w której głównym bohaterem jest profiler policyjny z Katowic, muzyk i karateka Rudolf Heinz. I to właśnie tempem akcji różni się ona zdecydowanie od wcześniejszych powieści cyklu.

W roku 2012, podczas trwania futbolowych rozgrywek EURO w Polsce, w hangarze stojącym na terenie opuszczonego lotniska wojskowego w Pile znalezione zostają zwłoki dwudziestoletniego mężczyzny, którego ktoś pozbawił życia w bardzo wymyślny sposób. Sprawa uzyskuje wysoki priorytet, bo okazuje się, że zamordowany był synem znanego z mediów biznesmena. Na dodatek na miejscu zbrodni policjanci znajdują fotografię okładki jednej z najbardziej popularnych płyt w historii muzyki – Abbey Road zespołu The Beatles. Zagadka akurat dla Heinza, który właśnie przebywa w Pile, gdzie prowadził cykl szkoleń w miejscowej szkole policyjnej. Minie jednak bardzo wiele miesięcy, zginą kolejne osoby, nim sprawa znajdzie swój – jak to zawsze w powieściach Czubaja – dramatyczny finał. A profiler będzie musiał uparcie grzebać w przeszłości ludzi, którzy skrzętnie skrywają pewną mroczną tajemnicę. Jednocześnie Heinz zajmuje się – z powodzeniem – sprawą psychopatycznego mordercy z Katowic, określonego pseudonimem Złota Rączka, którego Czubaj skrótowo, acz brawurowo opisuje jako „zaradnego budowlańca, który okazał się w pełni nieporadny, jeśli chodzi o nawiązywanie normalnych relacji z kobietami”.

W Piątym beatlesie Czubaj zastosował zmienny tryb narracji. Rozdziały pisane w pierwszej osobie, w których narratorem jest Heinz, przeplatają się z pisanymi w osobie trzeciej. Te pierwsze zawierają relację z przesłuchań profilera przed komisją wewnętrzną, która ma rozstrzygnąć, czy podczas dochodzeń w sprawie ofiary z Piły i kolejnych policjant nie złamał procedur policyjnych i prawa. W tych drugich, mających charakter retrospekcji, czytelnik poznaje szczegóły śledztw prowadzonych przez Heinza przez ostatnie lata. Zmienny tryb narracji jest kolejną wskazówką, co tak naprawdę jest w tym kryminale najważniejsze – przede wszystkim, jak sądzę, kwestia zamkniętych bądź nie rozliczeń z przeszłości i badania napięć pomiędzy przeszłością a teraźniejszością.

Niespieszny tok akcji – co nie znaczy, warto to podkreślić, że akcja jest nużąca – w Piątym beatlesie pozwala autorowi bardziej skupić się na prywatnych perypetiach Heinza. A dzieje się w życiu tego wdowca, po trosze samotnika, po trosze dziwaka, sporo. Jego jedyne dziecko, syn, bierze ślub, a niedługo potem Heinz zostaje dziadkiem. Profiler, po tym jak podczas wesela stracił przytomność, na krótko trafia do szpitala, co każe mu się zastanowić, czy już nie czas najwyższy zmienić niezbyt zdrowe nawyki. Jego związek z psycholożką, którą nazywa pieszczotliwie Pocahontas, przeżywa poważny kryzys. Heinz uświadamia sobie, że ma coraz większe problemy z porozumiewaniem się z ludźmi, tak w pracy, jak i w kontaktach prywatnych. Co więcej, że czuje się coraz mocniej odklejony od rzeczywistości, oddzielony od teraźniejszości szybą. Że albo świąt mu się wymyka, albo on sam, na własne życzenie, oddala się od świata. Wypisuje się z niego, nie chcąc się godzić na to wszystko, na co godzą się inni w jego otoczeniu. Czyżby bohater nazbyt gwałtownie, nieprzyjemnie wchodził w życiową smugę cienia, stając u progu nieuchronnej starości? Do pewnego stopnia też, ale w postawie Heinza, jego narastającym znużeniu i rozgoryczeniu, widać przede wszystkim fundamentalną niezgodę na przemiany zachodzące w teraźniejszości, w świecie nastawionym na „mobilność, ruch, zmianę”. A profiler nie chce się zmieniać, chce za to pozostać wierny wartościom i rzeczom, które były ważne dla niego i ludzi z jego pokolenia. Choćby nawet za cenę utraty kontaktu, porozumienia ze światem, z kolejnymi, przychodzącymi nieubłaganie, pokoleniami. Stąd tyle goryczy w Piątym beatlesie, widocznej na przykład w zakończeniu książki: „Czuł, że więzi, które kiedyś łączyły pokolenia, są raz na zawsze zerwane. Powstała wyrwa, czarna dziura, przepaść. Pozostała co najwyżej iluzoryczna nić porozumienia”.

Rozpoznania egzystencjalne, społeczno-kulturowe zawarte w nowej powieści Czubaja są dosyć ponure, ale jednak przełamane – jak zawsze w prozie tego pisarza – ironią i dowcipem. W odróżnieniu od większości rodzimych kryminalistów, którzy wybierają „styl zero”, przezroczysty, autor Kołysanki dla mordercy wypracował wyrazisty, łatwo rozpoznawalny styl autorski, charakteryzujący się potoczystością frazy, nienachalnym humorem i zapadającymi w pamięć określeniami, w rodzaju ulubionego powiedzonka Heinza, który zwykła kończyć co trafniejsze wypowiedzi słowami: „Tyle o tym”.

– Robert Ostaszewski


Fragment najnowszego kryminału Mariusza Czubaja Piąty beatles można przeczytać tutaj.