Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz

03.02.2014 Jeremie Dres
#
  • Wydawnictwo MF Studio
    Warszawa, październik 2013
    Rysunek: Jeremie Dres
    Tłumaczenie: Natan Okuniewski
    ISBN: 9788393810406
    206 stron
    170x235
    Oprawa: miękka

Jeśli o odrodzenie życia żydowskiego w Polsce zapytać: Żyda polskiego pochodzenia, Żyda amerykańskiego mieszkającego w Polsce, osobę z pokolenia marca '68, bretońskiego historyka, a w końcu Polaka – to każdy z nich przedstawi inną wizję. Tak w największym skrócie przedstawia się konkluzja z lektury komiksu pt. „Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz”.

„Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz” to komiksowy reportaż z pobytu w Polsce autorstwa mojego rówieśnika – francuskiego Żyda, ilustratora i artysty multimedialnego, Jérémiego Dresa. Z Jérémim łączy nas nie tylko metryka i upodobanie do sztuk wizualnych, z komiksem na czele, ale także zainteresowanie genealogią i kwestią resuscytacji społeczności żydowskiej w Polsce. Z tym większą ciekawością sięgnąłem po polskie wydanie jego debiutanckiego albumu, którego okładka wpadła mi w oko już podczas 39. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Angoulême w 2012 r. We wstępie do komiksu Jan Śpiewak z Muzeum Historii Żydów Polskich, będący jednocześnie jednym z bohaterów opowieści, pisze o tym, dlaczego sam nie jeździ do Auschwitz. Nie chce bowiem, aby Holokaust stał się centralnym elementem jego żydowskiej tożsamości. Podobną strategię przyjmują bracia Jérémie i Martin Dresowie w trakcie swojej podróży śladami przodków. Z zaciekawieniem podszytym lękiem, wzruszeniem ustępującym zdziwieniu, odwracają typowe doświadczenie Polski w cieniu Szoah, decydując się zamiast tego na bliższe spotkanie z odradzającym się życiem żydowskim i jego przedstawicielami.

Chcąc przyporządkować ten komiks gatunkowo, należałoby napisać: „reportaż o silnym walorze edukacyjnym”. Poprzez serię rozmów naświetla on trudną, poholokaustową historię polskich Żydów – łącznie z pogromami w końcu lat 40., oraz wydarzeniami z marca 1968 r., kiedy to z czterdziestu tysięcy głęboko zasymilowanych, tzw. „oświeconych” Żydów, ponad połowę pozbawiono obywatelstwa i zmuszono do wyjazdu. Ukazuje także szerokie spektrum istniejących obecnie instytucji i organizacji żydowskich w Polsce – od Naczelnego Rabina Polski, poprzez Żydowski Instytut Historyczny, redakcję „Słowa Żydowskiego”, aż po środowiska warszawskiego i krakowskiego „Beitu”, oraz stowarzyszenia takie, jak „Zoom” czy „Czulent”. Istniejące między nimi różnice światopoglądowe i pokoleniowe dobrze ilustrują cytowane w komiksie wypowiedzi autentycznych osób. Edward Odoner, wiceprzewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce opisuje osoby odkrywające niespodziewanie swoje żydowskie korzenie w następujący sposób: „Nowi Żydzi, jak ich nazywamy. (...) Tak bardzo chcą czuć się Żydami, że chodzą do synagogi. (...) My nie potrzebujemy tam chodzić, żeby udowodnić, że nimi jesteśmy”. Tymczasem Anna Przybyszewska-Drozd z ŻIH odpowiada: „Co to znaczy być Żydem? Myślę, że każdy tworzy własną definicję w oparciu o swoje sumienie i wybory”.

Zarówno Jérémie, jak i Martin nie są szczególnie religijni. Nie biorą także aktywnego udziału w życiu paryskiej społeczności żydowskiej. Można odnieść wrażenie, że poprzez sentymentalną podróż do kraju przodków odkrywają na nowo nie tylko rodzinną historię, ale i własną żydowskość. Z francuskiej perspektywy zachwyca ich mnogość zdarzeń i skala całego polskiego ruchu odrodzenia tożsamości polskich Żydów. Jednakże w Żelechowie, kiedy stają przed domem rodzinnym swoich dziadków – przed którym ktoś po wojnie ustawił figurę Najświętszej Marii Panny po to, aby „do końca odżydzić to miejsce” – a następnie na zarośniętym krzakami, zaniedbanym kirkucie, to: „Nagle znikają miłe wrażenia tolerancji i odnowy, których dotychczas doświadczali. Zastępuje je poczucie pustki i upokorzenia”. Anna Rabczyńska, ostatnia z rozmówczyń Jérémiego, otwarcie stawia pytanie o to, czy aby wszystkie te organizacje, stowarzyszenia, muzea, oraz krakowski festiwal nie są jedynie „disneylandem za amerykańskie pieniądze”, który niewiele ma wspólnego z autentyczną troską Polaków o ten szczególny fragment ich dziedzictwa kulturowego, jaki pozostawili po sobie Żydzi mieszkający w ich kraju.

Najsłabszą stroną tego komiksu jest brak wyraźnej fabuły. Wydane w ubiegłym roku w Polsce „Zaduszki” Rutu Modan opowiadają w zasadzie tę samą historię w dalece bardziej atrakcyjny sposób. Komiks-reportaż Jérémiego Dresa ma jednak potencjał analityczno-krytyczny, którego zabrakło „Zaduszkom”, pomyślanym od początku jako romantyczna komedia omyłek. Sporo do życzenia pozostawia w moim odczuciu przekład autorstwa Natana Okuniewskiego. Przez dialogi brnie się z mozołem, choć wynikać to może także z chęci zapisu żywego języka wypowiedzi, o czym pisze autor w posłowiu. Wydaniu uroku nie dodają liczne literówki, które tłumaczyć może jedynie fakt, że „Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz” jest także debiutem wydawniczym oficyny „MF Studio”. Reasumując jednak – z komiksem warto się zapoznać, do czego zachęcam wszystkich czytelników zainteresowanych tematyką żydowską oraz komiksem autobiograficznym.

Artur Wabik