To była wojna okopów

24.11.2014 Jacques Tardi
#
  • Scenariusz: Jacques Tardi
    Rysunek: Jacques Tardi

    Centrala, 2014
    Tłumaczenie: Katarzyna Dargiel
    225 x 290
    128 stron
    czarno-białe
    Okładka twarda
    ISBN: 978-83-63892-36-4

Deszcz, błoto, rozkładające się ciała, wszy i szczury oraz spadające z nieba przez cały dzień i noc pociski artyleryjskie. Tak wyglądała każda doba tego, co ówcześni nazywali Wielką Wojną, a my wspominamy dziś jako I Wojnę Światową, wynalazku, który najwyraźniej się spodobał. W setną rocznicę wydarzeń, które przyniosły śmierć 30. milionom ludzi, przypomina nam o nich Jacques Tardi.

To w Sarajewie zaczyna się XX wiek, wiek uprzemysłowienia śmierci – pisze autor we wstępie do komiksu pt. "To była wojna okopów", który właśnie ukazał się na polskim rynku nakładem londyńskiego wydawnictwa „Centrala”. Album ten jest zbiorem krótkich opowieści, sytuacji pokazanych w sposób niechronologiczny, które wspólnie składają się na ponury krajobraz życia codziennego w okopach I Wojny Światowej. Życia po obu stronach linii frontu, ponieważ Tardi nie faworyzuje żadnej, wychodząc z założenia, że interesuje go wyłącznie człowiek i jego cierpienie. W kadrach zobaczymy więc nie tylko Francuzów, Niemców i Anglików, ale także Belgów, Włochów, Rosjan, Amerykanów, Kanadyjczyków, przybyszy z Afryki czy Indochin, a nawet egzotycznych, owiniętych turbanami Sikhów. Wszystkich ich łączy tylko to, że chcą się nawzajem pozabijać. Brak tu wprawdzie wzmianki o Polakach, pomimo ich – udokumentowanego przecież – udziału w walkach po obu stronach konfliktu. Walkach często bratobójczych. Zainteresowanych tym wątkiem odsyłam do książki Ryszarda Kaczmarka pt. „Polacy w armii Kajzera”.

Tardi unika przy tym wszelkich danych statystycznych, które jego zdaniem dawno zostały już zaprotokołowane i przeanalizowane przez historyków. Jednocześnie deklaruje – W tej żałosnej "przygodzie" zbiorowej nie znajdziecie głównego bohatera. (...) Tylko jeden wielki, anonimowy krzyk agonii. Rzeczywiście, jeśli coś rządzi strukturą tej chaotycznej opowieści to jest to śmierć. Kolejnych bohaterów komiksu poznajemy z imienia i nazwiska tylko po to, aby dwie lub trzy strony później móc się z nimi pożegnać. Czasem z żalem, a czasem z ulgą, bowiem nie wszyscy budzą sympatię. „To była wojna okopów” w ogóle nie jest komiksem przyjemnym. Pełno w nim mocnych, brutalnych, wręcz makabrycznych scen. Nasuwa się zatrważające pytanie: Jak to się stało, że zabrnęliśmy aż tutaj? Do tej klęski, tego cofnięcia się cywilizacji? Dziś trudno jest wyobrazić sobie mentalność młodego człowieka w roku 1914, lecz śmiało możemy postawić tezę, że zamiast iść na wojnę, wolałby pozostać w domu. Bez wątpienia nie ma żadnego powodu, aby umierać za jakąkolwiek ojczyznę – myśli szeregowy Binet, odzwierciedlając tym zapewne pogląd większości umęczonych przedłużającą się wojną żołnierzy po obu stronach frontu.

Nastroje społeczne pierwszych dni wojny obrazuje doskonale scena, w której starszy paryżanin zostaje zlinczowany za to, że nie podziela morderczej euforii otaczającego go tłumu. Warto tutaj wspomnieć o pewnym intrygującym szczególe, który odróżnia polskie wydanie od pozostałych wersji językowych. Wskutek błędu edytorskiego, na widocznym u dołu str. 35 obwieszczeniu prezydenta Republiki Francji, widnieje błędna data powszechnej mobilizacji: 2. sierpnia 2014 r. Daje to niezamierzony efekt grozy i nieoczekiwanie uwspółcześnia opowieść – poniekąd zgodnie z zamysłem samego Tardiergo, który w fabule jasno wypowiada swój lęk przed kolejną wojną w przyszłości. Niezależnie od tego nieopacznego przeniesienia pojedynczego kadru o stulecie do przodu, komiks „To była wojna okopów” należy czytać jako przestrogę. Łatwość zbijania, to uprzemysłowienie śmierci, o którym pisze Tardi, oglądamy pod postacią gazów bojowych, karabinów maszynowych, granatów szrapnelowych oraz dział artyleryjskich o coraz większych kalibrach. Wielkie krwiożercze potwory, które nie dostały dziś jeszcze swojego przydziału gorących flaków, ustawione daleko na tyłach frontów, rażą cele odległe o kilkanaście kilometrów, trzymając obie strony w pułapce rzezi.

Jacques Tardi jest wybitnym rysownikiem, nad którego kunsztem można by się rozwodzić bez końca, jednak w tym wypadku jakoś nie wypada. Śmierć w okopach, choćby pięknie zilustrowana, pozostaje brzydka i cuchnąca. Warto jednak wspomnieć o fenomenalnym odwzorowaniu realiów historycznych. Każdy rysunek w tym albumie był starannie konsultowany z dokumentalistą, Jean-Pierre'em Verneyem, specjalistą w temacie I Wojny Światowej. Ponadto warto zwrócić uwagę, że pierwszy epizod w albumie, opublikowany pierwotnie w 1983 r. pod tytułem „Lej”, subtelnie odcina się graficznie od reszty albumu. Jest to także jedyny dłuższy fragment, w którym towarzyszymy pojedynczemu bohaterowi. 20 plansz poświęconych szeregowemu Binetowi, jest często prezentowane jako przykład nietypowego, odważnego myślenia o komiksie. Okropności wojny – zasieki z drutu kolczastego, wraki samolotów, czołgów, rozkładające się ciała, artysta umieścił w ozdobnych, starannie zakomponowanych na secesyjną modłę kadrach. W dalszej części albumu Tardi rezygnuje z tych „witraży śmierci” oraz wszelkich innych zabiegów estetyzujących, upraszczając maksymalnie narrację.

Artur Wabik