Powstanie. Za dzień, za dwa

13.10.2014 Marzena Sowa, Krzysztof Gawronkiewicz
#
  • Scenariusz: Marzena Sowa
    Rysunki: Krzysztof Gawronkiewicz

    Kultura Gniewu
    Warszawa, październik 2014
    64 strony
    235 × 310
    druk: kolorowy
    ISBN 978-83-64858-01-7

Nikt nie rodzi się bohaterem. Do bohaterstwa trzeba dojrzeć, zapragnąć go. Przełamać lęk i obojętność. Tymczasem wątpić jest rzeczą ludzką. Dziś tak samo, jak 70 lat temu. To jest taka historia, która siedzi we mnie, ponieważ jestem Polką – mówi Marzena Sowa, autorka scenariusza do komiksu pt. „Powstanie. Za dzień, za dwa”, zilustrowanego przez Krzysztofa Gawronkiewicza.

W ubiegłym tygodniu, podczas 25. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi polscy czytelnicy mogli po raz pierwszy zapoznać się z długo oczekiwanym albumem Gawronkiewicza i Sowy podejmującym po raz kolejny temat Powstania Warszawskiego. Odkąd w 2007 r. Muzeum Powstania Warszawskiego ogłosiło pierwszy konkurs na komiks o powstaniu, a następnie wydało pierwszą antologię z serii „Powstanie'44”, co roku ukazuje się kilkanaście nowych, krótkich form opowiadających historie osadzone w realiach tego wydarzenia. Trafiają się wśród nich perełki, lecz zasadniczo ich poziom jest nierówny i w ostatecznym rozrachunku antologie MPW plasują się poniżej oczekiwań czytelników. Zapewne dlatego w ubiegłym roku formuła konkursu uległa zmianie: zwycięski komiks ma zostać w tym roku wydany w formie pełnometrażowego albumu. Koncepcję muzeum ubiegła scenarzystka popularnej serii pt. „Marzi”, Marzena Sowa, która już sześć lat temu zaprosiła Krzysztofa Gawronkiewicza do współpracy przy autorskim komiksie o powstaniu. Efekt pracy duetu możemy podziwiać w 64-stronicowym albumie w twardej oprawie, wydanym właśnie przez wydawnictwo „Kultura Gniewu”.

„Powstanie. Za dzień, za dwa” jest doskonałym przykładem na to, że można dotykać tematyki martyrologicznej bez patosu. Jest to komiks przede wszystkim obyczajowy, z historią, a więc także i wojną, w tle, na drugim planie. Jednocześnie fabuła jest opowiedziana z dużym przywiązaniem do realiów historycznych. W kadrach widać istniejące w epoce budynki, neony, pojazdy i przedmioty codziennego użytku. Można wyczuć, że proces rysowania poprzedzony był dogłębnymi studiami nad materiałem źródłowym. Zaplanowaliśmy scenę w parku, z której musieliśmy ostatecznie zrezygnować, ponieważ Polacy po roku 1941 nie mieli w Warszawie wstępu do parków miejskich. – wspominają autorzy. Pewne rzeczy, które mogą wydawać się oczywiste, są w komiksie wyjaśnione z myślą o odbiorcy z Europy zachodniej – dodaje Sowa, lecz jak twierdzą zgodnie: To nie ma być komiks dydaktyczny. „Za dzień, za dwa” jest pierwszą z dwóch planowanych części. Wydanie francuskojęzyczne ukazało się równocześnie we Francji, Belgii i Szwajcarii miesiąc temu. W drugim tomie, w wersji obcojęzycznej autorzy planują umieszczenie rysu historycznego, który byłby zbędny czytelnikom w Polsce. Najważniejsze dla mnie było, aby ta historia była uniwersalna, czytelna poza granicami naszego kraju. Ale chciałem ją także nasycić polskością. – mówi Krzysztof Gawronkiewicz.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Marzena Sowa potrafi opowiadać historie inne, niż tylko autobiograficzne, zapewne pozbył się ich w ciągu ostatnich dwóch lat, podczas lektury dwóch poprzednich albumów autorstwa tej scenarzystki, zrealizowanych we współpracy z Sandrine Reval („Dzieci i ludzie” w 2012 r.) i Bereniką Kołomycką („Tej nocy dzika paprotka” w 2013 r.). „Za dzień, za dwa” tylko to potwierdza. Pierwszy album jest świetnie skonstruowanym wprowadzeniem w atmosferę Warszawy w czasie okupacji. Nad pogrążonymi w codziennych sprawach bohaterami  unosi się ledwo dostrzegalne widmo nadchodzącej tragedii. W ciszy przed burzą poznajemy mieszkańców warszawskiej kamienicy i przyglądamy się łączącym ich namiętnościom. Śledzimy związek Alicji i Edwarda, przygotowania do ślubu Krystyny, romans Anny z niemieckim żołnierzem i popadanie w alkoholizm zrozpaczonego Stanisława. Podczas tajnych kompletów ciotka Kazimiera tłumaczy przestraszonym dzieciom, że Niemcy „przyjechali po to, żeby zobaczyć czy wszyscy są tu mili i grzeczni”. Ta próba przełożenia okrucieństw wojny na dziecięca logikę, podbita dodatkowo sugestywną grafiką Gawronkiewicza, to jedna z najmocniejszych scen w komiksie.

Warto zatrzymać się na moment przy stronie graficznej albumu, bowiem odpowiedzialny za nią Krzysztof Gawronkiewicz jest ewidentnie w szczytowej formie. Doskonale operuje kreską, kolorem i kompozycją kadrów, zaś szerokie plany zaskakują ilością detali i realizmem. Kiedy Edmund czyta dowcip o esesmanie, Gawronkiewicz niespodziewanie przechodzi do zupełnie innej estetyki. Postaci ulegają cartoonowej deformacji, znikają tła – co sugeruje odrealnioną, szkatułkową dygresję – a także dymki, zastąpione swobodnym, podkreślającym narrację układem tekstów. Dwustronicowa, nieodparcie kojarząca się z opublikowanym przed dekadą „Achtung Zelig!” miniaturka, zasługuje w moim odczuciu na osobną nagrodę. Te dwie strony w wykonaniu Gawronkiewicza są jak solówka na gitarze elektrycznej podczas koncertu jazzowego.

Dwa tygodnie temu Marzena Sowa ukończyła prace nad scenariuszem drugiej części „Powstania”. Spotkanie autorów na 25. MFKiG w Łodzi jest początkiem prac nad układem graficznym drugiej części. Pytani o dalszy ciąg historii, Gawronkiewicz i Sowa mówią – O tym opowiemy więcej za rok, siedząc na tych samych miejscach. Z pewnością i ja tam będę, czekając niecierpliwie na kontynuację.   


Artur Wabik