Josephine

30.09.2014 Clarence Weatherspoon
#
  • Scenariusz i rysunki: Clarence Weatherspoon

    Wydawnictwo Ongrys, 2014
    220 x 296
    144 strony
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-61596-51-6

Josephine Durmaz, detektyw na usługach wiktoriańskiego Scotland Yardu, przemierza tonące w gęstej mgle uliczki Londynu, tropiąc ukrywające się w nich potwory. Pomaga jej w tym tajemniczy afrykański amulet – wystarczy upuścić na niego kroplę krwi nieboszczyka, aby w umyśle Josephine pojawiła się wizja ostatnich chwil życia ofiary. Komiks autorstwa Clarence'a Weatherspoona po dekadzie przerwy powraca do naszych księgarń.

Starsi czytelnicy bez wątpienia pamiętają przygody pięknej Josephine publikowane w kultowym magazynie „Produkt” w latach 2002-2003, oraz dwa zeszyty z lat 2003-2005, wydane przez nieistniejące już dziś wydawnictwo „Mandragora”, które składały się na pełnometrażową opowieść pt. „Tchnienie Czarnego Lądu”. Pierwszy z nich liczył sobie tylko 36 kolorowych stron, lecz wzbudził duże zainteresowanie wśród ówczesnych czytelników. Dwa lata później doczekał się kontynuacji w formie kolejnego, wprawdzie bardziej obszernego, bo aż 88-stronicowego, lecz niestety już pozbawionego koloru albumu. Być może to właśnie spowodowało, że seria ta nie cieszyła się dalszą popularnością. Nie pomogło także wydanie zbiorcze w twardej oprawie, z nową ilustracją okładkową, wydane w 2007 roku, w ramach stosowanej przez „Mandragorę” polityki recyclingu niesprzedanych zeszytów. Należy jednak podkreślić, że „Josephine” miała pecha; komiks nie był najlepiej wyprodukowany – druk był miejscami rozpasowany, kolory przesycone, zaś czytanie dodatkowo utrudniał pomniejszony format, w którym ginęło mnóstwo szczegółów. Clarence Weatherspoon był jednym z czołowych twórców „Produktu”. Po zamknięciu pisma na wiele lat zniknął, od czasu do czasu rysując jedynie okładkę lub szort do któregoś z magazynów komiksowych.

Po dekadzie w zapomnieniu sympatyczna pani detektyw powróci do księgarń w ekskluzywnym wydaniu kolekcjonerskim. Premiera zapowiedzianego dopiero co na początku tego miesiąca albumu, zbierającego krótkie opowiadania drukowane wcześniej w prasie, będzie mieć miejsce już w ten weekend, podczas XXV Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Przez pięć lat swojej działalności wydawnictwo „Ongrys” przyzwyczaiło nas do wysokiej jakości albumów kolekcjonerskich, zawierających wznowienia klasycznych polskich komiksów, poszerzone o  dodatkowe, często niepublikowane wcześniej materiały. Nie inaczej jest i tym razem. Nowa „Josephine” zawiera sześć epizodów opublikowanych pierwotnie w „Produkcie”, dwa kolejne, które ukazały się w magazynach „Twór” i „P-Lux” (wszystkie w latach 2002-2003), a także jeden niepublikowany dotychczas, który stanowił kanwę dla „Tchnienia Czarnego Lądu”. Ponadto: wywiad z autorem, alternatywne wersje plansz, szkice postaci i inne dodatki, które dają w sumie aż 144 strony w twardej oprawie. Zupełnie nowa ilustracja okładkowa została przygotowana przez autora współcześnie, specjalnie na potrzeby tego wydania.

Bieżący rok wydaje się być dobrym momentem na wznowienie „Josephine”. W czerwcu wydawnictwo „Dark Horse” wydało album pod tytułem „Toshiro” autorstwa polskiego rysownika,  Janusza Pawlaka i amerykańskiego scenarzysty, Jaia Nitza. Nie wszyscy czytelnicy powiązali te fakty, ponieważ prawdziwe nazwisko autora „Josephine” nie jest powszechnie znane. Egzotyczny pseudonim – Clarence Weatherspoon – zapożyczony od imienia i nazwiska znanego koszykarza NBA, to żart, który doskonale wpisywał się w atmosferę „Produktu”. Jednak debiut w „Dark Horse” to już poważna sprawa, pod którą warto podpisać się obiema rękami. Sam „Toshiro” pojawił się po raz pierwszy w ostatnim numerze „Produktu”, w lipcu 2004 roku, a więc niemal dokładnie na dziesięć lat przed debiutem w USA. Nowy „Toshiro” jeszcze w tym roku ukaże się na polskim rynku za sprawą wydawnictwa „Kultura Gniewu”, zaś „Dark Horse” rozważa kontynuację tej serii w  USA. Tymczasem Pawlak pracuje obecnie nad inną historią pt. „9 MM”, której akcja osadzona jest podobnie jak „Josephine” w Londynie, lecz sto lat później. Być może na fali powrotów doczekamy się także nowego wcielenie „Josephine”. Zachęcam do śledzenie tego autora i jego bohaterów.

Artur Wabik