Żona dyplomaty

14.12.2015 Michał Rzecznik, Leszek Wicherek
#
  • Widnokrąg
    październik 2015
    scenariusz: Michał Rzecznik
    rysunki: Leszek Wicherek
    176 x 250
    32 strony
    oprawa: miękka
    ISBN 978-83-942952-4-0

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak naprawdę wygląda praca Milicji Obywatelskiej? Za radiowymi i telewizyjnymi doniesieniami o schwytaniu groźnych przestępców czy rozbiciu bandyckich szajek kryje się trud anonimowych oficerów, podoficerów i szeregowych, którzy czuwają nad naszym bezpieczeństwem – to wbrew pozorom nie cytat z milicyjnej broszurki propagandowej, wydanej w czasach PRL, ale z okładki tegorocznego komiksu pt. Żona dyplomaty, którego akcja osadzona jest w niezbyt odległej epoce stacjonarnych telefonów z tarczą.

Autorzy piszą dalej: Oddajemy w Wasze ręce komiks, który przybliży kulisy działania jednego z takich zespołów. Przekonacie się, że choć świat przestępczy nigdy nie śpi, my – dzięki takim ludziom, jak por. Bogusław Kot – możemy spać spokojnie. I choć brzmi to dziś niewiarygodnie, to opisana na okładce problematyka jest przedstawiona w komiksie niemal zupełnie na serio. Odpowiedzialny za scenariusz Michał Rzecznik oraz rysownik, Leszek Wicherek, zadali sobie dużo trudu, aby upodobnić Żonę dyplomaty do popularnych w PRL komiksów z przygodami kapitana Żbika. Ukazująca się w latach 1967-1982 nakładem wydawnictwa Sport i Turystyka seria miała za zadanie poprawienie wizerunku milicji w oczach młodego pokolenia Polaków. 53 zeszyty rysowane m.in. przez Grzegorza Rosińskiego, Bogusława Polcha czy Jerzego Wróblewskiego rozeszły się w łącznym nakładzie ponad 11 milionów egzemplarzy, kształtując zbiorową wyobraźnię kilku pokoleń Polaków.

Żbik to najbardziej udana kreacja milicjanta w peerelowskiej popkulturze. Nie ma w nim chamstwa Borewicza, ani fajtłapowatości kapitana Sowy. Żbik – zwłaszcza rysowany przez Rosińskiego – miał w sobie skromną elegancję PRL-owskiego inteligenta, nienaganną, ale pozbawioną ekstrawagancji. – pisał w „Gazecie Wyborczej" Wojciech Orliński. Główny bohater Żony dyplomaty, porucznik Bogusław Klaudiusz Kot, jest w oczywisty sposób inspirowany Żbikiem, trudno jednak rozstrzygnąć, czy miał być jego parodią, czy raczej swoistym hommage dla postaci stworzonej w latach 60. przez Władysława Krupkę. Podobieństw da się wyłapać aż nadto – począwszy od 32-stronicowej objętości albumu, poprzez cykliczną formułę (zaplanowano 12 zeszytów), na konstrukcji fabuły skończywszy. Tytuł komiksu Rzecznika i Wicherka powinien w zasadzie brzmieć Kot #1 Żona dyplomaty, co sugeruje ikonka kota na okładce, a skrzętnie odnotowały portale poświęcone tematyce komiksowej.

Na stronie wydawnictwa Widnokrąg, znanego dotąd głównie z książek dziecięcych, lecz w ostatnich latach odważnie wchodzącego w segment komiksowy (88/89 Rzecznika i Surmy, Maja z Księżyca Katarzyny Babis), przy Żonie dyplomaty widnieje opis: komiks milicyjny dla młodzieży i dorosłych. Trudno brać to na serio, więc zakładam, że pozycja ta jest skierowana przede wszystkim do dzisiejszych trzydziestolatków, wychowanych na siermiężnych powieściach, filmach, serialach i komiksach kryminalnych okresu PRL. Wskrzeszenie gatunku, jakim jest komiks milicyjny, ma dziś wartość przede wszystkim sentymentalną, nie można wszak odmówić autorom gracji, z jaką odmalowali realia epoki. Składają się na nie w równej mierze maszyny do pisania, telefony z tarczą, szklanki w koszyczkach i butelki na mleko, co cytaty z Broniewskiego i Ważyka. Jest i okienko na świat za Żelazną Kurtyną w postaci czasopisma Ameryka, czytanego przez dyplomatę oraz Pepsi-Coli, w której gustuje jego żona.

Żona dyplomaty jest jak dowcip wypowiedziany z kamienny twarzą, tak poważnym tonem, że nie bardzo wiadomo, czy wypada się zaśmiać. Biorąc ten album do ręki, spodziewałem się zabawy konwencją w rodzaju wydanego przed ponad dekadą zbiorku pt. I co dalej kapitanie? lub zeszytu Kim jest Biała Mewa? Michała Śledzińskiego. Te jednak były bezpośrednimi odwołaniami do Żbika, zaś Rzecznik i Wicherek proponują czytelnikom coś zupełnie innego – estetyczny mash-up z zupełnie nowym bohaterem. Właściwie tylko dwa momenty w komiksie zdradzają, że autorzy dokonują pewnego rodzaju remiksu: całostronicowa reklama 49 opowiadań Ernesta Hemingwaya oraz sekwencja snu złożona wyłącznie z onomatopei utrzymanych w kwasowej estetyce lat 70. Póki co akcja rozwija się leniwie, jak przystało na kryminał rodem z PRL, więc na wyjaśnienie intrygi przyjdzie nam poczekać do premiery kolejnego zeszytu. Jeśli ktoś preferuje klasycznego Żbika, to w styczniu ukaże się wznowienie Pięciu błękitnych goździków (1968) – ja jednak będę wypatrywał dalszych losów Bogusława Klaudiusza Kota.

- Artur Wabik