Somnambule

18.06.2012 Anke Feuchtenberger
#
  • scenariusz i rysunki: Anke Feuchtenberger, wydanie zawiera tłumazenie na polski i angielski, tłum. Anna Biskupska (z języka niemieckiego na język polski), Brigitte Helbling (z języka niemieckiego na język angielski)
    128 stron
    18x23 cm
    Fundacja Tranzyt / Centrala - Central Europe Comics Art, Poznań 2012

Są tacy, którzy twierdzą, że nic im się nie śni. Ale są też tacy, którzy nie tylko śnią, ale i lunatykują. W arkany takiego wyrafinowanego śnienia wprowadza nas niemiecka rysowniczka Anke Feuchtenberger swoim albumem komiksowym Somnambule.
Jej rysunki są subtelnie perwersyjne. Czarno-białe, delikatne, miejscami niemal efemeryczne przedstawiają w dużej mierze nagie postaci, głównie kobiet. Sennie zniekształcone, widmowo pogięte, czasem króliczopodobne. Tym kruchymi kreskami namalowanym sylwetkom przydarza się bycie w snach o chodzeniu, ściganiu, uciekaniu, kręceniu się, snuciu, rozmowach ze zmarłymi, staniu w miejscu, które ciągle się zmienia. Panuje w nich stan zagrożenia. Gdzieś skrywa się tajemnica. Gdzie? Poza kantami drugiego planu: krajobrazu często nie z tej planety, lekko wulkanicznego, więc może – by dopełnić lunatyczną aurę – księżycowego?
Somnambule to czarne, nocne fikcje nasiąknięte niepokojem, zgrozą, tajemniczością. To mroczne bajki dla dorosłych z ciężkim, wymownym tłem, nasycone zmysłowością i niejednoznaczną pożądliwością. Głowy odrywają się od korpusów, bezgłowe tułowia wirują w dzikim tańcu szamana, ciała lecą z okien, a czasem – co gorsza – nic się nie dzieje i tym silniejszy jest posmak przerażenia, bo skoro nic się nie dzieje, to znaczy, że definitywnie coś się dzieje. Tylko jeszcze nie wiemy co. Cisza. Drzwi skrzypią. Może one wiedzą.
Anke Feuchtenberger jak mało komu udało się oddać specyfikę snu – jego rwący, mroczny bieg, na który nie mamy żadnego wpływu. Jest w tym na tyle szczera, że nawet gdy wie się, że opowiada nie swój sen, odnosi się wrażenie, że to intymna, obnażająca ją relacja. Z niemoralną ciekawością, instynktownie przegląda się szybko kadr za kadrem. Podglądaniu towarzyszy nieodparte wrażenie, że przenika się kogoś na wylot. Wspaniałe odczucie, tylko że, jak wszystko tutaj, jest snem, czyli niczym więcej niż iluzją wprawnego prestidigitatora - rysownika. Aż kusi, by te sny-opowieści, te sny-szkice interpretować, by dopisywać im utajone znaczenia i sensy. Jednak lepiej sobie odpuścić i poddać się tej onirycznej narracji. Somnambule? Warto.

- Joanna Janowicz