Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Halina Poświatowska

Wybór wierszy. Opowieść dla przyjaciela


Halina Poświatowska była wyjątkową kobietą i wyjątkową autorką. Od dziesiątego roku życia była ciężko chora na serce. Po spektakularnej operacji serca, którą przeszła w USA w wieku dwudziestu trzech lat, tylko na krótko nieomal powróciła do zdrowia. Słowa typowe dla liryki miłosnej ("serce" i "ból") rozumiała bardzo dosłownie. Jej poezja oscyluje więc w bardzo charakterystycznym napięciu między interpretacją metaforyczną i fizyczną. Życie i poezja Poświatowskiej stały się symbolem wiecznej antynomii ponadczasowej sztuki i chwilowego istnienia. Choć nie miała, zdawałoby się, żadnego wyboru, żyła wśród tych przeciwieństw konsekwentnie, aż do końca. Wspomnienia poświęcone niewidomemu przyjacielowi - poecie (Opowieść dla przyjaciela) dodatkowo świadczą o wyjątkowości poezji tej autorki. *** po co umyłam piersi i każdy włos z osobna czesałam w wąskim lustrze puste są moje ręce i łóżko cienki scyzoryk nocy rozciął obrączkę półksiężycem zwisła pod brzemienną w pąki jabłonią szamocę się szarpię krochmaloną koszulę wydyma wielki wiatr mój brzuch jest gładkim stawem piersi - rozpieniona woda ugłaskać je - ugłaskać - ugłaskać światło dnia pijane z niemocy znajdzie moje zaschłe usta i niechętnie i obco mglisto je ucałuje - odejdzie Przypominam jeśli umrzesz nie włożę sukienki lila nie kupię kolorowych wieńców z rozszeptanym wiatrem we wstążkach nic z tego nic przyjedzie karawan - przyjedzie odjedzie karawan - odjedzie będę w oknie stała - patrzyła będę ręką machała chustką wiewała żegnała w tym oknie sama a w lato w szalonym maju położę się na trawie na ciepłej i rękoma dotknę twoich włosów i ustami dotknę futra pszczoły kąśliwej pięknej jak twój uśmiech jak zmierzch potem będzie srebrno - złoto może złoto i tylko czerwono bo ten zmierzch ten wiatr który trawom wszeptuje uparcie miłość - miłość nie pozwoli mi wstać i pójść tak zwyczajnie do przeklęcie pustego domu Opowieść dla przyjaciela Na oceanie, przyjacielu, wieje wiatr i pada deszcz. Najsilniejszy wiatr wieje na dziobie statku, odrzuca włosy do tyłu i szarpie luźne fałdy ubrania. Bure fale rozcięte ostrym dziobem, pozostają z tyłu rozpienione, złe. Przychodzę tu codziennie nie zważając na chłód, na deszcz, staję pod najwyższym masztem - patrzę. Znudzeni emigranci zapełniają okrętowe bary, wychylają szklanki kolorowych trunków, grają w karty. Opłacone przez nich leżaki stoją puste pod osłoną górnego pokładu, koce złożone w kostkę nasiąkają wilgocią i solą. Siedzę tu codziennie przez długie godziny, nasłuchuję krzyku ptaków. Wędrują śladem okrętu, ich mocne, białe skrzydła przejmują w siebie niespokojne rozkołysanie. Skrzydła ptaków są z hartowanej stali, a dzioby ze szczerego złota. Celne są dzioby ptaków poszukujących pożywienia dla niestrudzonych skrzydeł. Po co tak płyną w powietrzu, po co rozcinają dziobami granatową powierzchnię wody? Pytam ptaków, przyjacielu, wędrujących tropem okrętu, dążących na oślep do nowego brzegu. Krzyczały - ich krzyk był pełen bólu i pełen tęsknoty. I nasłuchując tego krzyku zrozumiałam, że tęsknota jest żywiołem, podobnie jak ziemia lub wiatr. To ona nakazała człowiekowi wydrążyć pnie drzew, spuścić je na wodę, to ona przyprawiła skrzydła okrętom. Po co wędrował człowiek z lądu na ląd poprzez złowrogą rozkołysaną wodę? Powiesz, że po chleb, po sukno, po korzenie i pachnące olejki? A ja ci powiem, że to nieprawda, że najpiękniejsza tkanina i najjaśniejszy metal nie sprawiły tego, co źdźbło uczucia napinającego skrzydła ptasie. Mewy na końcu drogi znajdą tylko urwisko skalne, takie samo jak to, które porzuciły. A jednak dla tych skał przemierzają oceany, dla nich niestrudzone dążą tropem okrętu, chwytając w otwarte skrzydła słońce i wiatr. A jeśli powiesz, przyjacielu, że mewom chodzi o odpadki, wyrzucane codziennie za burtę statku, i że ich wytrwały lot ma na celu jedynie zaspokojenie głodu, to ci odpowiem, że tęsknota jest najgorszym z głodów i że nie nakarmionym nieuchronnie przynosi śmierć. Czyżbyś już zapomniał, dlaczego przepłynęłam ocean dwa razy? Halina POŚWIATOWSKA (1935 - 1967) - poetka; autorka osobistej, liryki refleksyjno-miłosnej będącej świadectwem dramatycznej walki ze śmiercią. English / Polish edition by Wydawnictwo Literackie

Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by