47 Roninów

27.04.2015 Mike Richardson, Stan Sakai
#
  • Egmont
    luty 2015
    seria wydawnicza
    : "Mistrzowie Komiksu"
    ilustracje: Stan Sakai
    przekład: Krzysztof Uliszewski
    152 x 228
    152 strony
    ISBN: 978-83-281-0236-1

Znać tę historię, to znać Japonię – głosi stare japońskie powiedzenie, zarazem motto na stronie tytułowej komiksu 47 Roninów. Rzeczywiście, jest w nim wszystko, co kojarzy nam się z feudalną Japonią – samuraje, katany, kimona, kodeks bushidō, a nawet sam Szogun. Przede wszystkim jednak to opowieść o honorze i śmierci.

Samuraj nie boi się zginąć, boi się utracić twarz. W 1701 r. utracił ją, wraz z całym majątkiem i prawem dziedziczenia, pan zamku Ako, Asano Takumi-Naganori. Taka hańba rozciąga się na cały klan, nawet jeśli jego głowa popełni honorowe samobójstwo. Wkrótce do zamku Ako przybywają więc wysłannicy Szoguna, aby wygnać z niego służbę i rodzinę Asano. 47 Roninów opowiada o wiernych wojownikach, którzy pragną pomścić swego pana, zgodnie z zasadami kodeksu honorowego. Ich celem staje się odpowiedzialny za upadek klanu urzędnik dworski, Kira Yoshinaki. Opowieść o 47 roninach jest częścią dziedzictwa kulturowego Japonii. Wielokrotnie adaptowano ją literacko, filmowo, a także w formie sztuk teatralnych czy opery. Do dziś nie jest jasne, czy przedstawieni w niej bohaterowie w rzeczywistości posiadali przypisywane im cechy charakteru. Być może Asano nie był aż tak szlachetny, a Kira aż tak nikczemny, jak pokazano to w komiksie. Jednak ta wspaniale udokumentowana i zilustrowana powieść graficzna przedstawia jedną z najpopularniejszych wersji.

Głównym bohaterem komiksu jest zarządca zamku Ako, Oishi Kuranosuke Yoshio. Warto jednak zwrócić uwagę na szkatułkową formę opowieści – narratorem jest wszak ktoś zupełnie inny. Za scenariusz komiksu odpowiada Mike Richardson, współwłaściciel wydawnictwa Dark Horse, wielbiciel Japonii i tradycyjnych opowieści o samurajach. Z wywiadów umieszczonych na końcu albumu wynika, że legendę o 47 roninach usłyszał po raz pierwszy w połowie lat 80. od swojego wspólnika, Randy'ego Stradleya. Odtąd myśl o wydaniu tej historii w formie komiksu nieustannie towarzyszyła Richardsonowi, który na kolejne 25 lat skupił się na wprowadzeniu Dark Horse do czołówki amerykańskich wydawnictw komiksowych. Wielokrotnie podróżował do Japonii, gdzie odwiedzał miejsca związane z opowieścią o roninach – m.in. świątynię Sengaku-ji, gdzie zostali pochowani, oraz dom Kiry, gdzie rozgrywa się finałowa scena komiksu. Podczas jednej z tych podróży Richardson poznał twórcę mangi „Samotny Wilk i Szczenię”, Kazuo Koikego, który zaoferował mu pomoc w opracowaniu jednolitej wersji wydarzeń (jego nazwisko widnieje nawet na okładce albumu). Pozostało tylko wytypowanie rysownika.

Od początku Richardson planował zaangażowanie autora z USA lub Japonii – szukał jednak przede wszystkim osoby obeznanej ze zwyczajami, strojami i sytuacją polityczną epoki. Dopiero w 2005 r. zdał sobie sprawę, że idealny partner do tej współpracy – Amerykanin japońskiego pochodzenia, Stan Sakai, od 15 lat pracuje dla Dark Horse. Zaskoczony Sakai z entuzjazmem przyjął propozycję odpoczęcia od swojej flagowej serii „Usagi Yoimbo”. Był też pod wrażeniem ogromu pracy dokumentacyjnej, jaką wykonali dotąd Richardson i Koike, choć posiadał przecież niemało własnych materiałów, z których korzystał przy pracy nad Usagim. Nienawykły do rysowania ludzkich twarzy Sakai postanowił oprzeć je na drzeworytach Ogaty Gekko, co mieściło się w pierwotnej koncepcji Richardsona. Kiedy rysowałem ludzi, musiałem ciągle powtarzać sobie: pięć palców, pięć palców. – wspomina Sakai, którego zwierzęcy bohaterowie mają po cztery palce. 47 Roninów jest też jedynym jak dotąd komiksem pełnometrażowym, który Stan Saki zrealizował według czyjegoś scenariusza, a także jedynym w kolorze. Wszystko to sprawia, że album jest niezwykle atrakcyjny dla fanów tego twórcy.

Odpowiedzialny za kolory Lovern Kindzierski dodał nieco realizmu rysunkom Sakaiego. Kolory  kładzione są płaską plamą barwną, choć w tłach niekiedy pojawiają się przejścia tonalne. Dobrze współgra to z kreską Stana, który nie używa charakterystycznych dla mangi rastrów. Utrzymany w pastelowej palecie kolor jest położony bardzo równo – nie podbija istotnych fabularnie zdarzeń, jak to często zdarza się w amerykańskim komiksie superbohaterskim. Ten kolorystyczny spokój i harmonia wydają się bardzo orientalne; pasują do nastroju i estetyki opowieści. Sakai w kolorze wypada chyba nawet lepiej niż bez. Egmont Polska zdecydował się zachować fenomenalną okładkę wydania zbiorczego, ze wszystkimi zastosowanymi w niej pierwotnie rozwiązaniami technicznymi – okleiną papierową imitującą płótno, o wyraźnie wyczuwalnych pod palcami splotach, tłoczeniem pod monochromatyczną ilustracją okładkową, oraz tzw. lakierem puchnącym, położonym miejscowo (imituje plamę krwi przecinającą tytuł). Na polskim rynku nie brak dopracowanych edytorsko pozycji, ale zwyczaj możemy znaleźć je w portfolio mniejszych wydawnictw, których oferta skierowana jest do kolekcjonerów. Album zawiera ponadto galerię okładek wydań zeszytowych, dodatkowe szkice i wywiady z autorami.

– Artur Wabik