Folwark zwierzęcy, czyli krótka i nieco polityczna historia komiksu w Polsce


Tomasz Kołodziejczak


2009-12-04

Czas kozła
Za datę założycielską polskiego komiksu uznać można rok1919, kiedy to na łamach lwowskiego tygodnika satyrycznego „Szczutek” ukazała się rysunkowa historyjka „Ogniem i mieczem, czyli przygody szalonego Grzesia” o perypetiach młodego żołnierza, walczącego z przeciwnikami Polski na różnych frontach.
Do roku 1939 rynek komiksowy rozwijał się powoli, acz systematycznie. Komiksy drukowane były w gazetach dla dzieci i dorosłych. Przeważały wśród nich tytuły importowane, takie jak Prince Valiant, Tarzan, Myszka Miki. Tematyka byłą bardzo szeroka – od historyjek propagandowych i satyrycznych, przez sensację i science fiction, po opowieści dla dzieci. Dominowała forma „parakomiskowa” – z często rymowanymi tekstami, wpisywanymi nie w dymki, a umieszczanymi pod obrazkami.
Bez wątpienia najsłynniejszym polskim komiksem przedwojennym był „Koziołek Matołek” Makuszyńskiego i Walentynowicza opowiadający o perypetiach kozła poszukującego miasta Pacanów. Dziś ma on status polskiej klasyki dziecięcej, jednak - kiedy powstawał - opinie były różne. „Wiadomości literackie” pisały: „Są to przygody nie tylko matołka, ale przed wszystkim dla matołków… Jest to brukowiec w typowej postaci”.
Podobne poglądy dotyczące komiksu pojawiają się w polskich mediach do dziś.
Po 1939 przyszły dla komiksu najpierw lata czarne, a potem czerwone. Pod okupacją niemiecką komiksy w zasadzie nie ukazywały się. Krótko po wojnie, w latach 1945-48 kilku wydawców próbowało odtwarzać przedwojenne tytuły (np. „Nowy świat przygód”), ale komunistyczna władza szybko uznała, że nie lubi komiksów, jako emanacji ohydnej zachodniej, zgniłej pop kultury. I zakazała ich drukowania.

Czas małpy
W 1952 roku – najgorszym okresie stalinowskiego komunizmu w Polsce – tygodnik „Film” pisał o amerykańskich komiksach: „...Supermany, atmoboye, tarzany i Jackie Cartery szerzą wśród dwunastolatków kult wojny zaborczej, rasizm, sadyzm i zmysłowość, a także mit fałszywej „wiedzy” służącej do masowego uśmiercania ludzi.”
Zmiany mogły nadejść dopiero po roku 1956 i politycznej odwilży łagodzącej komunistyczny reżim. Pozwolono na druk pierwszego po 10 latach komiksowego tygodnika „Przygoda”, zamieszczającego liczne historyjki przygodowe, kryminalne, sensacyjne. To na jej łamach zadebiutował Janusz Christa, twórca postaci „Kajka i Kokosza”.
Pojawienie się na łamach harcerskiej gazety „Świat Młodych” postaci Tytusa, stworzonej przez Henryka Jerzego Chmielewskiego, również pośrednio związane było z polityką. W pierwszej historyjce Tytus jest doświadczalną małpą wysyłaną w kosmos. Komiks dostał zgodę na druk dopiero po udanej misji pierwszego radzieckiego sputnika (1956). Wtedy bowiem, władza ludowa uznała, że warto promować kosmonautykę wśród młodzieży (co objawiło się także, na przykład, zgodą na zaistnienie na rynku literatury science fiction).Tytus – szympans, którego od 50 lat próbują uczłowieczyć dwaj przyjaciele: Romek i A’Tomek - to bez wątpienia najważniejszy i najpopularniejszy polski bohater komiksowy.
Jednak władza ludowa nadal nie kochała komiksu. „Przygodę” zamknięto już po dwóch latach – oficjalne z powodu braku papieru, a prawdopodobnie, dlatego że redakcja drukowała też zbyt wiele artykułów i wspomnień z czasów II wojnie światowej, dotyczących nie armii radzieckiej, a polskiego niepodległościowego podziemia i Polaków walczących na Zachodzie.
