| "Tysiąc wspaniałych słońc" Hosseini Khaled Wczorajsze spotkanie klubu dyskusyjnego było chyba jednym z najbardziej ożywionych w ostatnim czasie i to mimo, że kilka osób książki nie przeczytało. A przecież ta lektura wcale nie zapowiadała jakichś gorących dyskusji. Powieść opowiadającą losy dwóch kobiet z Afganistanu, ich niełatwe życie na tle różnych wydarzeń historycznych i tła kulturowego wydawałoby się można zamknąć w kilku słowach - smutna, poruszająca, egzotyczna.
Gdy wspominałem ten tytuł kilka osób stwierdziło, że to literatura kobieca i zastanawiało się czy mi "podejdzie". Od razu odpowiem, że tak - "podeszło", podobało się, choć muszę przyznać, że nie doszukuję się w niej jakiejś wyjątkowej oryginalności, czegoś odkrywczego. Ot po prostu nieźle napisana powieść obyczajowa, bolesna historia, ale to co stanowi o jej inności i sprawia, że czytamy z zaciekawieniem to kraj w jakim umiejscowiona jest akcja.
Bo czyż historii "rodzinnych", pełnych różnych traum, toksycznych związków, przemocy, zranień, cierpienia, smutków, radości, porywów uczuć, zwątpień itd. nie czytaliśmy już wielu? W różnych kulturach, w rożnych krajach mogą pojawiać się podobne zakręty losu - bieda, śmierć kogoś bliskiego, jakaś tragedia czy wreszcie tak jak tutaj przemoc i okrucieństwo. I to był pierwszy punkt zapalny dyskusji - czy sięgając po taką opowieść i pochylając się nad trudną sytuacją bohaterek, nie uruchamia się w nas natychmiast jakieś stereotypowe myślenie na temat sytuacji wszystkich kobiet w tamtej kulturze, w tamtym kraju... Czy nie przenosimy naszego współczucia, braku zgody i zrozumienia na wyrabiany sobie jednocześnie obraz i przekonanie jak tam jest? Trudna historia tego kraju (choćby przez ostatnie 25 lat opisywane w tej książce) na pewno miała wpływ na wiele rodzin tam żyjących, ale czy kraj będący w stanie permanentnych działań wojennych może stanowić dla nas porównanie z warunkami jakie znamy co do sposoby życia, zakresu swobód czy praw? Bo też temat praw kobiet oczywiście w dyskusji też się pojawił i jakiekolwiek argumenty i próby wyjaśniania np. iż różne zwyczaje z państw islamskich (chocby noszenie burki) nie muszą oznaczać zniewalania kobiet był pewnie odbierane jako typowy męski szowinizm. A ja po prostę wolę zawahać się przed wydaniem jakiegoś pochopnego sądu i oceny, na podstawie relacji i opinii najczęściej pisanych z "zachodniego" punktu widzenia (autor Khaled Hosseini też mieszka w Stanach od wielu lat) - to co nam się wydaje dziwne i oburzające wcale nie musi takie dla nich być (dla kobiet również). Równie dobrze można wskazać wiele rzeczy, które u nas są dla nich godne oburzenia i stanowią dowód na poniżanie godności kobiet w naszej cywilizacji. Nawet jeżeli takich historii o krajach islamskich potępiających ograniczanie praw kobiet i zmuszanie ich do rzeczy, których sobie nie życzą jest sporo to i tak pewnienie nie dają one pełnego obrazu sytuacji i psychiki wszystkich kobiet w tamtej kulturze. To tak jakby o tym jak wygląda dojrzałość duchowa i psychiczna kapłanów mielibyśmy ferować sądy jedynie na podstawie wyznań tych, którzy mając jakiś kryzys wartości i wiary stan duchowny odrzucili....
Ale chyba odbiegłem za bardzo od tematu - nakręcam sie podobnie jak w trakcie spotkania. Co ja na to poradzę - takie refleksje mi się nasuwają gdy słyszę lub widzę ton w jakim tworzone są opinie o tej książce: sprzedana jako dziecko staremu facetowi, zmuszona do małżeństwa, biedna, nieszczęśliwa, wykorzystywana, bita, obdzierana z godności, żadnych praw, jak strasznie mają te kobiety w Islamie, Bogu dzięki, że my się urodziłyśmy w tak odmiennej kulturze gdzie takie rzeczy nie mają miejsca. Na szczęście autor zadbał o to by, oprócz negatywnych przykładów więzi rodzinnych czy małżeńskich zawrzeć też w książce te pozytywne, nie są one jednak tak często zauważane.
Niestety u nas też negatywne rzeczy mają miejsce. I Islam niewiele ma tu do rzeczy.
Podsumowując - treści i wątków tu dużo, dla mnie to przede wszystkim ciekawa opowieść o przyjaźni dwóch kobiet - Mariam i Lajli. Ich relacja jest tu centrum, wokół którego skupiała się moja uwaga. Obie mimo różnicy wieku przeszły już w swoim życiu jakąś tragedię. Los sprawił, że będą musiały być żonami jednego mężczyzny. Każda będzie musiała nie tylko uporać się ze swoimi ranami z przeszłości, ale też dzień w dzień znosić coraz gorsze okrucieństwa ze strony męża. Ból, cierpienie, współczucie pomoże im otworzyć się na siebie wzajemnie i sprawią, że ich przyjaźń pozwoli przetrwać to co wydawało by się jest nie do zniesienia. A w tle to wszystko co dotknęło ten kraj przez ostatnie ćwierć wieku...
Powieść napisana barwnym, żywym językiem. Czyta się świetnie i mocno angażuje emocje. Jeżeli tak miałyby wyglądać "powieści kobiece" ja to kupuję :) Na pewno dobrze oddane nie tylko losy tych dwóch kobiet i ich doświadczenia, ale również ich emocje, tęsknoty, pragnienia, smutki, rozpacz i nadzieja. Aż dziwne, że wyszło to spod pióra mężczyzny.
Robert Frączek
DKK Biblioteka Publiczna Warszawa Ochota
« Archiwum recenzji
« Powrót
Komentarze do recenzji: "Tysiąc wspaniałych słońc" Hosseini Khaled
Dodaj własny komentarz »
Jeszcze nikt nie skomentował tej recenzji |
|
|
|
|

|
Komentarz do recenzji: Letnik z Mierzei Post scriptum. Józef próbuje się usprawiedliwiać panującym ustrojem, jak napisałam, jednak z drugiej (...) /Marta J. H. 2012-05-16 więcej »
Komentarz do recenzji: Żniwo gniewu Co racja to racja. Jak rzadko kiedy - popieram przedmówczynie odnośnie krytycznego spojrzenia na recenzję (...) /Agnieszka Kusiak 2012-05-11 więcej »
Komentarz do recenzji: Dzisiaj narysujemy śmierć Autorefleksja:). Tak sobie to teraz czytam, już z dystansem (choć zawsze się (...) /Marta J. H. 2012-05-10 więcej »
|
|
|
|