Jabłko Olgi, stopy Dawida

Marek Bieńczyk
Jabłko Olgi, stopy Dawida
  • Wielka Litera
    marzec 2015
    384 strony
    215 x 130
    okładka: twarda
    ISBN 978-83-8032-007-9

„Klaser radykalnych zachwytów” – tak nazwałabym najnowszą książkę Marka Bieńczyka. To eseje o smaku, pięknie, afirmującej roli sztuki. Marek Bieńczyk zajmuje się lekturą nie tylko tekstów, ale także obrazów, smaków, gestów, ciała. Istotna w tych esejach jest synestezja – jak na przykład wtedy, gdy przywołuje opisy słuchania muzyki u Prousta, czy też kiedy pisze o popularności Edwarda Hoppera, wielości przetworzeń jego obrazów przez pisarzy: „Widziałem naocznie, że brać literacka znalazła w Hopperze swojego malarza, który pozwala jej zaciągnąć się metaforą jak skrętem, snuć bezkresne medytacje o samotności, czasie, melancholii, sobie samej zanurzonej w pustkach, przezroczystościach i czym tam jeszcze”.

Justyna Sobolewska w recenzji Jabłka Olgi… na łamach „Polityki”, napisała o tym, że „esej jest nam dziś wręcz niezbędny, bo w czasach nadmiaru informacji i bezużytecznej wiedzy to właśnie on może połączyć te wszystkie krążące wokół nas cytaty z literatury, filozofii, z piosenek i filmów z naszym życiem”. Faktycznie, książka Marka Bieńczyka daje czytającemu przestrzeń - przestrzeń, w której ten może zarazem odpocząć, jak i ćwiczyć, jej lektura daje więc przyjemne i pożyteczne odczucie emocjonalnego i intelektualnego odprężenia i zarazem zmotywowania.

Wśród skarbów, które wysypuje przed nami autor, znajdują się między innymi: „nieinteligentne łydki” – wyrażenie, którego nie chciała uznać Bieńczykowi redaktorka jego tłumaczenia Milana Kundery; „burbon-baryton” Johny’ego Casha, wiersz Herberta o Dalidzie (o której autor pisze, że była w PRL-u promesą luksusu, podobnie jak kieliszek martini czy oliwa z oliwek), czy też słowa o francuskim rysowniku Sempé: „ma temperament pisarza, nie karykaturzysty. Jest królem elipsy, czyli daje nam szansę”.

Właśnie esej o Jean-Jacque’u Sempé, zatytułowany „Niepocieszony i wesoły”, jest prawdziwą perłą tego zbioru – Markowi Bieńczykowi udaje się rozpisać w nim na słowa wrażenia nie dość, że zmysłowe, to jeszcze często na pierwszy rzut oka sprzeczne – radość i melancholię, ekscytację i skupienie. W uniwersum francuskiego rysownika Marek Bieńczyk znajduje opowieść o doli człowieczej: „Sempé jest poetą gestu, fantastycznym obserwatorem ciał, tego jak coś w nich wzbiera, chce się wyrwać na wolność, w szczęśliwość, w miłość, w nieskończoność, w rozanielenie, przed siebie. (…) Nic się na nich nie dzieje, zgoła nic nadzwyczajnego, gość na plaży udaje, że jest samolotem, inny wpatruje się w bezkres morza i uchyla z szacunkiem kapelusza”. Zauważenie tych punktów egzystencji, oświetlenie ich, pozostawienie wokół nich przestrzeni – to wielki talent Marka Bieńczyka.

Przez cały ten tom, jak znak wodny przewija się wrażliwość proustowska. Proustowi, jego technikom pracy, jego wizji dzieła totalnego, jego optyce poświęcony jest jeden z esejów – „Żółta ściana”, ale Proust obecny jest w duchu pisania Marka Bieńczyka w każdej chwili. To medytacyjno-poetycka uważność na detal, powściągliwe poczucie humoru, rytm, które poszerzają pole percepcji czytelnika. Zarówno Proust jak i Bieńczyk obdarowują czytelnika większą ilością „życia w życiu”. Literatura, sport, ciało, jedzenie, malarstwo, rysunki - tematy, które wybiera Marek Bieńczyk są istotne, ale jeszcze istotniejsza wydaje mi się technika, której używa, aby się do nich zbliżyć. Technika, która charakteryzuje się gracją, wymaga dużej zwinności, a bierze się z regularnego i uczciwego trenowania.

– Agnieszka Drotkiewicz