1945. Wojna i pokój

Magdalena Grzebałkowska
 1945. Wojna i pokój
  • Agora
    kwiecień 2015
    165 x 240
    420 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 9788326822155

8 maja 1945 roku skończyła się druga wojna światowa. 8 maja 1945 roku nie skończyła się druga wojna światowa. Oba te zdania są równocześnie prawdziwe. Z obiema tezami próbowała zmierzyć się w swojej najnowszej książce Magdalena Grzebałkowska – reporterka, która pisze o sobie „ta, która nie przeżyła wojny”, wnuczka Władzi, która ją przeżyła, oraz przesiedleńców spod Warszawy i Lwowa, właścicielka sopockiego mieszkania, w którym podczas remontu ze ściany wypadły kartki z „Kalendarza dobrej niemieckiej gospodyni" z 1926 roku i pieniążek z faszystowską gapą.

Osobisty stosunek narratorki do tematu pokazuje to, co w dwunastu rozdziałach książki wybrzmiewa bardzo wyraźnie. Po pierwsze, że wojna 1939-1945 nie jest i jeszcze długo nie będzie odległą przeszłością.  To wydarzenie, które na tyle i na tak wielu poziomach przeorało polskie społeczeństwo, że jeszcze długo – nawet kiedy odejdą ostatni, którzy pamiętają gorycz z 1939 i radość w 1945 roku – będzie odbijać się w kolejnych pokoleniach, rodzinnych historiach, pamięci. Po drugie zaś, i wypływa to bezpośrednio z pierwszej tezy, że wojna to nie jest abstrakcyjne pojęcie, widmo, które przeraża, ale które nie ma twarzy. Grzebałkowska pokazuje tych twarzy wiele. Jest na nich grymas, złość, strach, miłość, nadzieja, nienawiść, rozgoryczenie, chęć zemsty, zobojętnienie, cała paleta reakcji, postaw i emocji, których tak często brakuje w kompleksowych, naukowych opracowaniach poświęconych wojnie, a które poprzez uszczegółowienie, a więc przybliżenie tematu odbiorcom, najwydatniej pokazują jej skutki.

Tematy wielkie, pojęcia tworzące słownik narracji o wojnie (choćby takie jak „przesiedlenia”, „szaber”, „sieroctwo”, „odbudowa”), którym poświęcić można monografie – i takie już powstały – odbijają się u Grzebałkowskiej w pojedynczości losu i jego dramacie. Ogromna praca dokumentalna, jaką wykonała autorka, pozwoliła jej komponować książkę właśnie w taki sposób. Za przykład może posłużyć opowieść o Bolesławie Drobnerze, prezydencie Wrocławia przez mniej niż czterdzieści dni. O rodzinie Wernera Henseleita, którą w końcu wojna dosięgła, choć długo się przed nią broniła. O mieszkankach Wrocławia/Breslau, Władysławie Okrutnej i Edith Schmidt, która naprawdę nazywała się inaczej. Albo Niusi, obecnie 86-letniej kobiecie, wtedy 18-letniej dziewczynie ze wsi pod Suwałkami, która odpowiada „jak to jest wejść do cudzego domu i brać, co popadnie”. Bezpośredniość  wypowiedzi i sposób, w jaki autorka tworzy z nich całą historię, obudowując ją w kontekst, w informacje źródłowe, ujmując w szerszą perspektywę, sprawia, że czytelnik odnajduje się w tej opowieści, temat zyskuje kształt, wyraźny, uszczegółowiony – w tym konkretnym przypadku nie po to przecież, żeby szukać usprawiedliwienia, ale po to, żeby choć spróbować zrozumieć. Podobnie jest i z innymi bohaterami oraz ich historiami, dzięki którym obraz 1945 roku staje się u Grzebałkowskiej tak wielowarstwowy.

I przejmujący. Jak dramaty kryjące się za ogłoszeniami publikowanymi w prasie miesiąc za miesiącem (ich wybrane serie oddzielają kolejne rozdziały książki, stanowią niejako jej oś). Dzięki tym szczegółom widać nie tylko problemy dnia codziennego, realia życia, ale i tęsknoty, nadzieje, potrzeby i pragnienia. W lutym „Gmina Żydowska m. st. Warszawy zawiadamia, że reaktywowała swoją działalność”, „Dyrekcja Poczt i Telegrafów wzywa wszystkich, aby oddali bezprawnie zabrane meble”, w czerwcu ktoś chce przyjąć „za swoją” „sierotę zupełną, dziewczynkę w wieku 10-14 lat, z lepszego domu”, ktoś inny informuje, że „zaginął pies (erdal terrier), wabi się Niedola”, a tuż obok kolejne ogłoszenie „wszystko, co mi zostało to brunatna suczka owczarka z obrożą, proszę o zwrot”. W lipcu ktoś przeprosi jakąś osobę za „poddanie w wątpliwość jej polskiej narodowości”, a w sierpniu  poszukiwać będzie Ireny Gryl „lat 4, którą 1 września 1944 oddano rodzinie zastępczej”, jeszcze inny coś sprzeda, kupi, wymieni, pozyska informacje, odwoła obelgę. W tych kilkuzdaniowych zapiskach kryją się bodaj najciekawsze dendryty opowieści o „wielkim, przełomowym 1945”, bez których ta główna, kanoniczna i podręcznikowa narracja pozostaje niepełna. Autorka wpisuje je do niej zręcznie i celnie, dodając tym samym do pozostałych „dużych” reportaży migawki, które  je wzbogacają. Nadają one książce smak „prawdziwej herbaty” z ZSRR, papierosa przywiezionego ze sobą z Zachodu i pierwszego ciastka w otworzonej po latach kawiarni, zapach farby drukarskiej pierwszej wydrukowanej po wojnie gazety czy teatralnego afisza, ulic miasta, w którym codziennie odbywają się ekshumacje, dźwięk karabinów  wystrzeliwujących jeszcze długo po wyzwoleniu.

Magdalena Grzebałkowska opowiada bowiem historie. Historie pisane przez małe „h”, które mówią więcej niż podręczniki o tej pisanej wielką literą. „Więcej” w tym przypadku znaczy „mocniej”, nie ma w tym jednak nic z efekciarstwa, z przeładowania grozą dla wzmocnienia przekazu. On sam w sobie jest niesłychanie silny i wyraźny, a Grzebałkowska jest z bohaterami tak blisko, że pozwala nam autentycznie przejąć się ich losem, odnaleźć się w nim na chwilę. I być wdzięcznym, już po lekturze albo jeszcze w trakcie, że to ich, nie nasze doświadczenie. I być przerażonym, że pokój nie jest dany raz na zawsze, że nasz świat – jak świat bohaterów przed 1 września 1939 roku – jest tak kruchy (autorka mówiła w jednym z wywiadów towarzyszących premierze książki o swoim lęku, że tak jak coś, z czego korzysta się w domach Gdańska, Sopotu, Wrocławia jest „poniemieckie”, tak kiedyś może być i „popolskie”). To trwanie w rozdarciu między ulgą a strachem, grozą a euforią, wreszcie – wojną i pokojem pozostaje z czytelnikiem jeszcze długo po zakończeniu lektury, jest w swojej niejednoznaczności (i nierozstrzygalności) bodaj najlepszym dowodem na to, że Grzebałkowskiej udało się z sukcesem pokazać (przestrzec?), że 1945 rok i jego doświadczenie (jednostkowe i szerzej – społeczne) nie jest tak odległe, jak mogłoby się wydawać.

– Magdalena Kicińska