Miasto z widokiem

06.03.2014 Elżbieta Żukowska
#
  • Scenariusz: Elżbieta Żukowska
    Rysunek: Jakub Babczyński, Paweł Garwol, Łukasz Godlewski, Tomasz Kleszcz, Łukasz Rydzewski

    Wydawnictwo Inne
    Gdynia, luty 2014
    ISBN-13: 978-83-64550-00-3
    164 strony
    165x235
    oprawa miękka

„Miasto zazwyczaj się opisuje, a nie opowiada” –  czytamy we wstępie prof. Jerzego Szyłaka do albumu pt. „Miasto z widokiem”, którego autorzy podjęli ambitną próbę opowiedzenia historii Gdyni. Od nadania praw miejskich w 1926 r., poprzez powstanie portu, dzielnic robotniczych, aż po plany realizacji Dzielnicy Reprezentacyjnej, na które we wrześniu 1939 r. padł z pobliskiego Gdańska długi cień nazistowskich Niemiec. Zadanie w równej mierze trudne, co ważne, ponieważ dwudziestolecie międzywojenne to jeden z najciekawszych momentów w historii Polski, zaś Gdynia to jeden z symboli rozwoju gospodarczego II Rzeczypospolitej.

Aż cztery obszerne wstępy (wydawcy, autorki scenariusza, konsultantki historycznej oraz wspomnianego już prof. Szyłaka) nakreślają okoliczności powstania tego albumu, na który składa się pięć krótkich form, opowiadających o losach pięciu postaci pierwszoplanowych. Są to kolejno: gdański dziennikarz Jerzy Hermann, tancerka teatru rewiowego Miriam Rosenbaum, Karl Schreiber – architekt z kręgu Bauhausu, rzezimieszek Zygmunt Wrona, oraz jego siostra Jadwiga, gdyńska milicjantka. Losy całej piątki, a także kilku postaci pobocznych, splatają się ze sobą na ponad 150 stronach rozpisanych przez scenarzystkę komiksu, Elżbietę Żukowską. Każdy z rozdziałów wyszedł spod ręki innego rysownika. Już na pierwszy rzut oka, czytając liczne podziękowania i wyjaśnienia można wyczuć, że album ten tworzyli pasjonaci, którzy w swoją pracę włożyli dużo serca i dobrej woli. „Miasto z widokiem” jest debiutem wydawnictwa „Inne”, który – jak pisze wydawca, Ewa Kosik – może nas „uwieść lub zawieść”. Jeśli o mnie chodzi, to lekturę tę  zakończyłem niezdecydowany.

„Śmiałość zrobienia komiksu o mieście docenimy, jeśli uświadomimy sobie, że zbiór obrazków staje się opowiadaniem, ponieważ powtarzają się na nich ludzie biorący udział w zdarzeniach, przeżywający coś i przekształcający rzeczywistość wokół siebie.” –  napisał w dalszej części wstępu Jerzy Szyłak. Trzeba oddać sprawiedliwość Elżbiecie Żukowskiej, która dokonała fabularnej koronkowej roboty. Losy poszczególnych bohaterów są z jednej strony pretekstem do snucia większej, całościowej opowieści o Gdyni, z drugiej zaś pozostają ekscytujące na poziomie jednostkowym, jako osobiste historie.

Na tle pozostałych rozdziałów nieźle wypada środkowy „Wolkenkratzer” (rys. Łukasz Godlewski). Opowieść o niemieckim architekcie bez dyplomu wyróżnia się przede wszystkim konwencją plastyczną. Godlewski zrezygnował z detali w tle na rzecz gradientów, często promienistych, o zmiennym punkcie środkowym, co daje dobry efekt dramatyczny. Lekka kreska i łatwość nadawania postaciom ekspresji przy użyciu oszczędnych środków graficznych, przywodzi na myśl klasyczne komiksy francuskie utrzymane w estetyce ligne claire. Najsprawniej narracyjnie poprowadzony został epizod pt. „Walizka” (rys. Jakub Babczyński).  W warstwie graficznej widać wyraźną fascynację autora architekturą, co w połączeniu z cartoonową konwencją postaci daje ciekawy efekt wizualny. Widać zresztą, że Bobczyński doskonale czuje się w wybranej przez siebie estetyce – zastosowane przez niego szrafowanie i rastry dodają ilustracjom smaku i pomagają wyłapać w gęstych kadrach najważniejsze dla fabuły elementy (np. głównego bohatera). Mundek bez wątpienia pomyślany jest od początku jako postać tragikomiczna, a więc rysownik idealnie wpasował się estetycznie w nastrój epizodu.

W obszarze językowym „Miasto z widokiem” ma ten sam problem, co większość innych komiksów historyczno-edukacyjnych. Próba zachowania języka właściwego dla epoki każdorazowo spotyka się z krytyką przeciwników i zachwytem zwolenników takiego zabiegu. Ja tymczasem, nie zaliczając się do żadnej z powyższych grup, zapytuję: czy archaizacja języka każdorazowo sprowadza się do stosowania szyku przestawnego? Rozumiem, że do Gdyni na przełomie lat 20. i 30. XX wieku zjeżdżali się ludzie z całej ówczesnej Polski, a więc nie tylko z Poznania, Katowic czy Krakowa, ale także Wilna czy Lwowa, co wyjaśnia zastosowanie różnych wtrętów obcojęzycznych, a także typów gwary, właściwych dla różnych grup etnicznych. Nie razi mnie także słownictwo i wyrażenia, które wyszły obecnie z użycia w języku polskim. Są to zrozumiałe środki stylistyczne mające zbudować nastrój epoki. Razi mnie natomiast nadużywanie szyku przestawnego, przez które większość  bohaterów brzmi jak mistrz Yoda. Dodatkowo konieczność przemycenia jak największej ilości faktów, dat, nazwisk i nazw własnych odbija się na płynności fabuły. Dobrym więc pomysłem jest umieszczenie obszernych przypisów historycznych na końcu każdego rozdziału. Są one niezwykle pomocne, szkoda jednak że nie zdecydowano się na ich ponumerowanie, co znacznie ułatwiło by odnajdywanie właściwego przypisu.

W latach 20. Gdynia porównywana była do Nowego Jorku, istniał mit polskiej Ameryki. Tu miały spełniać się marzenia. Trudno wyobrazić sobie lepsze realia dla komiksu czy kostiumowego filmu sensacyjnego. Tygiel kulturowy, odbudowa tożsamości narodowej, inwestycje, spekulacje, błyskawiczne zyski lub straty, pierwsze konstrukcje z betonu, szkła i stali, a wszystko to w akompaniamencie kabaretu, zatopione w nie ujętym w karby prohibicji alkoholu. Ta epoka, to miejsce – tworzą nieograniczone wręcz możliwości fabularne. „Miasto z widokiem” dobrze je wykorzystuje. Jerzy ma niemieckie korzenie, pracuje w niemieckiej gazecie, ale w miarę rozwoju fabuły zaczyna czuć się coraz bardziej Polakiem. Maria jest Żydówką, która po polskim pogromie Lwowa udaje Polkę. Karl także udaje Polaka, choć z zupełnie innych pobudek. Mundek udaje ważną osobę, zaś jego siostra czuje się lojalna bardziej względem państwa, niż rodziny. Losy całej piątki przecinają się wielokrotnie kreśląc wspólnie przekonujący portret epoki. Pomijając pewne niedociągnięcia z albumem „Miasto z widokiem” warto się zapoznać.

Artur Wabik