Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Mirosław Nahacz

Osiem cztery


O książce

Najchętniej znalazłbym się wtedy gdzie indziej. W domu. Zjadł coś dobrego i oglądał telewizję. Do oporu. Mógłbym siedzieć i siedzieć, zmierzyć się programem. Około trzeciej na ekranie pojawiłby się znaczek, że kończą nadawanie. Wygrałbym z nimi. Najłatwiej z polskimi programami, bo obcojęzyczne są na okrągło. Ciągle jest jakiś facet, który gada, albo wiadomości, albo film. Na niemieckojęzycznych prawie zawsze się rżną. Zboczony naród. Niby ordung muss sein, a codziennie po pólnocy w telewizji figle migle. Das is gut, schnella,schnella, oo sehr gross, macht mir gut. Silikonowe kobiety wrzeszczą, jakby ci muskularni blondyni kłuli je co najmniej metalowymi szpikulcami. Człowiek siedzi i naciska. Pielgrzymki pstryk reklama podpasek pstryk transmisja mszy świętej pstryk, gut gut ich liebe pstryk dwieście osób zabitych pstryk zjesz pastylkę i mięśnie ci same urosną pstryk sto sześćdziesiąt rannych. Siedzę i naciskam, nienawidzę telewizji, co najmniej sześć godzin dziennie jej nienawidzę.
Przyszedł Tępy. Coś żuł.
– A chuj, zjadłem.
Jakoś nie przyszło mi do głowy, że może się zatruć. Dopiero teraz. Wyobraziłem sobie, że ma torsje, traci przytomność i prawdziwy kolor skóry, robi się zupełnie biały i zimny, z otwartymi ustami. Mogłoby stać się tak, jak na filmach, najpierw go zakopiemy, a potem nad odpierdoli i wszyscy się pozabijamy, ostateczna jatka załatwiająca wszystkie niedomówienia.
Właściwie było mi obojętne, widziałem, że powinienem się przejąć, ale jakoś nic się nie działo. Tępy był przecież fajniejszy, a ja nic. Pomartwiłem się trochę, żeby nie być całkiem bez serca, i już miałem spokój. Byłem zmęczony i powoli robiło mi się niedobrze. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wypiłem już kilka kieliszków, przez jakiś czas zdawało mi się, że piję jeden, tylko mam jakieś déjà vu. Muko ciągle mi przynosił, koleżeński i uczynny. Jak mnie olśniło, chciało mi się już rzygać, czy raczej poczułem mdłości. Zapaliłem fajkę i pomyślałem, że jestem głodny, to pomaga, trzeba tylko uważać, żeby nie pomyśleć za bardzo, bo zazwyczaj jak jesteśmy głodni, wyobrażamy sobie jedzenie, a gdybym tak zrobił, wszystko by ze mnie wyleciało. Wiedziałem, że tym się skończy, ale nie chciałem jeszcze teraz, w każdym razie nie jako pierwszy.
Wszyscy o czymś rozmawiali, a ja słyszałem tylko szum, podobny do radiowego przy złej pogodzie, albo jak się szuka stacji. Jedynym ratunkiem było rzucić się w wir imprezy, rozmawiać niemal z każdym, bez przerwy, słuchać muzyki, i żeby była głośna, łomocząca i mocna, żadnych refleksji, tańczyć i myśleć tylko o duperelach.
Wstałem i poszedłem do namiotu, tak od razu, zostawiając ich przy ognisku, nic nie powiedziałem i na nikogo nie spojrzałem. Zręcznie wyminąłem przeszkody, raz mnie zarzuciło, ale starałem się być twardy. W namiocie podobnym do hangaru zaskoczyło mnie to, co zobaczyłem. Tępy leżał w kącie i trzymał się za brzuch. Byłem przekonany, że został przy ognisku. Całkiem mnie to wytrąciło z równowagi. Do tego Połka majstrował coś przy jakimś urządzeniu podpiętym do gniazdka i magnetofonu. Też powinien być przy ognisku, a nie tu. Połka był duży i głupi, za to potwornie sympatyczny. Chodził zawsze w tych samych dresach, czarnych z żółtymi paskami, i miał katar. Lubiłem z nim rozmawiać, bo zawsze jakoś tak śmiesznie mówił.
– Cześć, Połka, jak tam impreza, co gmerasz? – zapytałem, jakby nigdy nic.
– Stroboskop, tylko mam chujowy opornik i nie pochodzi za długo, bo się spali, jakbym miał cztery złote, kupiłbym lepszy i wszystko w porzo.
– A nie lepiej, jak to jest wyłączone z kontaktu? Nie jebnie cię czasem?
– Eee, nie ma co.
– A, to dobrze, odważny jesteś. – Postanowiłem, że dość już gadania, więcej już nie. Z Połką przynajmniej, znów odechciało mi się mówić, ale zrobiło się mniej ciężko. Rok temu skończył zawodówkę elektryczną, to się zna. Dużo rzeczy nam reperuje, łokmeny i takie tam. Połka najbardziej kumpluje się z Todkiem. Nie znam go za dobrze, bo jakoś tak wychodzi, że widuję go tylko, jak jesteśmy zjarani, i wtedy zawsze śmieje się z tego, co mówię. Dlatego chyba go lubię, czuję się przy nim dowartościowany i dowcipny.
Tępy leżał w kącie i chciał coś powiedzieć, ale z jakiegoś powodu nie mógł wykrztusić słowa. Przyszła taka sobie Hajdi w czerwonym polarze, po tym ją rozpoznawałem. Pochyliła się nad Tępym i matkowała:
– Co się stało, Stępieńku, Tępy, nie możesz mówić?
O razu wszedłem jej w słowo, żeby się niepotrzebnie nie martwiła.
– Jak to co, spił się za szybko i łapie zgona, rzygać mu się chce, pomogę mu. – Wyszedłem na dobrego kolegę i nie pozwoliłem się jej wmieszać w sprawę ze Stępniowymi grzybami. Po co psuć imprezę innym.

Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by