Garaż Hermetyczny

22.12.2014 Moebius
#
  • Scenariusz: Moebius
    Rysunki: Moebius

    Egmont
    Warszawa, listopad 2014
    Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
    ISBN: 978-83-281-0275-0
    120 stron
    320x240
    druk: kolor
    oprawa: twarda

Jego komiksami inspirował się William Gibson wymyślając świat Neuromancera, oraz Ridley Scott, kiedy reżyserował kultowego Łowcę Androidów. Hayao Miyazaki przyznaje, że pod jego wpływem powstała epicka Nausicaä. Jean Moebius Giraud jest więc jednocześnie duchowym ojcem cyberpunka, jak i słynnego japońskiego studia Ghibli. Do księgarń trafiło właśnie polskie wydanie jednego z najważniejszych jego dzieł – Garażu Hermetycznego.

Moebius był jednym z kluczowych twórców komiksu europejskiego, którego wpływ rozciąga się daleko poza ramy tego gatunku. Oprócz setek plansz komiksów, pozostawił po sobie storyboardy i rysunki koncepcyjne do kilku głośnych filmów science-fiction, takich jak Obcy, Tron, Willow, Otchłań, Piąty Element, czy niezrealizowana nigdy adaptacja Diuny Franka Herberta, w reżyserii Alejandro Jodorowsky'ego. Znajomość z tym ostatnim zaowocowała wieloletnią współpracą w obszarze komiksu, dzięki której powstała przede wszystkim seria Incal. Od 2008 r. czytelnicy w Polsce mieli okazję zapoznać się z dużą częścią dorobku komiksowego artysty, jednak jego główny polski wydawca, Egmont Polska, najsmaczniejszy kąsek pozostawił na koniec. Garaż Hermetyczny, w zbiorowej świadomości fanów komiksu znany bardziej jako Feralny Major, ukazywał się pierwotnie w latach 1975-1979, w odcinkach, na łamach magazynu komiksowego Métal hurlant, który był oryginalną, francuską wersją słynnego Heavy Metalu. „Podwójny” tytuł Garażu tłumaczy szerzej w posłowiu do albumu jego tłumacz i znawca komiksu frankofońskiego, Wojciech Birek – „Mimo ostentacyjnej obecności na winietach większości odcinków napisu Garaż Hermetyczny Jerry'ego Corneliusa, opowieść funkcjonowała też pod tytułem Feralny Major, który pojawił się tylko na stronie tytułowej pierwszej historyjki, od której zaczyna się niniejszy album. Ta dwoistość znajduje odzwierciedlenie w równoległości wątków skupionych wokół postaci dwóch głównych bohaterów, których rywalizacja stanowi oś fabuły.”

„Lubię farsę, ale także melodramat profetyczny. I opowieść kosmiczną.” – deklaruje Moebius we wstępie do komiksu. Już sam jego tytuł zakrawa na parodię, gdyż ów garaż nie odgrywa w nim właściwie żadnej roli. „Dwie pierwsze plansze tego albumu narodziły się w moim umyśle jako żart rysunkowy, dowcip, mistyfikacja. Nie mogły i nie powinny dokądkolwiek prowadzić, nie wymagały kontynuacji.” – wyznaje dalej. Stało się jednak inaczej. W połowie lat 70. wspomniane  plansze wpadły w ręce Jeana-Pierre'a Dionneta, redaktora naczelnego świeżo powstałego wydawnictwa Les Humanoïdes Associés, którego pierwszym dużym projektem był magazyn Métal hurlant. Dionnet opublikował rysunki i od razu zamówił kolejne. Zaabsorbowany innymi sprawami Moebius nie zdołał przygotować ich na czas – „Wpadłem w panikę. Przez dwa dni pracowałem jak szalony, jednakże nie posiadałem fotokopii pierwszych stron, więc narysowałem dwie następne, nie wiedząc, czy będą spójne z poprzednimi. Cały Garaż powstał w atmosferze podobnego chaosu...” Opowieść o majorze Grubercie to strumień świadomości o surrealnym, absurdalnym zabarwieniu. Logika snu jest tu tylko nieznacznie oszlifowana kamieniem węgielnym fabuły. Moebius przyznaje, że tworząc kolejne odcinki „często znajdował się w stanie lekkiej egzaltacji.” Trudno się temu dziwić. Wiadomo wszak, że już dziesięć lat wcześniej, podczas swoich podróży do Meksyku miał styczność z grzybami psylocybinowymi. Paryż w latach 70. był na permanentnym tripie, wywołanym wszystkimi znanymi wówczas ludzkości psychodelikami. W tym samym czasie po drugiej stronie oceanu Robert Crumb zarzucał kwasy, po czym na łamach undergroundowego magazynu Zap rzucał wyzwanie autocenzurze w komiksie amerykańskim.

