Catwoman: Rzymskie wakacje

28.07.2014 Joseph Loeb, Tim Sale
#
  • Scenariusz: Jeph Loeb
    Rysunki: Tim Sale

    Mucha Comics
    Maj 2014
    Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
    Druk: kolor
    Oprawa: twarda
    175x265
    160 stron
    ISBN: 978-83-61319-42-9

Kiedy dziesięć lat temu Halle Berry odbierała Złotą Malinę (nagrodę dla najgorszej aktorki roku) za rolę w filmie „Catwoman”, byłem przekonany, że odtąd nic już nie będzie w stanie wskrzesić legendy tej uroczej włamywaczki z ogonem. Mniej więcej w tym samym czasie Joseph Loeb i Tim Sale tworzyli „Rzymskie Wakacje”, będące interludium w ich dłuższym, nagrodzonym Eisnerem cyklu o Batmanie. Jak bardzo się wtedy myliłem, miałem dowiedzieć się dopiero dekadę później, kiedy komiks ten ukazał się na polskim rynku.

„Rzymskie Wakacje” należą do opowieści z gatunku „origin”, których celem jest uchylenie rąbka tajemnicy pochodzenia tytułowych bohaterów, lub ukazanie ich początków w wersji odmiennej, niż powszechnie znana. Komiks ten jest więc z jednej strony silnie zakorzeniony w uniwersum DC – trudno zrozumieć w pełni jego fabułę bez znajomości panteonu herosów Gotham, z drugiej zaś stanowi swoisty hołd i wyraz fascynacji autorów europejską sztuką i wzornictwem przemysłowym. Wizualną ucztę, ukrytą w twardej oprawie albumu, zapowiada już nietypowa – jak na komiks – okładka. Kompozycja dużych, intensywnych plam, uzupełniona wymyślną typografią, przywodzi na myśl najpierw XIX-wieczny francuski plakat kabaretowy autorstwa Toulouse-Lautreca, a dopiero później współczesny komiks superbohaterski. Pierwszy w oczy rzuca się przyczajony u stóp bohaterki kot, choć to przecież nie on, a wdzięki ponętnej Seliny stanowią zasadniczą treść okładki. We wstępie do komiksu jego redaktor, Mark Chiarello wspomina o fascynacji rysownika, Tima Sale'a, twórczością zmarłego w 2004 r. francuskiego ilustratora mody René Gruau. Rzeczywiście, wszystkie okładki do „Rzymskich Wakacji”, w oryginale wydanych w formie sześcioczęściowej serii zeszytowej, zainspirowane są ilustracjami Gruau. W hołdzie dla swojego mistrza Sale dodaje nawet do swojej sygnaturki charakterystyczną gwiazdkę, jaką w swoim podpisie posługiwał się René Gruau. W samym albumie roi się od odwołań do ikon włoskiego designu – Selina jeździ Vespą, nosi Ray-Bany, zaś w jednej ze scen wygłasza ironiczną kwestię: „Mój włoski zaczyna się na Armani, a kończy na Gucci”.

Rzymskie przygody Catwoman chronologicznie osadzone są pomiędzy wydarzeniami przedstawionymi w albumie „Batman: Długie Halloween” a fabułą „Batman: Mroczne Zwycięstwo”. Doskonale odebrane przez czytelników i krytykę komiksy pozostawiły wiele otwartych wątków, w tym sugestię pochodzenia Seliny Kyle z Włoch, a konkretnie z włoskiej rodziny mafijnej Falcone. „Rzymskie Wakacje” starają się wypełnić tę lukę. Wiedziona przeświadczeniem, że jej prawdziwym  ojcem mógł być Carmine „Rzymianin” Falcone, którego przez całe życie okradała, Catwoman wyrusza z Mrocznego Miasta do Wiecznego Miasta w poszukiwaniu swojej matki. Towarzyszy jej Eddy „Riddler” Nigma – mówiący zagadkami karzełek, ubrany w zielony trykot z nadrukowanymi znakami zapytania i gustowny melonik. Już od pierwszej wspólnej sceny w samolocie widać, że ta para dostarczy nam nie lada zabawy. Choć większość gagów kręci się wokół seksualnych sugestii Riddlera pod adresem Seliny, to jednak do końca komiksu nie przestają one być zabawne. Jest to również patent Loeba na gubienie tropów i mylenie czytelnika w kwestii właściwej intrygi. Fabułę przeplatają sekwencje snu, które składają się na wiwisekcję związku Catwoman z Batmanem. Wszak wyjazd do Rzymu to nie tylko tak lubiane przez Amerykanów poszukiwanie europejskich korzeni, ale także ucieczka od skomplikowanego związku i próba odpoczęcia od Mrocznego Rycerza. Jednak Batman nie opuszcza Seliny gdziekolwiek ta się uda, mając swoje stałe miejsce w jej umyśle, skąd przybywa każdej nocy i robi to, czego Catwoman boi się najbardziej – stara się jej pomóc.

Po raz pierwszy duet Loeb i Sale zachwycili mnie w wydanej niedawno w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela opowieści pt. „Spider-Man: Niebieski”. Jako koneser komiksów o Człowieku-Pająku nie spodziewałem się zbyt wiele po kolejnym „origin”, których z udziałem Petera Parkera widziałem już więcej, niż chciałbym pamiętać. Jednak „Niebieski” to coś zupełnie innego – dzięki głębokiemu, retrospektywnemu wejściu w uczuciowość Parkera, której dokonał Loeb i śmiałej, trochę kanciastej, ale jakże finezyjnej kresce Sale'a, poczułem się znów jak nastolatek, z wypiekami na twarzy czytający kolejne numery „Spider Mana” z TM Semic. Podobnie jest z „Rzymskimi Wakacjami”: jeśli ktoś darzy sentymentem postać Catwoman, z pewnością nie będzie zawiedziony. Zaś jeśli nigdy nie zetknął się z Seliną Kyle, a ceni w komiksie eksperymenty formalne i dobry humor – nie ma na co czekać.


Artur Wabik