Dżihad

11.06.2015 Igor Baranko
#
  • Scream Comics
    maj 2015
    240 x 320
    144 strony
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-941-8011-9

Ukraina jest szczeliną pomiędzy światami. Pomiędzy Rosją i Europą, pomiędzy wschodem i zachodem, lewą i prawą półkulą mózgu... – mówi wdowa po komisarzu Nojonie, mongolskim lamie z sekty Bon-Po, który był ostatnim znanym wcieleniem Czyngis-Chana.

Jest tu także mumia Lenina, klon Izaaka Newtona, napromieniowani czeczeńscy bojownicy, świetliste kręgi Obcych oraz niespełniony pisarz science-fiction, który został tyranem Wielkiej Rosji. Przesada? Może odrobinę, ale Dżihad Igora Baranki to dobrze przemyślana opowieść, w której wszystko to trzyma się kupy. Socjalizm i mistycyzm w pierwszej chwili nie wyglądają na idealną parę, ale autorzy komiksów coraz częściej zestawiają ze sobą te porządki. Trwa postmodernistyczna eksploatacja fabularna okresu rewolucji bolszewickiej, schyłku caratu i właściwego początku XX w. Przykładem może być opisywany przeze mnie przed miesiącem komiks pt. Niesłychane Losy Ivana Kotowicza czy nagrodzony niedawno nagrodą im. Henryka Sienkiewicza album pt. Zdarzenie. 1908 Jacka Świdzińskiego.

Urodzony w 1970 r. w ZSRR Baranko ma życiorys równie ciekawy, co jego bohaterowie. Po rozstaniu z armią radziecką trafił na Syberię, gdzie przez jakiś czas był członkiem społeczności buddyjskiej. Po rozpadzie Związku Radzieckiego wrócił na Ukrainę, gdzie niespodziewanie wygrał w loterii wizowej zieloną kartę. Pod koniec lat 90. mieszkał już w Kalifornii, gdzie zaczął rysować komiksy dla amerykańskiego oddziału francuskiego wydawnictwa Les Humanoïdes Associés. Wychowany na historiach z magazynu „Métal hurlant" Baranko bez trudu odnalazł się w stajni Humanoidów. Jednak sama Ameryka nie była tym, czego się spodziewał. „Amerykański Sen” krył w sobie rzeczywistość równie brutalną jak ta, którą zostawił za sobą w Europie. Krótko po ukazaniu się Dżihadu podjął decyzję o powrocie do Kijowa.

Kiedy w 2012 r. zostałem poproszony o napisanie scenariusza do komiksu będącego adaptacją powieści ukraińskiego pisarza Serhija Żadana, miałem słabe pojęcie o wschodniej Ukrainie. W swoich wcześniejszych wyprawach dotarłem najdalej na Krym, a i ten oglądałem jedynie z perspektywy turysty. Czytając Woroszyłowgrad byłem przekonany, że zgrabnie doprawiona nomadyczną, orientalną estetyką postsowiecka sceneria powieści musi być literacką fikcją. Słowiańską wersją realizmu magicznego, schedą po Márquezie, Cortázarze i Bułhakowie, ewentualnie echem starszego od Żadana o dekadę Pielewina. Kiedy przyjechałem do Ługańska (dzisiejsza nazwa Woroszyłowgradu), zdałem sobie sprawę, że ten koktajl, który dotąd miałem za wytwór wyobraźni autora, na wschodniej Ukrainie istnieje naprawdę.

W cieniu płaskorzeźb portretujących radzieckich zdobywców kosmosu odbywają się tam koncerty elektro-folku, w wykonaniu muzyków o twarzach, torsach i dłoniach pokrytych pismem runicznym. U stóp pomników kroczącego Lenina, pośród płonących koksowników, na pękatych bębnach grają ubrani w stroje ludowe emigranci z Afryki. Panuje tam szalony, porywający eklektyzm. Sercem ługańskiego uniwersytetu jest pokryta złotymi kopułami cerkiew, wokół której z ziemi wyrasta lapidarium pogańskich posągów wotywnych z X wieku. Pod każdym zaś płonie świeczka, leży racuch lub pieniążek. Tak studenci proszą wszystkich możliwych bogów o pomyślność na egzaminach, lub raczej prosili – zanim wtargnęła tam wojna.

Wydawca Dżihadu, debiutująca na rynku oficyna Scream Comics, powołuje się na trwający od lutego 2014 r. konflikt rosyjsko-ukraiński jako istotny kontekst dla wydania komiksu Baranki w Polsce. Nieoczekiwanie, dwadzieścia lat po odzyskaniu pełni niepodległości, stajemy oko w oko z odradzającym się imperializmem. Uśpiony dotąd rosyjski  niedźwiedź pokazuje kły – czytamy na tylnej okładce albumu. Faktycznie, choć Baranko tworzył tę opowieść przeszło dekadę temu, to obecnie nabiera ona nowego wydźwięku. Szczególnie czytana z perspektywy Polski, do której informacje na temat nastrojów w Rosji docierały przede wszystkim przy okazji telewizyjnych migawek z działań zbrojnych. Najpierw w Czeczenii, później w Gruzji, a w ostatnim roku także na Ukrainie.

W czym tkwi istota imperializmu i czy Rosja skazana jest na dyktaturę? – to pytania, które coraz częściej zadają sobie ludzie nie tylko w Polsce, ale także w krajach niegraniczących bezpośrednio z Rosją. Do melancholijnego Wowgradu Serhija Żadana bezceremonialnie wkroczył brutalny Dżihad Igora Baranki. Zapomniane na dwie dekady przez Rosjan, Ukraińców i całą Europę peryferia dawnego imperium nagle znalazły się w centrum uwagi świata. Groteskowa, futurystyczna wizja Baranki nabiera odcieni grozy. Władimir Putin być może nie jest jeszcze tak szalony, jak Ivan Apelsynow z komiksu, ale po przywróceniu komunistycznej retoryki i rehabilitacji Stalina można się już spodziewać wszystkiego – nawet kanonizacji Czyngis-Chana.

Estetycznie Dżihad jest zbliżony do najsłynniejszych komiksów wydawnictwa Les Humanoïdes Associés – Incala, Technokapłanów czy Metabaronów. To zresztą od kilku wykonanych na szybko szkiców do jednej z historii Alejandro Jodorowsky'ego zaczęła się kariera Baranki pod tym szyldem. Zarówno w konstrukcji świata Dżihadu, jak i warstwie graficznej komiksu wyczuwalne są także inspiracje twórczością Enki Bilala. Widać wyraźnie, że „Trylogia Nikipola" wywarła w swoim czasie na Barance ogromne wrażenie. To jednak nie jest zarzut, ponieważ Baranko operuje nieco innymi niż Bilal narzędziami – płaską plamą barwną i wyrazistą linią konturową. Polskie wydanie ma bardzo duży format, jest starannie opracowane i wydrukowane. Bez wątpienia zaspokoi wymagania fanów komiksu frankofońskiego spod znaku trzech masek.

– Artur Wabik