Przedmiar robót

Marcin Sendecki
Przedmiar robót
  • Biuro Literackie
    Wrocław, grudzień 2014
    162 x 215
    36 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-63129-83-5

Planowanie robót lirycznych

Najnowszy tom wierszy Marcina Sendeckiego zatytułowany jest Przedmiar robót. Pobrzmiewają w tym tytule tony technokratyczne podbite lekką nutą ewangeliczno-socjalistyczną.

Nuta socjalistyczna to sam dźwięk słowa „robota” i jego najdawniejsze konotacje („mokrą” rzecz jasna wyłączając), tak obce współczesnym i bezdusznym: „pracy”, „zajęciu”, „zatrudnieniu” czy „etatowi”. Nuta ewangeliczna to skojarzenie z (patrz wytłuszczenie) zdaniem z 9. rozdziału Ewangelii św. Mateusza: „Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Tony technokratycznie biorą się zaś z tej oto definicji: „Przedmiar: opracowanie określające rodzaj, sposób wykonania i ilość robót konkretnego zadania, stworzone przed jego realizacją” (http://pl.wikipedia.org/wiki/Przedmiar).

Okładkę książki Sendeckiego (której pomysł, domyślam się, jest jego autorstwa) tworzy reprodukcja stronnicy urzędowego formularza wydrukowanego w Tomaszowie Lubelskim około roku 1987. Jest to formularz z tabelami, które pozwalają stworzyć „przedmiar robót” właśnie, wyliczyć i opisać konieczne elementy, ilości i miary projektu.

Wypada więc stwierdzić, że pozostając na zewnątrz omawianej książki, styka się jej potencjalny czytelnik z przestrzenią intensywnego zamiaru i planowania, a co z tym związane – z jakimś rodzajem niedoszłości. A przecież to już dziewiąty oryginalny zbiór wierszy Sendeckiego, który na dodatek opublikował dwa wybory wierszy oraz tom wierszy zebranych. Skąd więc owa zaskakująca początkowość u autora doświadczonego w tzw. językowym rzemiośle? Czy jakimś tropem może być ów okładkowy formularz, wydrukowany w niegdysiejszym miejscu zamieszkania Sendeckiego, w roku, kiedy, z grubsza rzecz biorąc, zaczynał pisać wiersze? Być może trop sentymentalnej podróży w czasie nie jest zupełnie od rzeczy, zwłaszcza że można go powiązać z faktem, iż książka dedykowana jest pamięci ojca autora, inżyniera Sylwestra Sendeckiego, który zmarł w Tomaszowie Lubelskim w roku 2014. Rozmaite emocjonalne zapętlenia są zatem przez autora podsuwane bez kluczenia i wprost.

Jednak wspomniane końce (a więc i nowe początki) oraz powroty (a więc początki ponawiane) zdają się skrywać fundamentalny potencjał wewnątrzliryczny.

Kiedy bowiem przeczytamy najnowsze wiersze Sendeckiego, okaże się, że zajmują go tematy nieobce i wcześniej jego poezji, choć być może w Przedmiarze robót szczególnie intensywnie dochodzące do głosu. Tematem tym są wiersz, poezja i szerzej – literatura/ kultura jako takie. Sendecki, będąc jednym z najzagorzalszych zwolenników wolności poezji od bezpośrednich obowiązków i uwikłań polityczno-społecznych, jest jednocześnie jednym z najczulszych, najuważniejszych i najsroższych obserwatorów degeneracji, jakie grożą mentalno-językowej tkance kulturowej.

