Strange Years: Autumn

15.09.2014 Artur Kurasiński, Michał Śledziński
#

Gdyby w jesiennej ramówce którejś z polskich stacji TV pojawił się serial na podstawie „Strange Years”, to gwarantuję, że już po pierwszym odcinku oglądalność skoczyłaby do wartości nienotowanych od czasu emisji pilotażowego odcinka „Lost” J.J. Abramsa. Komiks autorstwa Michała „Śledzia” Śledzińskiego, oparty na pomyśle Artura Kurasińskiego, oraz przez niego wyprodukowany, jest bowiem przykładem, że w Polsce można zrobić rozrywkowy produkt na światowym poziomie.

Wszystko wokół „Strange Years: Autumn” jest nietypowe. Począwszy od okoliczności w których komiks powstał, poprzez fabułę, styl rysunków, aż po darmową, cyfrową dystrybucję. „Na pomysł albumu jak i całej serii wpadłem zastanawiając się, co by było gdyby wydarzenia 11. września w USA były tylko pierwszym elementem globalnej łamigłówki. Gdyby nie byłoby wiadomo, kto jest napastnikiem, czego chce i jakie ma plany.” – pisze pomysłodawca przedsięwzięcia, Artur Kurasiński, na stronie internetowej strangeyears.com, z której można ściągnąć pierwszy, 48-stronicowy epizod serii. Za końcowy scenariusz, dialogi i oczywiście także rysunki, odpowiedzialny jest jeden z najpopularniejszych twórców pokolenia obecnych trzydziestolatków – Śledziu. Z pomysłem na „Strange Years” Kurasiński przyszedł do Śledzia w pierwszej połowie 2011 r., a więc w czasie, kiedy ten ostatni odpoczywał po zakończeniu serii „Wartości rodzinne” i pracował głównie nad szortami przeznaczonymi do publikacji w magazynach komiksowych („Biceps”, „Kolektyw”).  „Spotykaliśmy się przy różnych okazjach, rozmawialiśmy na temat, czyniłem notatki, na ich podstawie powstał scenariusz pierwszej części.” –  wspomina dziś rysownik. Pierwotnie pierwszy epizod miał się ukazać we wrześniu 2011 r., w dziesiątą rocznicę zamachu na „World Trade Center”, jednakże Śledziu ukończył go dopiero na początku 2012 r. Kurasiński sfinansował prace nad albumem i zainicjował adaptacje materiału na tablety i smartfony. To ostatnie okazało się trudniejsze i ostatecznie komiks, wzbogacony o ścieżkę dźwiękową autorstwa Piotra Koczewskiego, ujrzał światło dzienne dopiero dwa lata później. Kurasiński, jak na mecenasa przystało, udostępnił komiks w internecie za darmo, dokładnie w dniu swoich urodzin: trzeciego września 2014 r. Ma nadzieję, że kiedyś dzięki crowdfundingowi uda się mu sfinansować kolejne albumy, zaś Śledziu deklaruje gotowość do zamknięcia przynajmniej pierwszego rozdziału.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że po zarysowaniu grubo ponad tysiąca stron komiksów (samo „Osiedle Swoboda” to 280 plansz), Śledziu wie jak opowiadać historie. Szkatułkowe retrospekcje otwierające komiks utrzymują w napięciu i dostarczają niezbędnych informacji o świecie, w którym rozgrywa się „Strange Years”.  W początkowej scenie banalny dialog, przechodzący w banalną sytuację stanowi pierwszy plan dla znanych nam wszystkich doskonale wydarzeń. „Żadna eksplozja nam dziś nie grozi” – mówi do słuchawki matka, mając na myśli zabawy synów z piekarnikiem, podczas gdy w tym samym czasie widoczny za oknem samolot American Airlines zbliża się do wież WTC. Narracja jest starannie osadzona w autentycznych wydarzeniach, zegarek na piekarniku wskazuje właściwą godzinę – 8:46. Sam moment wybuchu Śledziu ogrywa pokazując czytelnikom rozzłoszczonego kota wyskakującego z piekarnika. Oto jak w interesujący sposób opowiedzieć na nowo historię, którą wszyscy już znają! Dalszy ciąg stwarza większe pole do popisu, ale autorzy nie szarżują – przyczyny apokalipsy, zgrabnie wyłożone w formie szkolnej powtórki, brzmią znajomo: walizkowe, brudne bomby atomowe, wyginięcie populacji pszczół, już uprzednio nadwyrężonej modyfikowaną genetycznie żywnością i pestycydami. Dopiero kiedy poznamy wiarygodny świat i parę głównych bohaterów, zaczną się dziać rzeczy co najmniej dziwaczne. Moją ulubioną jest „Melonik”. Ten rozregulowany hologram, reklamujący fundusze inwestycyjne o zróżnicowanym stopniu agresywności, przekonał mnie, że w post-apokaliptycznej konwencji można zmieścić więcej niż dotychczas widzieliśmy.