Władza ludowa nie kochała, ale pragmatycznie uznała, ze może komiks wykorzystać do propagandy. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych na rynek trafiły serie zeszytów o przygodach polsko-radzieckiego agenta Klossa, o komunistycznej wojennej partyzantce, o dobrym, dzielnym i przystojnym milicjancie – kapitanie Żbiku. Młodzież miała poznawać jedynie słuszną wersję historii i zaprzyjaźniać się z władzą ludową.
Regularnymi dostawcami historyjek obrazkowych w latach 60-tych i 70-tych było wychodzące kilka razy w tygodniu harcerskie pismo „Świat Młodych” oraz drukująca komiksowe paski lokalna prasa.
Do dziś mam w domu – tak jak wielu miłośników komiksu w Polsce – grube zeszyty, do których wklejałem kolejne odcinki wycinanych ze „Świata Młodych” komiksów. Kiedy pokazałem je mojej 8-letnie córce spytała: „Tato, dlaczego nie poszedłeś do kiosku i nie kupiłeś normalnego komiksu?”. Wychowana już – na szczęście – w normalnym świecie, nie zrozumiała mojej opowieści i emocji, związanych z wielogodzinnymi wędrówkami po Warszawie w poszukiwaniu kiosku, w którym jeszcze można było „złapać” ostatni numer poszukiwanej gazety.
Wśród twórców z lat 60-tych i 70-tych znaleźli się tacy, którzy dziś tworzą polską komiksową „Hall of Fame”. Grzegorz Rosiński – od lat rysuje serię „Thorgal” i jest wielką gwiazdą francuskiego rynku. Tadeusz Baranowski („Orient Man”, „Kudłaczek i Bąbelek”) to mistrz humorystycznej, absurdalnej gry językowej i zabawy formalnej z komiksową planszą. Szarlota Pawel tworzyła sympatyczne opowieści fantastyczno-obyczajowe o codziennym życiu w PRLu.
Obok głównego komiksowego nurtu działali w tym czasie też twórcy osobni, rysujący stripowe, cartoonowe historyjki dla prasy dziecięcej (Bohdan Butenko z „Gapiszonem”), satyrycznej (Andrzej Mleczko z „Przygodami wesołego sanitariusza”), kulturalnej (Zbigniew Lengren z „Filutkiem”).
W drugiej połowie lat 70-tych w komiksie polskim zaczęły dominować opowieści science fiction. Ukazały się dwa magazyny komiksowe (w zamyśle miesięczniki, w rzeczywistości nieregularniki) – „Relax” i „Alfa”. Powstało poświęcone literaturze SF, ale zajmujące się całą pop kulturą, pismo „Fantastyka”. Kilka wydawnictw zaczęło produkować własne serie. To wtedy w Polsce pojawił się – najlepiej sprzedający się do dziś – „Thorgal” Rosińskiego, czy kultowy „Funky Koval” Polcha. Seriami SF karierę zaczął też Zbigniew Kasprzak – dziś rysujący dla francuskich wydawców („Helloween Blues”, „Hans”).
Rynek komiksowy rozwijał się. Ograniczała go cenzura tematyczna, brak dewiz na zakup komiksów licencyjnych, zła jakość poligrafii. Jednak to właśnie w latach 70-tych i 80-tych pojawiła się duża grupa twórców i młodych miłośników gatunku. To właśnie z nich rekrutują się dzisiejsi wydawcy, krytycy i dziennikarze piszący w Polsce o komiksie.
Po koniec lat 80-tych nastąpił krach. Władza ludowa nie była w stanie dostarczyć własnym obywatelom w dostatecznej ilości nawet papieru toaletowego, a co dopiero mówić o papierze na komiksy. Serie drukowano w fatalnej jakości lub zamykano. Szczęśliwie ową władzę spotkał wreszcie zasłużony koniec.

Czas jeża
W 1989 zaczęliśmy budować nową, wolną, bogatą Polskę. I – jak marzyli wszyscy fani - nowy, wolny, bogaty rynek komiksowy. Zniknęła cenzura, otworzyły granice, podażą zaczął rządzić popyt, a nie widzimisię partyjnych sekretarzy.
Zaczęło się całkiem nieźle. Po raz pierwszy od 1939 roku publikowano komiksy o amerykańskich superbohaterach (Superman, Batman, Spider Man, Punisher i inni). Kilka wydawnictw importowało tytuły z Francji (Tin Tin, Szninkiel, Valerian, Asterix, Lucky Luke). Polscy młodzi autorzy zaczęli nie tylko rysować własne historie, ale też wydawać pisma (AQQ, Superboom, Awantura), organizować konwenty, tworzyć fandom. Pojawił się masowy komiks dla dzieci (m.in. disneyowski tygodnik „Kaczor Donald”).
