Starość aksolotla

Jacek Dukaj
Starość aksolotla
  • Allegro
    marzec 2015
    ebook

Najnowszy utwór Jacka Dukaja dostępny jest wyłącznie w formie e-booka. Został wydany przez największą polską platformę handlu internetowego, która przedstawia to przedsięwzięcie jako możliwość zapoznania się z „nowym wymiarem książki” i nabycia „nowych czytelniczych doświadczeń”. To oczywiście tylko hasła reklamowe – niezawodnie nieprawdziwe. W istocie bowiem Starość aksolotla to klasyczna opowieść z kręgu literackiego cyberpunku poszerzona – w wymiarze czysto użytkowym – o technologiczne gadżety, czyli grafikę i hipertekstowe odnośniki. Te pierwsze w sposób nieunikniony infantylizują lekturę (ilustracje jako odpowiedź na uwiąd czytelniczej wyobraźni), te drugie, a jest ich 180, po prostu objaśniają zastosowane przez Dukaja neologizmy oraz, na podobieństwo Wikipedii, odsyłają do zasobów wiedzy naukowej (głównie z obszaru genetyki).

Na przekór innowacyjnemu, progresywnemu „opakowaniu” mikropowieść Dukaja odznacza się tradycjonalizmem – tak na płaszczyźnie fabularnej, jak i problemowej. Ostatecznie jest to jedna z wielu postapokaliptycznych i zarazem posthumanistycznych wizji przyszłości; w ekspozycji utworu przyszłości całkiem nieodległej. Oto Ziemię dotknął kataklizm w postaci kosmicznego promieniowania („nie ocalał żaden związek organiczny”), tyle że zanim całkowicie wyginęły wszelkie dotychczasowe formy życia biologicznego, niektórzy ludzie zdążyli skopiować swoją świadomość i zapobiegliwie przenieśli ją do komputerów podpiętych do sieci. Garstka ocaleńców składa się głównie z wytrawnych programistów i doświadczonych graczy komputerowych. Jednym z nich jest Grześ, pracownik działu IT bezimiennej korporacji. Ponieważ błyskawicznie rozpadły się państwa i inne znane nam formy porządku społecznego, wirtualny świat PostApo został opanowany przez kluby zrzeszające użytkowników gier sieciowych (gildie) oraz organizacje wyższego szczebla (alianse). Trwa permanentna wojna postludzkich bytów o dostęp do nielicznych czynny serwerów i źródeł elektryczności. Co ciekawe, w rzeczywistości PostApo nadal działa internet, toteż Grześ i inni transformerzy mają nieograniczony dostęp do wielkich archiwów wiedzy. Na tym gruncie kiełkują rozważania o możliwości odbudowania cywilizacji sprzed globalnej katastrofy oraz – szerzej – wyłonienia się jakiegoś nowego gatunku, który zastąpiłby człowieka. W tym kontekście pojawia się tytułowa metafora aksolotla, czyli formy życia, która nigdy nie osiąga dojrzałości, pozostając – jak pewien rzadki płaz – w stadium larwalnym. Myśl Dukaja zdaje się podążać w tym kierunku: koniec życia biologicznego, w tym przede wszystkim człowieczeństwa, jakie znamy, jest początkiem innego życia, które najczęściej nazywamy wirtualnym, ale jednocześnie ta nowa jakość nie może być uznana za formę, by tak rzec, docelową (w pełni dojrzałą). W ten sposób pisarz przekracza horyzont tradycyjnej opowieści cyberpunkowej – mniej go interesuje rzeczywistość PostApo, bardziej to, co się z niej może wyłonić; oczywiście w ramach literackiej fantazji, nieźle tutaj rozpisanej.    

Jak każda niebanalna opowieść cyberpunkowa Starość aksolotla żywi się całkiem aktualnymi i bynajmniej niewydumanymi lękami, spośród których obawa, że myślące maszyny i samoświadome programy komputerowe są o krok od emancypacji i przejęcia kontroli nad naszym światem, nie wydaje się najważniejsza. W centrum mikropowieści Dukaja znalazł się przecież jej główny bohater – jego nastroje, a zwłaszcza jego smutek czy też przejmująca melancholia. Koniec świata – zwany w Starości… chyba nieprzypadkowo Zagładą – jest przeżywany przez Grzesia (nigdy Grzegorza!) nad wyraz osobiście, bez mała intymnie. To, w jaki sposób ocalał z Zagłady, brzmi niepokojąco znajomo, wszak wcielił się w humanoidalnego robota i zaczął przemieszczać przestrzenie wykreowane przez programistów lub wcześniejszych wizjonerów, z twórcami Łowcy androidów na czele. Zupełnie tak, jak wielu współczesnych – szukających ocalenia w światach, które nie istnieją, ale z jakichś powodów jawią się nam jako lepsze od tych na wyciągnięcie ręki.

– Dariusz Nowacki