Reuben i Elvis, bracia wokół których kręci się fabuła, oprócz politycznej poprawności reprezentują także szereg dopełniających się wzajemnie cech, co powoduje, że ten duet przyjemnie się ogląda. Pan Brandon, szalony lotnik Camp i jego Pchełka, to wprawdzie do pewnego stopnia klisze z istniejących już w popkulturze postaci, ale składają się na przekonujący obrazek. Do licznych odwołań do „szeroko rozumianej kultury masowej” przyznaje się zresztą sam Kurasiński, licząc, że ich odnajdywanie sprawi czytelnikowi przyjemność. Rzeczywiście, inspiracje są wyraźne – wiele przywodzi tu na myśl ostatniego „Mad Maxa”: samowystarczalne miasta-państwa na pustyni, wędrujący pomiędzy nimi nomadzi, oraz mutanci, których przywódca jest wariacją na temat Master Blastera. Są tu jednak także postaci i zdarzenia, które swoją niedookreśloną niesamowitością budzą raczej skojarzenia z prozą Kinga. Zasygnalizowani jak dotąd tylko: tajemniczy wynalazca zafascynowany jabłkami i okręgami, charyzmatyczny Prorok oraz zamaskowany Pan Iluzja zapowiadają skręt w interesującą stronę. „SY: Autumn #1” to w zasadzie tylko wprowadzenie w świat, w którym czytelnik znajdzie więcej zagadek niż odpowiedzi. Cliffhanger na końcu epizodu budzi apetyt na więcej, co powinno dobrze wpłynąć na efekt ewentualnych akcji crowdfundingowych.

Strona plastyczna albumu to kolejne wielkie zaskoczenie. Znany dotychczas przede wszystkim z cartoonowej konwencji Śledziu, po raz pierwszy w swojej karierze zmierzył się tu z klasyczną, realistyczną kreską. Efekt przeszedł oczekiwania czytelników. Typowego Śledzia najmocniej czuje się w zbliżeniach twarzy oraz w bardzo dalekich planach, na których uproszczone sylwetki tracą wszelkie szczegóły. Cała reszta, a więc 95% albumu to zupełnie nowa odsłona tego artysty, która z powadzeniem znalazła by miejsce pod szyldem „Vertigo” czy „Icon”. Całość jest rysowana na tablecie, co jest już dziś pewnym standardem, lecz w odróżnieniu od swoich poprzednich komiksów, tym razem Śledziu postawił na uszczegółowione tła i zabawy ze światłem. „Komiks już trochę odleżał, poprawiłbym w nim mnóstwo rzeczy...” – napisał w dniu premiery na swoim blogu Śledziu, ale mnie wydaje się, że tak jak jest – jest bardzo dobrze. Teraz trzeba tylko narysować dalszy ciąg „Jesieni” oraz kolejne rozdziały: „Winter”, „Spring” i „Summer”. Czekam niecierpliwie.

Artur Wabik