Daredevil: Żółty

03.08.2015 Jeph Loeb, Tim Sale
#
  • Mucha Comics
    scenariusz: Jeph Loeb
    rysunek: Tim Sale
    kolor: Matt Hollingsworth
    tłumaczenie: Marek Starosta
    170x260
    144 strony
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-61319-54-2

Od 1964 r. przygody Daredevila pisali wybitni scenarzyści, jak Stan Lee, Frank Miller, Brian Michael Bendis czy Ed Brubaker, ale dopiero sukces serialowej adaptacji przysporzył temu bohaterowi rzeszy fanów, którzy zapewne chętnie sięgną teraz po komiks Daredevil: Żółty, ukazujący genezę tej postaci. W dodatku w nieco innej wersji niż serial.

Autorzy komiksu, Jeph Loeb i Tim Sale, są specjalistami od tzw. origins, czyli historii opisujących mity założycielskie ikonicznych postaci amerykańskiej popkultury. Po serii fenomenalnych komiksów o Batmanie (Długie Halloween, Mroczne Zwycięstwo), zrealizowanych w drugiej połowie lat 90. dla wydawnictwa DC, przyszła kolej na bohaterów z uniwersum Marvela. W latach 2001-2004 duet stworzył cykl historii przypominających i reinterpretujących początki kluczowych postaci z „wesołej zagrody” Stana Lee – Daredevil: ŻółtySpider-Man: Niebieski i Hulk: Szary. Wszystkie historie z serii „kolorów” oparte są na podobnym schemacie: zamiast pościgów i bijatyk autorzy skupiają się na emocjach i prywatnym życiu superbohaterów. Na polski rynek jako pierwszy trafił w ubiegłym roku drugi chronologicznie album, a więc  Spider-Man: Niebieski. Opowiedziana w formie listu Petera Parkera do Gwen Stacy historia rzuca nowe światło na skomplikowane relacje emocjonalne pomiędzy młodym człowiekiem-pająkiem, jego przyjaciółmi, pierwszą miłością, a przyszłą żoną – Mary Jane Watson. Tytułowy „niebieski” odnosi się do melancholijnego nastroju opowieści.

Podobnie skonstruowany jest album pt. Daredevil: Żółty, w którym Matt Murdock, obrońca nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen, wspomina początki swej kariery, kiedy to przez krótki czas nosił żółty kostium. Listy Murdocka do Karen Page portretują przede wszystkim dwie najważniejsze dla bohatera osoby – ojca, „Walecznego” Jacka Murdocka oraz samą adresatkę. Choć zabieg ten jest łudząco podobny do zastosowanego w albumie Spider-Man: Niebieski, to sprawdza się doskonale. W końcu Peter Parker nie jest jedynym bohaterem Marvela, w którego życie osobiste warto się zagłębić. Żółty jest kolorem kojarzonym z zazdrością, co znajduje swoje odbicie w fabule – wszak drugim admiratorem Karen jest najbliższy przyjaciel i wspólnik Murdocka, Foggy Nelson. Widzowie serialu mogą zastanawiać się, w którym momencie Daredevil nosił żółty strój. Pod koniec pierwszego sezonu zamienia przecież noszoną dotychczas na głowie chustę na pełen kostium w kolorze czerwonym, z charakterystycznymi rogami na głowie. Z komiksu dowiadujemy się, że strój był początkowo żółty, zaś za jego zmianę jest odpowiedzialna Karen, która lubiła kolor czerwony. Tego typu drobne różnice fabularne są normą w rozbudowanym uniwersum Marvela.

Podczas lektury komiksu Daredevil: Żółty warto pamiętać o kontekście tej publikacji. Jesień 2001 r. upłynęła pod znakiem ataków terrorystycznych na World Trade Center. Czytelnicy w USA oczekiwali pokrzepienia w popkulturze, więc dobrze przyjęli historię o osobistej stracie i bohaterze powstającym z popiołów. Z trzech albumów, jakie do tej pory zrealizowali Loeb i Sale, Daredevil: Żółty uważany jest za najlepszy. Wydaje mi się jednak, że odbiór tego komiksu w Polsce będzie uzależniony przede wszystkim od osobistych preferencji czytelników. Postać Daredevila nie była dotąd – choć właśnie zmienia się to za sprawą serialu – tak popularna w Polsce, jak Spider-Man. Jest jednak logicznym drugim wyborem, jako zdecydowanie bardziej rozpoznawalna niż Hulk. W ubiegłym roku w USA ukazało się zbiorcze wydanie wszystkich trzech „kolorów”. W Polsce jak dotąd każdy z nich trafiał do innego wydawcy. We wrześniu tego roku w USA ukaże się kolejny album z cyklu – zapowiadany od kilku lat Captain America: White. Miejmy nadzieję, że zdecyduje się na niego któryś z krajowych wydawców. Pomimo, że albumy te stanowią odrębne całości, to warto zapoznać się ze wszystkimi.

Wiwisekcja osobowości i życia prywatnego superbohaterów może być szczególnie interesująca dla czytelników, którzy dorastali w rytmie wydań kioskowych lat 90. Pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków, wychowane na marvelowskich postaciach, a dziś często wychowujące już własne dzieci, wchodzi właśnie w etap wspomnień o bezpowrotnie utraconej młodości. Tęsknoty za czasami, kiedy wydawało się, że bycie superbohaterem jest bardziej rozrywką niż obowiązkiem. Autorzy „kolorów” bezbłędnie uchwycili moment, w którym – jak pisze Tomasz Miecznikowski – przygody superbohaterów przestają być opowieściami tylko dla dzieciaków. Bowiem dla superbohaterów, tak jak i dla zwykłych ludzi, przychodzi czas końca niewinności.

– Artur Wabik