Herma Św. Zygmunta

12.05.2014 Bartek Biedrzycki, Andrzej Stański, Maciej Pałka
#
  • Scenariusz: Bartek Biedrzycki na podstawie pomysłu Andrzeja Stańskiego
    Rysunki: Maciej Pałka

    Dolna Półka
    Warszawa, maj 2014
    ISBN 978-83-63963-73-6
    28 stron
    B5
    okładka kolorowa
    środek czarno-biały
    oprawa zeszytowa
    komiks wydany przy współudziale Konstancińskiego Domu Kultury

Jak zrobić interesujący komiks historyczno-edukacyjny? Do powszechnie znanych z lekcji historii faktów należy dopisać mniej lub bardziej fikcyjne wątki przygodowe oraz miłosne, następnie przestudiować źródła historyczne – opanować język epoki, podejrzeć na rycinach stroje, rekwizyty i architekturę, a na koniec wszystko to sprawnie narysować. Proste? Niekoniecznie, ale komiks pt. „Herma Św. Zygmunta” pokazuje, że możliwe.

Akcja opowieści rozpisanej przez Bartosza Biedrzyckiego według pomysłu Andrzeja Stańskiego rozgrywa się na terenie Królestwa Polskiego, w połowie XIII w., tuż po tym, jak przez Europę przetoczyła się Czarna Śmierć. W podzięce za oszczędzenie kraju, król Kazimierz III – który z czasem zapisał się w historii jako „Wielki” – ufundował dla Św. Zygmunta, którego wstawiennictwo uznano w tym wypadku za zbawienne, hermę, aby jego czcigodne relikwie przechowywano z należytym szacunkiem. Herma to charakterystyczny dla średniowiecza rodzaj relikwiarza w kształcie popiersia. Taki antropomorficzny display na święte ozdoby sprzed 750 lat. Informacja ta, znana dziś już chyba tylko historykom sztuki, nie pojawia się w samym albumie, ale nie mam o to żalu, ponieważ jestem zdania, że komiks historyczny w Polsce często spełnia swoje edukacyjne zadania w sposób zbyt nachalny. Cała sztuka zaś w moim odczuciu polega na tym, aby nie podawać czytelnikowi wszystkich odpowiedzi na talerzu, a skłonić go do poszukiwania ich na własną rękę. Szczególnie, że w dobie internetu sprawdzenie znaczenia słowa „herma” nie stanowi szczególnego wyzwania.

Na polecenie króla tytułowy relikwiarz, drogą wodną z Krakowa do Płocka ma dostarczyć kupiec Mikołaj Trethelu. Tutaj kończy się nasza wiedza historyczna, a zaczyna przygoda. Zanim herma dotrze do Płocka bohaterowie zawiną do kilku portów rzecznych, stoczą walkę z leśnymi bandytami, osiądą na wyszogrodzkiej mieliźnie, na dokładkę zaś uprowadzą córkę uczciwego, lecz nieco porywczego rycerza. Wszystkie te zdarzenia złożą się na krajobraz najpierw Księstwa Sandomierskiego, a następnie Ziemi Czerskiej, wraz z ich rycerstwem, duchowieństwem i gminem, podany w formie na tyle rozrywkowej, że ciężko będzie się nudzić. Biedrzycki świetnie czuje język epoki. Dialogi płyną wartko i są napisane w wiarygodny sposób. Jest to naturalnie jedynie pewna stylizacja, ale gdyby autor chciał odtworzyć wiernie słownictwo i składnię z XIII w. okazałoby się zapewne, że komiksu zupełnie nie da się czytać. Tymczasem lekko archaizujący język nie przekracza granicy zrozumiałości i doskonale wprowadza w nastrój dawnych czasów. Narracja jest w miarę przejrzysta, a postaci dobrze poprowadzone – na tyle, na ile jest to możliwe na 30 stronach albumu. Duża w tym zasługa także rysownika.

Za stronę graficzną albumu odpowiada weteran lubelskiej sceny komiksowej, Maciej Pałka. Znany z brudnej, groteskowej kreski nie byłby moim pierwszym wyborem podczas poszukiwań rysownika do komiksu historycznego. Jak się okazuje – niesłusznie. „Herma Św. Zygmunta” jest narysowana lekko i swobodnie, co samo w sobie jest miłą odmianą w tej kategorii komiksów. Dodawszy do tego humorystyczny aspekt, wynikający z konwencji plastycznej, w której porusza się Pałka, dostajemy zupełnie nową jakość. Komiks miałem ochotę czytać dalej choćby dla samej mimiki bohaterów. Sceny zbiorowe przywodzą na myśl parady osobliwości z obrazów Hieronima Boscha. To niesamowite, ale nawet na tak przygotowanym tle rysownik jest w stanie wykreować jeszcze bardziej wyraziste postaci, jak na przykład nieco obłąkany Stanisław z Cieciszewa. Fragmenty z jego udziałem należą do najlepszych w całym albumie. Pałka swobodnie przeskakuje od szerokich, statycznych planów, do pełnych detali, ciasnych scen akcji, nie dając czytelnikowi powodów do znużenia. Rysunki, choć często schematyczne, dobrze oddają scenografię epoki. Być może eksperci od średniowiecznych strojów i uzbrojenia znaleźliby pretekst do narzekań, ale umówmy się – komiks nie powstał dla nich, tylko dla osób, które chcą się dobrze bawić i przy okazji czegoś dowiedzieć. Do czego wszystkich gorąco zachęcam.

Artur Wabik