Pinki

09.06.2014 Paweł Płóciennik
#
  • Rysunki: Paweł Płóciennik

    Kultura Gniewu
    Warszawa, maj 2014
    ISBN 978-83-60915-94-3
    210 stron
    165 × 230
    oprawa: miękka
    druk: kolorowy

W końcu, kto w Warszawie nie zna Pinkiego? „Chyba wszyscy go kojarzą. A nikt na dobrą sprawę nic o nim nie wie”– mówi jedna z postaci w najnowszym komiksie Szawła Płóciennika pt. „Pinki”, w którym autor stara się uchylić rąbka tajemnicy osnuwającej tytułowego bohatera. Zobaczmy zatem, kim właściwie jest ten „ostatni hipis i pierwszy hipster” Warszawy.

Pinki tak na prawdę nazywa się Krzysztof Brandt i jest prawnukiem znanego XIX-wiecznego malarza, twórcy tzw. monachijskiej szkoły malarstwa polskiego – Józefa Brandta. Tego dowiadujemy się już na pierwszych stronach ponad dwustustronnicowego komiksu, dzięki któremu czytelnik może odbyć podróż z warszawskiej Woli lat 50. XX w., przez Sztokholm, Paryż, z powrotem na plac Zbawiciela anno domini 2014. Komiks oparty jest na autentycznych wspomnieniach Pinkiego nagrywanych przez Płóciennika, które obejmują 62 lata życia bohatera. Anegdoty z lat powojennych, a więc czasów dzieciństwa Pinkiego, szybko ustępują wspomnieniom z lat szkolnych. Początek dorosłego życia Pinkiego zbiega się z początkiem ruchu hipisowskiego w Polsce. Rytm dnia nastolatków wyznaczają wagary spędzane „na chacie” u kogoś z „załogi”, zaś monotonię socjalistycznej rzeczywistości rozbijają skarby takie, jak zdobyta na targu płyta „Pink Floyd”. We wspomnieniach z tego okresu przewijają się zmagania hipisów z gitowcami, nieodłączne w tamtym czasie narkotyki, oraz pierwsze doświadczenia mistyczne, jak np. eksperymenty z medytacją. W połowie lat 70. Pinki poznaje tatarską księżną, z którą wyjeżdża do Sztokholmu. Odtąd będzie już tylko ciekawiej.

Żywot Pinkiego to niemal gotowy scenariusz komiksu. Z jednej strony nasz bohater ma umiejętność trafiania w odpowiednie miejsca w odpowiednim czasie – wszak spotkanie z Zappą w Sztokholmie jest wypadkową determinacji i szczęśliwego zrządzenia losu. Z drugiej jednak życie, lub – jak lubi myśleć Pinki – Bóg ma wobec niego inne plany. Lata 80. upływają mu w Polsce na wychowywaniu przybranej córki, Klary, zaś 90. na tułaczce po ulicach Paryża. Przez cały ten czas Pinki chętnie i szczerze rozmawia z Chrystusem. W dodatku robi to bez dekorum, z jakim zgodnie z tradycyjnymi wyobrażeniami katolików powinno się to odbywać. Modląc się po swojemu, opowiada Bogu o sprawach codziennych – smutkach radościach, rozterkach, nie bojąc się także zadawać mu kłopotliwych pytań, co Płóciennik z dużą swadą odmalowuje na kartach komiksu (szczególnie zapadła mi w pamięć brawurowa scena, w której Chrystus chwali Pinkiego za wierne naśladownictwo w scenie ukrzyżowania). Pinki jest szalenie konsekwentny, zarówno w działaniu, jak i wyglądzie. Kiedy w latach 80. w Polsce rodzi się punk rock i reggae, Pinki jest już nazywany „Arką Noego wśród hipisów”. Ubrany ciągle „na Riedla”, na scenie w Jarocinie, razem z zespołem reggae'owym „Bakshish”, na przemian modli się i przygrywa na przeszkadzajkach. Kilka lat później, na pierwszych warszawskich imprezach techno, tańczący wśród naspeedowanej młodzieży postarzały hipis z latarenką w ręce, jest już największym freakiem na sali.
 
W latach 80. Pinki zatrudnia się jako model na warszawskiej ASP. Pozuje do rzeźb sakralnych, rozmyśla, medytuje i doznaje objawień. Ma przy tym doskonały kontakt z młodymi artystami, którzy zapraszają go do swoich projektów – nie tylko rzeźbiarskich, ale także spektakli, performansów i happeningów. Z czasem staje się nieodłącznym elementem krajobrazu warszawskiej artystycznej bohemy, przecierając szlaki tolerancji dla osób takich jak Pan Witek z Atlantydy czy Józek Kurosawa, który dekadę później stanie się znakiem rozpoznawczym krakowskiej grupy „Ładnie”. Z wejściem Klary w dorosłość Pinki traci na moment sens życia, który odnajduje dopiero w Paryżu. Swoiście pojmowana religijność Pinkiego – ekumeniczne modły wznoszone publicznie do wszystkich możliwych bogów – przysporzy mu tam tyleż samo kłopotów, co pożytku. Zamieszka na ulicy, gdzie zaprzyjaźni się z innymi bezdomnymi, szczurami i koniem. „Być w Paryżu. Być kloszardem i nie spać pod mostem?!” – opowiada po latach z entuzjazmem i dystansem do samego siebie Płóciennikowi.

Cartoonowa, niedbała kreska Szawła Płóciennika pasuje do postaci i opowieści. Autor ten rozwinął się niebywale od swojego debiutu albumowego w 2010 r., którym był komiks pod tytułem „Sprane dżinsy i sztama”, oparty także na autentycznych wspomnieniach (ojca autora). „Pinkiemu” bardzo przysłużyło się ponadto monochromatyczne, kładzione przy użyciu tabletu cieniowanie. Komiks jest dopracowany, łącznie z materiałami źródłowymi w postaci fotografii z różnych etapów życia Pinkiego, umieszczonych na końcu album. We wspomnienia Pinkiego autor wplata scenki ze swojego życia codziennego – drobne epizody, które przywodzą mi na myśl zmagania Arta Spiegelmana z historią swojego ojca, przedstawioną w komiksie „Maus”. Płóciennik pokazuje w tych fragmentach jak „Pinki przejmuje kontrolę nad jego życiem”. Odsłania się nam nieco jako człowiek: do komiksu wprowadza postać swojej partnerki, przemyca również wątpliwości i  refleksje na temat samego zawodu rysownika komiksów. Wszystko to sprawia, że do komiksu warto zasiąść wygodnie i pogrążyć się w lekturze. Gwarantuje, że nie będzie to czas stracony.

Artur Wabik