Najważniejsi polscy rysownicy, którzy pokazali się w tym pionierskim okresie i do dziś potwierdzają klasę to Krzysztof Gawronkiewicz (obecnie rysuje dla francuskiego Glenat) i Przemysław Truściński. Imprezą organizującą życie środowiska stały się doroczny, październikowy Międzynarodowy Festiwal Komiksu w Łodzi. W tym roku odbędzie się jego XVII edycja.
Niestety, po początkowym boomie, szybko nadeszły lata chude. Okazało się, że masowe czytelnictwo komiksów w PRLu (nakłady w setkach tysięcy egzemplarzy) wynikało po prostu z braku jakiekolwiek innej oferty rozrywkowej dla młodego odbiorcy. Współcześnie komiks musiał rywalizować z wideo, grami komputerowymi, literaturą popularną. Kolejni wydawcy zamykali swe tytuły, polscy twórcy mogli pokazywać prace niemal wyłącznie na wystawach i festiwalach.
Ale po nocy zawsze przychodzi dzień (no chyba, że ktoś mieszka na Plutonie). W drugiej połowie lat 90-tych nastąpił powrót komiksu na utracone pozycje. Atak szedł z kilku kierunków.
Liderem okazało się wydawnictwo Egmont. Sprzedaże adresowanego do dzieci „Kaczora Donalda” sięgały 200 000 kopii tygodniowo. Egmont wprowadził też na rynek w 1998 roku magazyn „Świat Komiksu”, a w ślad za nim całą linię wydawniczą obejmującą znane serie francuskie, amerykańskie, japońskie, reprinty polskiej klasyki, nowe polskie tytuły. Egmont zainicjował kilka konkursów i antologii dla młodych twórców, których plonem były m.in. zbiory short stories poświęcone II wojnie światowej („Wrzesień”), czy dylematom etycznym współczesnej medycy: aborcji, klonowaniu, eutanazji („Człowiek w probówce”).
Małe rodzinne wydawnictwa (mąż Japończyk, żona Polka) – JPF i Waneko – wprowadziły na rynek mangę.
Pojawiło się kilku innych wydawców, m.in. Mandragora, Post, Kultura Gniewu, Taurus.
Odcinkowe komiksy zaczęły drukować pisma poświęcone grom komputerowym, kulturze hip hopowej i dzienniki. Właśnie z prasy komputerowej wywodzi się popularna seria „48-stron” Adlera i Piątkowskiego, błyskotliwie nawiązująca i parodiująca kanoniczne dla popkultury filmy, książki, gry komputerowe.
Wreszcie, alternatywne, zadziorne pismo „Produkt” wprowadziło na rynek grupę nowych twórców i serii, m.in. „Osiedle swoboda” Śledzińskiego i „Wilqu” Minkiewicza. Razem z trzecim tytułem – „Jeżem Jerzym” - Leśniaka i Skarżyckiego wyznaczają one najpopularniejszy styl młodego polskiego komiksu. To rysowany niedbałą kreską, humorystyczny, ale rzetelny zapis obyczajowy współczesnej Polski, świata nasto- dwudziestolatków, ich aspiracji, problemów, rozrywek. Uwolniony wreszcie od cenzury komiks może wyśmiewać nie lubianych polityków, narodowe przywary, i zwykłą ludzką głupotę.
Poznajmy bliżej Jerzego. Ten prawdziwy, kolczasty Jeż z kolcami zawsze chodzi w czapce bejsbolówce. Jeździ na deskorolce, pali marihuanę, pije piwo, podrywa dziewczyny, walczy ze skinami. Na propozycję aktywistów ekologów, by jednak wrócił do lasu i żył zgodnie z naturą, odpowiada: „..do lasu? Ja, bez zimnego piwka, gorących sztuk i deski? Na mózg się wam rzuciło czy jak?”.
Młody komiks realistyczny – kryminalny, fantastyczny, przygodowy - cieszy się mniejszą popularnością, choć i twórcy tego gatunku zaczynają odnosić sukcesy. Np. Piotr Kowalski, który kilka lat temu debiutował w Polsce cyklem fantasy „Gail” – w tym roku jego nowa seria rusza na rynku frankofońskim w wydawnictwie „Le Lombard”.