I w tytułowym Przedmiarze robót zasadniczo rzecz biorąc chodzić może o oczyszczenie pola dla czystej poezji. A czym miałaby ona być? Świadectwem osobistego losu? Zapisem jakiegoś rodzaju spostrzeżeń ogólnych? Odnotowywaniem prawidłowości? Hymnem na rzecz wyjątków? Podsuwaniem całościowych rozwiązań? Nie jestem tego pewien, i chyba jako czytelnik Przedmiaru robót też się tego nie dowiem. Bo, jak już to było kilkakroć powiedziane, na razie wszystko pozostaje w planach i zamierzeniach, a więc w przeważającej mierze – w niedookreśleniu. Pewne (chyba) może być tylko jedno: stan obecny umysłowości (szerzej: ludzkiej, węziej: polskiej) oraz wyrażającego ją języka jest na tyle niedobry, że domaga się podjęcia robót. Ale łatwo nie będzie.

Zaczyna się bowiem od tego, że ktoś (autor wiersza? podmiot liryczny?) w otwierającym tom wierszu Zapomniałem „zapomniał, jak [ów wiersz w ogóle] się zaczyna”. Albo może nawet zapomniał, jak się zaczyna cokolwiek, co zaczęcia wymaga – i już na samym początku coś się zacina, a nie zaczyna. W dodatku zaraz w następnym wierszu (Pomiar) postawiona jest krępująca sekwencja pytań: „I co się robi?// Ty wiesz?”, na które odpowiedzi bynajmniej nie padają.

Nie ma też jasności co do widoków, które są jednocześnie „prawdopodobne, nieprawdopodobne” (Kurzawa). Rozwiązania ni ulgi nie przyniosą Sceny z życia prowincji, tak umiłowanej przez opiewających je piewców małych ojczyzn. Znikąd ratunku, skoro w jednym (mentalnym i ogłoszeniowym) rzędzie stoją:

Socjologia
Kosmetologia
Europeistyka

Zarys rozwiązania pojawia się (ale tylko „jakby”) w wierszu Scat, w którym padają takie zalecenia: „Mowa rodzinna niechaj będzie ostra// Mowa rodzinna niechaj będzie z ostu”. Ale wydaje się, że to bardziej polemiczna parafraza prostodusznej recepty Miłosza niż nadzieja na nowy język, skoro sam scat to pieśń bez użycia słów.

Zresztą bardziej odautorsko brzmią słowa spoza porządku nadziei: „Językiem nie skołujesz łask”, które pojawiają się w wierszu Bardo, który, skądinąd, nie wiadomo, czy bardziej jest nazwą miasta czy stanu przejścia między śmiercią a kolejnym wcieleniem?

I tak do samego niemal końca książki rozwiązania pozostają raczej nieczytelne, a diagnozy zatrważające. Chociaż pojawia się wiersz Zaklęcie z perwersyjną, samo się znoszącą formułą: „Teraz wszystko będzie zrozumiałe/ Nie ma tu już nic do zrozumienia” oraz wiersz-koda Wiersz przedstawiający całą gamę rzeczy, spraw i stanów, którymi wiersz jest lub które wiersz robi. Prawdziwy to pokaz lirycznego przedmiaru robót w praktyce.

Ale i tu na końcu okazuje się , że:

Wiersz jest zrozumiały
Wiersz jest niezrozumiały

Więc z takim „Przedmiarem robót” trudno będzie coś zaplanować. Co wprawia w nastrój z lekka melancholijny, mimo że przystępowaliśmy do lektury, pamiętając, by nie grzeszyć łatwym optymizmem, że stan zapaści mentalno-językowych da się zmienić od ręki.

Aby jednak nie pozostawiać czytelnika tomu Marcina Sendeckiego oraz tej recenzji zupełnie bez nadziei, proponuję raz jeszcze zajrzeć do 9. rozdział Ewangelii św. Mateusza: „(…) oto przyprowadzono Mu [Jezusowi] niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu! Lecz faryzeusze mówili: Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy” i do końcówki definicji przedmiaru: „przedmiar może być następnie automatycznie użyty do tworzenia kosztorysu”.

Skoro stworzony może być kosztorys, to może pojawią się i fundusze. A jak będą fundusze, to może będzie i projekt, który uda się zrealizować… I stanie się cud, i odzyskamy mowę?

– Marcin Baran