Klasyka: Reaktywacja Czytamy

#
  • Dowody na istnienie
    Warszawa, 2015
    156 stron
    210x148
    ISBN 9788393811250

Zapraszamy do przeczytania fragmentu powieści Karela Čapka Fabryka absolutu - jednej z dziesięciu rekomendowanych pozycji w kampanii księgarnianej Instytutu Książki Klasyka: Reaktywacja.

Fragment książki jest opublikowany dzięki uprzejmości wydawnictwa Dowody na Istnienie.
Przełożył z języka czeskiego Paweł Hulka-Laskowski.

— Słuchaj Bondy, czy to naprawdę jest takie straszne?

G. H. Bondy kiwał głową szybko raz za razem.

— Gorsze, niż sobie wyobrażasz. Po prostu rozpaczliwe. Słuchaj — mówił zduszonym głosem — On jest już wszędzie. Sądzę, że ma jakiś określony plan.

— Plan? — zawołał Marek i poderwał się.

— Nie krzycz tak głośno. Ma plan, człowieku, na pewno… Zabiera się do rzeczy z diabelską przebiegłością. Powiedz, Rudi, co jest największą potęgą świata?

— Anglia — powiedział Marek bez wahania.

— E tam, Anglia! Przemysł jest największym mocarstwem świata. I tak zwane „masy ludowe” są także największą potęgą świata. Odgadujesz już jego plan?

— Nie odgaduję.

— Opanował jedno i drugie. Zagarnął przemysł i masy… Teraz ma w ręku wszystko. Wszystko wskazuje na to, że myśli o opanowaniu świata. Tak to jest, mój Marku.

Marek usiadł.

— Czekaj no, przyjacielu — powiedział. — Ja tu w górach bardzo dużo o tych rzeczach rozmyślałem. Śledzę wszystko i porównuję zjawiska. Widzisz, ja o niczym innym nawet myśleć nie umiem. Nie wiem, do czego to wszystko zmierza, ale jedno wiem na pewno, mój Bondy, otóż On nie ma żadnego planu. Sam jeszcze nie wie, co i jak. Być może, że chce czegoś wielkiego, ale nie wie, jak się do tego zabrać. Coś ci powiem, mój Bondy. On jest dotychczas wciąż jeszcze tylko siłą przyrody. Jest politycznie strasznie źle poinformowany. Pod względem gospodarczym barbarzyńca. Powinien był jednak podporządkować się Kościołowi, który ma pewne doświadczenie… Wiesz, mnie wydaje się Absolut czasem taki dziecinny.

— Nie myśl tak, przyjacielu — powiedział G. H. Bondy z ciężkim westchnieniem. — On wie, czego chce. Dlatego rzucił się na wielki przemysł. On jest współcześniejszy, niż zrazu myśleliśmy.

— To tylko igraszki — przeczył Marek. — Chce się tylko czymś zajmować. Jakaś taka, uważasz, boska młodość. Czekaj no, ja wiem, co chcesz powiedzieć. Jest niesamowity w pracy. Imponuje nam po prostu tym, co potrafi zrobić. Ależ, mój Bondy, to jest takie bezsensowne, że w tym nie może być żadnego planu.

— Najbezsensowniejszymi rzeczami w dziejach świata były konsekwentnie realizowane plany — świadczył G. H. Bondy.

— Popatrz Bondy — mówił Marek szybko — ile ja tu mam różnych gazet. Śledzę każdy jego krok. Powiadam ci, że w tym wszystkim nie ma ani szczypty związku. Wszystko to są tylko improwizacje wszechmocy. Absolut wyczynia niesamowite triki, ale jakoś bez związku, na ślepo, chaotycznie. Aktywność jego jest zupełnie niezorganizowana. Przybywa na świat całkiem nieprzygotowany. W tym jest jego słabość. Imponuje mi, nie ma co mówić, ale ja widzę także jego słabe strony. Nie jest dobrym organizatorem i może nigdy nim nie był. Miewa genialne pomysły, ale jest niesystematyczny. Dziwię się tobie, mój przyjacielu, żeś go dotąd nie przechytrzył. Ty, taki sprytny człowiek!

— Z Nim trudna sprawa — powiedział Bondy. — Zaskoczy cię w twej własnej duszy i koniec z tobą. Gdy nie przekona cię drogą rozumowania, ześle na ciebie cudowne oświecenie. Wiesz, co zrobił Szawłowi.

— Ty przed nim uciekasz — powiedział Marek — ale ja go gonię i depcę mu po piętach. Już go trochę znam i mógłbym wypisać na niego list gończy. Rysopis: nieskończony, niewidzialny, bezkształtny. Miejsce przebywania: wszędzie w pobliżu silników atomowych. Zajęcie: mistyczny komunizm. Przestępstwa, za które jest ścigany: przywłaszczanie sobie cudzego mienia, nieuprawnione wykonywanie zawodu lekarskiego, wykroczenia przeciwko ustawom o zgromadzeniach, zakłócanie czynności urzędowych i tak dalej. Znaki szczególne: wszechmoc. Jednym słowem: złapcie Absolut i zatrzymajcie Go!

— Ba, ty się śmiejesz — westchnął G. H. Bondy. — Nie śmiej się. On nas pokonał.

— Jeszcze nie! — zawołał Marek. — Uważaj, Bondy, On dotychczas nie umie rządzić. Swoim nowatorstwem narobił pełno zamętu. Na przykład rzucił się na nadprodukcję zamiast wybudować naprzód cudowny transport kolejowy. Teraz sam jest w nielada kłopocie, bo wszystko, co wyrobił jest do niczego. Z tą jego obfitością to było pudło. Po drugie, skołował swoją mistyką wszystkie urzędy i zniszczył cały aparat administracyjny, którego teraz właśnie potrzebowałby dla utrzymania porządku. Rewolucję możesz sobie robić, gdzie chcesz, tylko nie w urzędach. Nawet gdyby miał być koniec świata, trzeba najpierw zniszczyć wszechświat, a dopiero potem urzędy. Tak się rzeczy mają, kolego. A po trzecie, skasował pieniądze jak jakiś najnaiwniejszy teoretyzujący komunista i tym od razu sparaliżował obrót towarów. Nie wiedział, że prawa rynku są potężniejsze od praw boskich. Nie wiedział, że produkcja bez handlu jest po prostu nonsensem. Nie wiedział nic. Poczynał sobie jak… jak… Jednym słowem jest to tak, jak gdyby jedną ręką niszczył, co drugą stworzył. Mamy cudowną obfitość, a przy tym katastrofalną nędzę. Jest wszechmocny, a wytworzył tylko chaos. Wiesz, ja wierzę, że kiedyś naprawdę stworzył prawa przyrody i dinozaury, i góry, i wszystko, co chcesz, ale handlu, naszego nowoczesnego handlu i przemysłu nie stworzył na pewno, bo się w nim zupełnie nie orientuje. Nie, mój Bondy, handel i przemysł nie przyszły od Boga.

— No dobrze — ozwał się G. H. Bondy — ja wiem, że następstwa jego aktywności są… katastrofalne… niepojęte… Ale co mamy robić?