Kompletna historia świata ze szczególnym uwzględnieniem Polski

27.10.2014 Paweł Jarodzki
#
  • Korporacja Ha!art
    Kraków, październik 2014
    Redakcja: Jakub Woynarowski
    ISBN: 978-83-64057-54-0
    268 stron

Hello, jak wiecie Polska zawsze walczyła w pierwszym szeregu i była obrończynią wszelkich wartości i takie tam... – tak zaczyna się „Kompletna historia wszechświata, ze szczególnym uwzględnieniem Polski” autorstwa związanego z wrocławską grupą LuXus malarza i rysownika, Pawła Jorodzkiego.

Wydany przez krakowski Ha!Art album właściwie nie jest komiksem. Na 260-stronicową publikację składają się wprawdzie fragmenty typowych komiksów, lecz głównie są to uzupełnione krótkimi tekstami ilustracje i rebusy, a także parakomiksowe formy narracyjne pozbawione zarówno dymków, jak i tekstów w ogóle. W trakcie lektury zorientowanego poziomo albumu często zmienia się układ plansz, a co za tym idzie kierunek czytania, łącznie z pełnym obrotem o 180 stopni, co ma jak sądzę podkreślać szkicowy charakter całej publikacji. Sam Jarodzki potwierdza to w rozmowie zamieszczonej na końcu albumu – Moje rysunki są takimi szkico-notatkami. Rysuję instynktownie, pod wpływem impulsu. – przyznając się jednocześnie do szczególnego poczucia humoru – Wydawało mi się to dowcipne, żeby trochę utrudnić widzowi zadanie i zmusić go do kręcenia książką w trakcie czytania.

W tej ostatniej wypowiedzi kryje się zepchnięta na drugi plan jeszcze inna intencja autora. Zamiast „czytelnik” mówi „widz”, co zdradza w moim odczuciu ambicję do charakterystycznego dla programu LuXusu „tworzenia sytuacji artystycznych”, rozumianych bardziej performatywnie niż literacko. Być może dlatego właśnie publikacja Jarodzkiego potrzebuje kuratora, którym jest – jak głosi stopka – znany z umiejętności wyjaśniania zawiłości formalnych w komiksie Jakub Woynarowski. Tenże właśnie wypytuje we wspominanej wcześniej rozmowie Jarodzkiego, m. in. o jego inspiracje tradycyjnym komiksem. Zawsze niedoścignionym ideałem były dla mnie krótkie, genialne paski rysunkowe, w których udawało się zawrzeć całą opowieść. – odpowiada Jarodzki, przywołując twórców amerykańskiego komiksu undergroundowego: Roberta Crumba, Ricka Griffina czy Gilberta Sheltona.

Konwencja komiksowa splata się tu z estetyką sztuki ulicznej, chusty rezerwisty i więziennego tatuażu. Jarodzki chętnie posługuje się szablonem i cytatem, świadomie odrzuca poprawność rysunkową i formalną, akcentując programową niemal antyestetykę. Całość naznaczona jest w charakterystyczną dla lat 80. XX w. koncepcją artystyczną, polegającej na ostentacyjnym łamaniu konwencji. Idea no future nadal unosi się nad twórczością Jarodzkiego nadając jej nieco przebrzmiałego, punkowego charakteru. „Kompletna historia...” jest moim zdaniem w ogóle ciekawsza literacko, niż rysunkowo – w tym sensie, że estetyka punkowych zinów jest dziś już mocno archaiczna i trudno przyswajalna, zaś teksty Jarodzkiego nadal się bronią. Mam duży szacunek do języka, do dobrej literatury. Jeśli coś jest napisane krótko i trafnie, bardzo to doceniam. – mówi autor i można mu wierzyć.

Prosta, syntetyczna forma, którą posługuje się Jarodzki przypomina mi miejscami twórczość jego amerykańskiego rówieśnika, Keitha Haringa. Obaj zaangażowani społecznie, zainteresowani przestrzenią publiczną i estetyką graffiti. Tak, interesują mnie nie tylko szablony, ale również tagi. – przyznaje Jarodzki. W albumie pojawia się postać Waldemara „Majora” Fydrycha, człowieka, który rozpalił pomarańczowy płomień rewolucji. Aluzje do koloru pomarańczowego pojawiają się zresztą już kilka stron wcześniej, kiedy autor opisuje walkę na transparenty z początku lat 80. Daje się wyczuć przywiązanie do idei walki z systemem, oraz tęsknota za jasno zdefiniowanym, oczywistym wrogiem. W rysunkach wykonanych po roku 2001 na pierwszy plan wysuwa się tematyka alterglobalistyczna. Zomowców zastępuje Myszka Miki – jeden z ulubionych i jednocześnie znienawidzonych przez artystów symboli popkultury, w którego recyclingu Jarodzki nie jest odosobniony.

Po wydarzeniach 11. września 2001 r. Jarodzki stawia fundamentalne pytanie – „czy sztuka może temu zaradzić?”. Na kilkunastu kolejnych stronach sportretowani przez autora uczestnicy debaty publicznej odpowiadają niezmiennie – „nie wiem”. Kolejne rysunki nabierają więc tematyki towarzyskiej. Widać, że powstały w trakcie przeciągających się, nudnych posiedzeń, z których najnudniejszym był ponoć Kongres Kultury w Krakowie. Uświadomiłem sobie, ze mam szkicownik, więc zacząłem rysować. Nagle stało się to jakąś istotną rzeczą – wszyscy oglądali moje rysunki, a ja znalazłem usprawiedliwienie dla swojej obecności. – opowiada. Przypomina to zabarwione pamiętnikowo komiksy Bogackiej. Na koniec rozmowy z Woynarowskim, Jarodzki zastanawia się: Może „Kompletna historia...” zostanie odebrana jako książka na poziomie, bardzo „kulturalna”. Byłbym wtedy bardzo zawiedziony. No, ale trudno, będę się musiał z tym pogodzić.

Artur Wabik