„W Garażu Hermetycznym chciałem złożyć hołd superbohaterom z komiksów amerykańskich. Mam do nich ambiwalentny stosunek: z jednej strony uważam superherosów za kreacje infantylne, z drugiej zaś sądzę, że są ucieleśnieniem naszych najgłębszych marzeń o sprawiedliwości, lataniu, pięknie, a to już nie jest infantylizm, lecz cudowna domena dzieciństwa.” – konkluduje Moebius. Polskie wydanie Garażu jest opracowane na podstawie edycji przygotowanej w 1986 r. na rynek amerykański przez wydawnictwo Marvel. Plansze, publikowane w prasie w czerni i bieli, zostały w tym celu pokolorowane, co spotkało się z krytyką we Francji, ale spodobało się czytelnikom w USA. Dwa lata później, podczas konwentu komiksowego w San Diego doszło do spotkania Moebiusa z legendarnym współtwórcą Marvela, Stanem Lee. Niespodziewanym efektem niezobowiązującej rozmowy przy obiedzie stał się komiks Silver Surfer: Przypowieść, który polscy czytelnicy mogli poznać dokładnie 15 lat temu, jako pierwszy komiks Moebiusa wydany w Polsce. Lee od lat podziwiał talent Moebiusa, znając jego prace z magazynu Métal hurlant. Kiedy padła propozycja współpracy, Moebius, ku uciesze Stana Lee, sam wskazał na Silver Surfera. „Osobliwa poetyka ilustracji Jeana doskonale współgrała z filozoficzną naturą tej postaci” –  napisał Lee w posłowiu do albumu, a także – „czytelnicy tęsknili za quasi-religijnym tonem pierwszych komiksów z Silver Surferem”. Fabułę Lee oparł na popularnej w tamtym czasie koncepcji: przybycie obcych będzie początkiem nowej religii i nowego ładu na ziemi. Było to bliskie przekonaniom samego Moebiusa, który w tamtym czasie coraz mocniej interesował się kosmologią. „Silver Surfer okazał się najtrudniejszym wyzwaniem, przed jakim kiedykolwiek stanąłem” – napisał Moebius, kiedy album był już gotowy. 50-stronicowy komiks artysta tworzył od początku w kolorze, wiedząc już o wymogach rynku. Po raz pierwszy pracował ze scenarzystą w modelu amerykańskim, na ścisłych wzorach wyglądu postaci. Głównym problemem Moebiusa był fakt, że Surfer nie był bezpośrednim wytworem jego wyobraźni, lecz innych rysowników, jak Jack Kirby czy John Buscema. Miał wiele obaw – „Wydaje mi się, że Amerykanie będą widzieli w Przypowieści produkt europejski, a na przykład Francuzi – amerykański.” Nie przeszkodziło to w wyróżnieniu komiksu prestiżową nagrodą Eisnera.

W 2008 r. Jean Moebius Giraud odwiedził Polskę. Na cztery lata przed śmiercią, a więc niejako w ostatniej chwili. Dzięki inicjatywie wydawcy i organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, polscy czytelnicy mieli okazję do jedynego spotkania z Mistrzem. Setki osób otrzymało autografy, zaś nieliczni szczęśliwcy mogą poszczycić się oryginalnym rysunkiem lub zdjęciem z artystą. Mało kto mówi o tym otwarcie, ale Mistrz był nieco szalony. W latach 80. ostatecznie zrezygnował z substancji psychoaktywnych, został wegetarianinem i wraz z rodziną osiedlił się na Tahiti. Na jakiś czas związał się z kosmologiczną sektą Iso-Zen, o której do dziś niewiele wiadomo. W filmie dokumentalnym Moebius Redux: A Life in Pictures z 2007 r. tak wspominał ten epizod – „Moja rodzina i ja byliśmy w tej grupie przez 4-5 lat. Nie zawsze było łatwo. Niekiedy byliśmy proszeni o robienie trudnych psychicznie i moralnie rzeczy. Niektóre z tych rzeczy były na granicy. Oczywiście jest granica, która nie może zostać przekroczona – granica ludzkiej godności.” Z tego okresu pozostało Moebiusowi zainteresowanie psychoterapią i „instynktoterapią”. W latach, które nastąpiły po odejściu z sekty, zrodziło się z tego poszukiwanie bardziej „obiektywnego” sposobu rysowania, poszukiwanie czystości poprzez sublimacje ego, w czym pobrzmiewają echa myśli buddyjskiej. Postać majora Gruberta z Garażu Hermetycznego jest uosobieniem twórcy, przekraczającego, czy też odkrywającego kolejne drzwi, przejścia i poziomy własnej wyobraźni. Już w tym albumie pojawia się sugestia istnienia Świata Moebiusa, który miałby pełnić nadrzędną rolę nad wszystkimi innymi, wykreowanymi dotychczas przez artystę. W latach 2000-2010 Moebius poszedł dalej. Na kartach 700-stronicowej autobiograficznej opowieści fantasy pt. Inside Moebius umieścił zarówno bohaterów, którzy towarzyszyli mu przez całe życie – Blueberry'ego, Arzacha, Gruberta i innych – jak i samego siebie, uwięzionego pomiędzy światami, które sam wymyślił.

W Garażu Hermetycznym na szczególną uwagę zasługuję winiety, będące artefaktem prasowej formuły pierwodruku. Elementy liternicze niekiedy utrzymane są w secesyjnej estetyce, niekiedy przypominają sklepowe szyldy, czasem zaś okładki płyt lub graffiti – zawsze jednak stanowią integralną część szaty graficznej komiksu. Kryją się w nich często żarty sytuacyjne lub formalne,  wplecione są fragmenty fabuły, streszczenia poprzednich epizodów, często absurdalnie lakoniczne, jak np.: „Garaż jest hermetyczny”. Wielkie gratulacje dla polskiego wydawcy z ogrom pracy włożonej w przerysowanie winietek tak, abyśmy mogli cieszyć się nimi w języku polskim. Garaż Hermetyczny to bez wątpienia jedna z najciekawszych pozycji roku 2014.

Artur Wabik