Dobrą prasę mają komiksy artystyczne, autorskie, reprezentowane na przykład przez cykl Mateusza Skutnika „Rewolucje”.
W ostatnich latach pojawiły się też – i odniosły pewien sukces – komiksy paradokumentalne, historyczne, nawiązujące do ważnych wydarzeń w historii polski XX wieku – takich jak obrona Westerplatte we wrześniu 1939, powstanie ruchu „Solidarność”, czy zabójstwo przez komunistów księdza Jerzego Popiełuszki.
Prasa codzienna otworzyła się na stripy komiksowe, oczywiście najczęściej drukując światowe hity, takie jak Garfield czy Hagar. Ale pojawili się też rodzimi twórcy specjalizujący w tym rzemiośle. Wyróżnia się wśród nich twórczość Marka Raczkowskiego – doskonałego obserwatora rzeczywistości i ludzkich zachowań, mistrza absurdalnej, zaskakującej puenty.
Obecna sytuacja komiksowego rynku i komiksowej kultury w Polsce wygląda nieźle. Kilku wydawców proponuje znane tytuły ze wszystkich światowych zagłębi komiksu – Francji, USA, Japonii. Mamy też nowe, polskie przeboje, a niektórzy młodzi rysownicy zaczynają sprzedawać swoje prace w Europie. Media rejestrują ważne wydawnicze wydarzenia, wizyty rysowników, konwenty. Gazety dla dzieci sprzedają się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, a ostatnim fenomenem tego rynku jest adresowane do dziewczynek pismo „Witch” ze sprzedażami ponad 100 000 egzemplarzy.
Jednak komiks w Polsce wciąż zmaga się z wieloma problemami. Wbrew przypisywanej mu „masskulturowości” i przynależności do kultury popularnej, jest raczej medium hobbystycznym. Czytają go młodzi mężczyźni z dużych miast, z wykształceniem wyższym lub wciąż uczący się. Z dochodami, swoimi lub rodziców, ponad przeciętną. Mocniej niż przeciętny obywatel zainteresowani kulturą (co przeczy zresztą kolejnemu stereotypowi, że komiksy to hobby analfabetów).
Ceny komiksów, wprawdzie nieco niższe niż na Zachodzie Europy, dla polskiego odbiorcy są wysokie. Każdy nowy tom bestesellerowego Thorgala sprzedaje się wprawdzie w ciągu roku w 20 000 egzemplarzy, ale przeciętne nakłady wahają się między 1500-2000 kopii. Nawet najpopularniejsi młodzi twórcy nie są w stanie utrzymać się z rysowania komiksów – żyją więc z rysowania storyboardów dla agencji reklamowych, a tworzeniem własnych rzeczy zajmują się niejako „po godzinach”. Wiele mediów wciąż nie zauważa istnienia tej formy sztuki, a wielu krytyków uprawia swoisty kulturowy rasizm – ma komiks za sztukę gorszą, nie zna i nie rozumie jego języka, estetyki, specyfiki i odrębności wobec literatury czy filmu. Czytając recenzje słabych filmów i książek w prasie, wciąż można natknąć się na określenia, że mają one „komiksową” – czytaj prymitywną, prostą, infantylną – fabułę. We współczesnej encyklopedii nadal znajdziemy taką oto definicję słowa komiks: „…gatunek współczesnej kultury masowej, typ publikacji rozrywkowej zamieszczanej w gazetach lub stanowiących osobną broszurę”. Jakby encyklopedyści nie zauważyli Bilala i Mobiusa, Gaimana i Millera, Manary i Pratta, Moora i Spigelmana.
Ale jestem optymistą. Czy mogę nim nie być? Jako dziesięciolatek przemierzałem warszawskie ulice w poszukiwaniu kiosków z nowym numerem „Świata Młodych” czy „Relaxu”. Jako dwudziestolatek pisałem i drukowałem swoje pierwsze opowieści komiksowe. Jako trzydziestolatek odpowiadałem za wydawanie najpopularniejszego dziecięcego pisma komiksowego w Polsce. A także za największą serię komiksów dla starszych czytelników, w której znaleźli się praktycznie wszyscy ci autorzy, za których historyjkami dwie dekady wcześniej biegałem po mieście.
Zatem wierzę, że komiks – jako zjawisko artystyczne, ale także biznesowe – będzie się Polsce rozwijał, niezależnie od różnego rodzaju ograniczeń czy kłopotów. Oczywiście, o ile znowu nie dobierze się do niego wielka polityka.



Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by